Recenzje

2017-04-13
Goldfrapp - "Silver Eye"
"Chcę powiedzieć, że jest to najlepszy krążek sygnowany przez Goldfrapp od czasu ich debiutu. Najdojrzalszy z dotychczasowych, najbardziej różnorodny i zagadkowy" - możemy przeczytać w recenzji nowego albumu Goldfrapp napisanej przez Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Goldfrapp
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2017

Alison Goldfrapp to nietuzinkowa artystka. Odkryta przez Tricky’ego i braci Hartnoll z Orbitala, wydała na świat swoją pierwszą płytę w roku 2000 – w czasie metamorfozy kultury i muzyki. „Felt Mountain” była wstrząsająco dobra - melancholijna, poetycka i tajemnicza, wycięta na żywo z filmu Davida Lyncha. Alison porównywano do Beth Gibbons i określano jako pełnoprawną dziedziczkę jej wpływowego stylu i talentu. „Felt Mountain” była jedną z najczęściej grywanych płyt w polskich kawiarniach i barach, tuż obok „Mezzanine” Massive Attack oraz „Genetic World” Télépopmusik. Niespotykany głos Alison dał początek trwającemu do dziś wysypowi klonujących ją wokalistek o „śniętej” manierze śpiewu. Ruch należał do niej – i co się dalej stało? Alison i partnerujący jej Will Gregory poszli na skróty i zmienili swój styl na dyskotekę i modny wówczas electroclash. Było to dobre brzmienie, soczyście syntetyczne, hedonistyczne i nowoczesne – ale to nie było to...

Od tamtej pory kolejne płyty Goldfrapp okazywały się babolami albo arcydziełami. Do tej drugiej kategorii zaliczam „Seventh Tree”, oraz – z nieukrywaną radością – najnowszy album „Silver Eye”. To jest to, czego oczekuję od Alison i Willa. Jest to płyta zdecydowanie najbliższa klimatycznie do „Felt Mountain”, chociaż bynajmniej nie brzmiąca tak jak ona. Chcę powiedzieć, że jest to najlepszy krążek sygnowany przez Goldfrapp od czasu ich debiutu. Najdojrzalszy z dotychczasowych, najbardziej różnorodny i zagadkowy, łączący w jednym miejscu wiele odmiennych fascynacji i wpływów. Słuchając go czuję się wciągany w hipnotyzującą szaradę, której sensem nie jest rozwiązanie, a podziwianie zakamarków mrocznego geniuszu, jaki są napisał. To płyta stawiająca dużo pytań – czym jest Goldfrapp, czym jest muzyka pop, czym jest muzyka elektroniczna? To krążek o brzmieniu bardzo pasującym do współczesnych czasów, zawiłych, niejednorodnych, zagadkowych i niepokojących.

Warto wspomnieć, że przy produkcji nowej płyty Goldfrapp pracował John Congleton, wspomagany przez rozchwytywanego dronera The Haxan Cloak, sprawdzonego już wcześniej przez królową Bjork. Fuzja odmiennych stylów obu dżentelmenów zagrała tutaj wybornie. „Silver Eye” brzmi konkretnie, przebojowo i „tłusto”, chociażby w utworach „Systemagic” i „Tigerman”. Obok nich jednak czychają kompozycje tajemniczne, senne i zagadkowe – takie jak „Faux Suede Drifter” czy „Zodiak Black”. Nie jest to album, który da się ocenić po jednym-dwóch kawałkach – tu trzeba słuchać i podziwiać wspaniałą, rozłożystą całość, która – pozornie popowa – niesie znacznie więcej niż widzi srebrne oko. Jest jak konfiguracja lamentu w rękach Tiffany, uwalniająca demony oraz elektryczne, różowe motyle. Gdzieś przeczytałem, że w kategoriach synth-popu pokonuje nowe Depeche Mode już na rozgrzewce. Bez wątpienia, nie jest owocem rutyny i schematów, a wciągającym, natchnionym dziełem. 

Autor: Jakub Oślak