Recenzje

2017-09-04
Ghostpoet - "Dark Days + Canapés"
Ghostpoet wydał nowy album, który zrecenzował dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Ghostpoet
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2017

Londyn – raj utracony, raj odzyskany. Raj dla tych, co umieją poczuć to miejsce – ale też czyściec dla tych, co tego nie potrafią. Z jednej strony światła i muzyka, kolory i zapachy – ale z drugiej ból i niepewność, bezimienne tłumy w metrze, śmiecie, krew i łzy na ulicy. Gdzieś wzdłuż południowego brzegu Tamizy, na ławce na uboczu, zasiada Obaro Ejimiwe – czyli Ghostpoet. Londyńczyk o afrykańskich korzeniach już od kilku lat transmituje w swojej muzyce fascynacje i niepokoje, jakie wiążą się z bytowaniem w sercu Anglii. Potrzeba artystycznej emancypacji zawiodła go w miejsce, gdzie kończy się hip-hop, a zaczyna... no właśnie, co? Trip-hop, rock, jazz, improwizacja i poezja?

Jego nowa płyta „Dark Days + Canapés” to ciąg dalszy szlaku, na jaki Obaro wszedł obiema stopami ze swoją poprzednią płytą, „Shedding Skin”. Mariaż hip-hopu i elektroniki to niewątpliwie nic nowego, aczkolwiek w wydaniu Ghostpoet muzyka ta dostępuje czegoś magicznego – porzucenia kojarzonych z nią stereotypów, a wejścia na zupełnie świeże, nowoczesne i adekwatne terytorium. Słychać bit-maszynę, słychać pracujące samplery, ale to przede wszystkim bicie serca Obaro – pełne fascynacji i niepokoju, na próżno uciekające od społecznego komentarza w stronę sztuki. Dyskretna elegancja, ponura liryka, wrażliwość i inteligencja – oto Ghostpoet i jego podejście do tematu.

Słuchając „Dark Days + Canapés” nie sposób nie pomyśleć o Massive Attack; zresztą, Obaro gościł na ostatniej ep’ce ekipy z Bristolu, a teraz i tu słychać głos Daddy’ego G („Woe Is Meee”). W takich kompozycjach jak „Immigrant Boogie” czy „(We’re) Dominoes” jest ewidentne, że Obaro przyświecają bardzo podobne cele i wartości, służące odzwierciedleniu społecznych fobii, otumanienia przez media, wielkomiejskiego niewolnictwa, oraz opętania w mroku i samotności. Ghostpoet bardzo trafnie oddaje nastroje Londynu, od kojącego zacisza parku czy baru, po duszące opary smogu, chłodu biur i mroku tuneli. To ciche wołanie jednostki w mieście milionów.

Co należy podkreślić, „Dark Days + Canapés” to nie tylko słowa, ale przede wszystkim brzmienie, ułożone z precyzyjnie odmierzonych sampli, klików i pętli rytmu. Słychać gitarę, być może żywą, a być może zapożyczoną od Radiohead czy Cocteau Twins. Wszystko to układa się w sprytnie rozwijające się origami, owoc cierpliwości, gdzie panuje spokój domowego zacisza, szczelnie izolującego od potoków deszczu na zewnątrz. Jest nawet przebój w proszku – „Freakshow”. Ghostpoet to opcja dla tych, którzy szukają z muzyce artyzmu Tricky’ego, oniryczności Arms & Sleepers, oraz gniewu Saula Williamsa. Tylko czy zachęci ona słuchaczy do odwiedzenia Londynu? 


Autor: Jakub Oślak