Recenzje

2017-09-13
Arch Enemy - "Will To Power"
26 września szwedzkie Arch Enemy wystąpi w warszawskiej Progresji. W oczekiwaniu na ten występ zapraszamy do lektury nowego albumu zatytułowanego "Will To Power".
Wykonawca: Arch Enemy
Wytwórnia: Century Media Records / Sony Music Polska
Rok wydania: 2017

Melodyjny death metal. Zbitka tych słów brzmi co najmniej dziwnie. Mniej więcej tak jak „urocza masakra piłą mechaniczną”. Zderzenie growlu i blastów z  przebojowością – ciekawa perspektywa.

Jedną z kapel reprezentujących rzeczony melodyjny death metal jest szwedzki Arch Enemy. Wyróżnia się on także damskim growlem wokalistki (od kilku lat w tej roli Alissa White-Gluz). I jeszcze z kwestii informacyjnych – „Will To Power” to dziesiąty studyjny album tego zespołu.

Niezbyt chce mi się przechodzić do głównej części wywodu, bo nie wiem, od czego powinienem rozpocząć listę zarzutów. Rozumiem, że skoro to melodyjny death metal (dalej to dziwnie brzmi), przebojowość powinna rzucać się w uszy. Ale zabiegi stosowane w tym celu tutaj przyprawiają bardziej o uśmieszek na twarzy niż poważne traktowanie. Na przykład – „The World Is Yours” ze sporą ilością momentów, gdy ciężko mi było powstrzymać napad śmiechu. Dwie wizje w głowie podczas słuchania tego utworu: pierwsza – czołówka japońskiej kreskówki, druga – piszczące nastolatki na koncertach. Taka metalowa Hannah Montana.

Pod metalową otoczką i wymyślnymi, melodyjnymi solówkami kryją się lukier,  cukierkowość i miszmasz. Ni to podniosła oda, ni to gotyk, ni to metal, ni to groza (bo jeszcze do tego wszystkiego gdzieniegdzie pojawiają się smyczki mające wzmocnić dramaturgię). W rezultacie – niewiele dobrego. Mamy też pierwszy – jak niesie wieść gminna – przypadek w historii zespołu, gdy na studyjnej płycie pojawia się czysty wokal. Rockowa ballada „Reason To Believe” nie mająca wiele wspólnego z death metalem. Robi się tutaj ckliwie do potęgi.

Będą pewnie osoby, które z takiej muzyki będą zadowolone. Ale ja tego nie kupuję. Ciężko mi podejść do tego materiału w stu procentach poważnie. Za pierwszym razem da się wytrzymać, jeśli traktuje się dużą część płyty w kategoriach muzycznego żartu, ale przy następnych próbach palce same kierują się ku przyciskowi „off”.


Autor: Marcin Knapik