Recenzje

2017-08-14
Ayden - "Identity"
Poznańska grupa Ayden wydała debiutancki album "Identity". Z płytą zapoznał się i zrecenzował ją dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Ayden
Wytwórnia: wydawnictwo własne zespołu
Rok wydania: 2017

Słowa odgrywają ważną rolę. Zmieniają bieg wydarzeń i tak dalej i tak dalej. Można by tu wypisać wiele oczywistych twierdzeń. W muzyce mogą stanowić o tym, czy utwór jest udany czy nie, choć obecnie można zaśpiewać nawet najbardziej bezsensowny i absurdalny tekst. Najważniejsze, by warstwa instrumentalna (która może być nawet tak samo bezsensowna jak tekst) zadowoliła jak najwięcej ludzi i tym samym osiągnąć sukces.

A co, gdy ktoś zaproponuje płytę, gdzie nie pada ani jedno słowo? Jak zainteresować słuchacza? I to jeszcze w gatunku, w którym – według wielu – wszystko zostało już powiedziane? Wyzwania podjął się kwartet muzyków z Poznania. Nazywa się Ayden i niedawno wydał swój debiutancki album – „Identity”

Zespół zaprasza nas na ponad 50-minutową podróż po krainie post-rocka przyprawioną ambientowymi dźwiękami. Niełatwe zdanie, patrząc na możliwe problemy, o których wspomniałem wcześniej. Otwierający płytę, ponad 10-minutowy „Awaking” wprowadza nas w ogólny zarys albumu. Spokój przeistaczający się w agresywniejsze granie. Budowanie atmosfery, a potem kulminacja. Tajemnicze fragmenty zmieniają się w mocniejsze brzmienia. I tak prezentuje się większość kompozycji. Może poza „Time Takes It All” i „What If”, gdzie mocno jest już na początku. Gdzieniegdzie wkradają się metalowe wręcz riffy, jak np. w „Horizons”, które wyróżnia się także spokojnym, ale chwytliwym początkiem. Płyta nie nuży. Sprawia słuchaczowi autentyczną przyjemność. Najbardziej spodobały mi się „Awaking”, nastrojowy „Falling” oraz trójka zamykająca płytę – krótkie „Inhale”  przechodzące w mocne „Diagnosis”, które przechodzi płynnie w „Exhale”, które jest dość spokojnym, co nie oznacza, że usypiającym dopłynięciem do końca. W ostatnim z tych utworów gościnnie zagrał Maciej Karbowski – członek Tides From Nebula. Zresztą część materiału nagrano właśnie w będącym pomysłem muzyków tego zespołu Nebula Studio. Dobre zaplecze tutaj się przydało.

Do niewielu rzeczy można się przyczepić. „Najcięższy” zarzut to taki, że niektóre utwory mogłyby być kilka sekund dłuższe, by nie urywać się nieco za szybko. Cieszy uniknięcie przekombinowania, a to bardzo ważne. Zwłaszcza w takiej materii muzycznej, w jakiej poruszają się panowie z Ayden. I w przypadku debiutującego zespołu.

Płyty, gdzie nie padają słowa są trudniejsze w odbiorze i wymagają kilku przesłuchań, by całkowicie się wciągnąć. Przyjmowanie ich na szybko i bezrefleksyjnie jest błędem. Trzeba przysiąść i posłuchać raz, drugi, trzeci. Wtedy odbiór będzie właściwy. I tak samo jest z „Identity”. Trzeba usiąść i się zasłuchać. Warto poświęcić na to czas.


Autor: Marcin Knapik