Recenzje

2017-09-11
Mogwai - "Every Country's Sun"
Szkocka grupa Mogwai wydała dziewiąty album studyjny. Zapraszamy do lektury recenzji napisanej przez Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Mogwai
Wytwórnia: Rock Action Records / PIAS
Rok wydania: 2017

Od ostatniego wydawnictwa Mogwai – ścieżki dźwiękowej do filmu „Atomic” – czas minął błyskawicznie. Wraz z finałowymi podrygami letniego słońca dostajemy „Every Country’s Sun” – wyborny nowy album od pracowitych Szkotów, opatrzony cudowną okładką, której nie wahałbym się powiesić na ścianie w formie obrazu. Sama muzyka bynajmniej nie ustępuje pod kątem uroku szacie graficznej, o czym za chwilę. Grunt, że Mogwai pod okiem Dave’a Fridmanna pokazał nie tylko klasę, ale przede wszystkim obalił mit o zwijaniu manatków. Zarówno „Atomic” jak i „Every Country’s Sun” udowadniają, że Szkoci nie tylko odnaleźli dawną ścieżkę, ale nadrobili spory odcinek dużym skrótem.

„Every Country’s Sun” to jedna z tych płyt, której producent jest równie wielką gwiazdą, co sam zespół. Dave Fridmann to człowiek, dzięki któremu przed laty usłyszeliśmy chociażby Mercury Rev, MGMT, The Flaming Lips, oraz właśnie Mogwai. Ich współpraca zaowocowała dwoma z najlepiej rozpoznawalnych albumów grupy – „Come On Die Young” oraz „Rock Action”. Oba te krążki stanowią do dziś sygnaturę Mogwai – wzorzec metra ich brzmienia i estetyki. Ale to było ponad 15 lat temu! Od tamtej pory zmieniło się bardzo wiele, zarówno w brzmieniu zespołu, gatunku jaki reprezentują, jak i całej muzyce. Jak zatem wypada owoc wspólnej pracy, po latach, w innym świecie?

Otóż wypada wybornie. Mogwai są nazywani pionierami post-rocka, ale w moim rozumieniu odcinają się od przylepionej im łatki, z premedytacją ją trawestując. „Every Country’s Sun” brzmi jak wszystko, tylko nie typowy post-rock, jak kolejna  ścieżka do filmu. Każdy utwór to inna historia (inna scena), niesiona różnymi inspiracjami i transmitująca odmienne emocje. Osią krążka jest „Party in the Dark” – zaskakujący i nietypowy utwór z wokalem Stuarta Braithwaite’a, który brzmi jak New Order albo Ride – tanecznie i doskonale. Tak właśnie brzmi zespół, który nie mając na swoim koncie przebojów, właśnie jeden skomponował. Oby częściej spoglądali w tę stronę – bardzo dobrze im to wychodzi.

Reszta płyty, już typowo dla Mogwai, pozostaje instrumentalna, chociaż nie mniej porywająca i dynamiczna. Każdy z utworów jest nagrany w innej estetyce: „Old Poisons” brzmi stonerowo, „Brain Sweeties” to dream-popowa elektronika, a „Crossing the Road Material” to krautrock jako żywo. Przykładów jest oczywiście więcej, ale te pozornie odmienne kompozycje, doskonałe we własnym obrębie, tworzą razem niezwykle witalny i „słuchalny” album. Dużo jest w nim intuicyjności, o ile nie improwizacji; oczywiście z typowo Mogwaiowskim uderzeniem, które narasta z cichego brzdąkania, aby lunąć z siłą huraganu i zmyć wszelkie wątpliwości co do wielkości i piękna tej płyty.

„Every Country’s Sun” to triumf zespołu oraz kolejny order uśmiechu dla jego producenta. Muzyka błyszczy i fascynuje, Mogwai brzmi tak świeżo i kolorowo jak nigdy przedtem. Post-rock jako gatunek przestał być ciekawy zanim na dobre się rozkręcił; pozostało już tylko kilka ekip go reprezentujących wciąż potrafi zaskoczyć i porwać. Mogwai są wśród nich; co więcej, czynią to nie obracając się za siebie, tylko idą swoim tempem, bez pośpiechu, metodycznie ale z podniesionym czołem. Nie odkrywają wszystkich kart od razu, tylko wciągają do gry i zaskakują najdojrzalszą płytą w swoim dorobku. Każdy kraj ma swoje słońce – to samo słońce – a dzielące nas coraz bardziej różnice są niczym w obliczu jego majestatu. But the sun is eclipsed by the moon, jak głosi klasyk. 


Autor: Jakub Oślak