Recenzje

2022-09-03
Leash Eye - "Busy Nights Hazy Days"
W tym roku grupa Leash Eye obchodzi 25-lecie swojej działalności. Piąty album zespołu z premierowym materiałem pokazuje jednak, że grupa nadal ma w sobie sporo twórczego potencjału.
Wykonawca: Leash Eye
Wytwórnia: Leash Eye
Rok wydania: 2022

Ćwierćwiecze muzycznej aktywności z jednej strony niesie ze sobą chęć podsumowania dotychczasowych dokonań. Z zaś drugiej – nietrudno po takim czasie o pewną rutynę. Jednak czas z grupą Leash Eye obchodzi się raczej nienagannie. Średnio jedna płyta na 5 lat to wynik dość higieniczny. Najnowsze dzieło zespołu zatytułowane „Busy Nights Hazy Days” nie odbiega stylistycznie za bardzo od poprzednich dokonań grupy. Niespecjalnie też penetruje zupełnie nieznane dla zespołu muzyczne terytoria, ale swoje smaczki ma.

Mamy więc do czynienia nadal z dość amerykańsko-południową odmianą hard rocka/metalu z naleciałościami klasyki gatunku. O ile otwierający „Betting On One Horse” jest odrobinę ‘nieśmiały’, o tyle już „Where The Grass Is Green And The Girls Are Pretty”(tytuł oczywiście zaczerpnięty z tekstu „Paradise City” Guns N’ Roses) to już odpowiednio nasycony oktanami hard rock z charakterystycznym brzmieniem Hammonda Piotra ‘Voltana’ Sikory oraz wokalami Łukasza ‘Queja’ Podgórskiego (wzbogaconymi gościnnymi chórkami Moniki Urlik).  Podobnie zresztą, choć w nieco wolniejszym tempie wybrzmiewa „…Of The Night”, lokująca się na granicy southernowej power ballady z końcówką w klimacie... horroru. Tu przede wszystkim wpadają w ucho śpiewane refreny i solówka gitarowa Arkadiusza ‘Opatha’ Gruszki. Z kolei „Electric Suns” nie powstydziliby się… Alter Bridge. Wokal Łukasza tym razem skręca mocno w stronę Mylesa Kennedy’ego. Co ciekawe i dość zaskakujące – utwór kończy się syntezatorowymi partiami, teleportując słuchacza do… komputerowych lat 80. Kapitalnie wypada „Stay Down” – niski, bodaj najcięższy na całej płycie i nieco bluesujący tu i ówdzie. Zaryzykuję natomiast tezę, że „No Time To Take It Easy” zawiera jeden z najbardziej zapamiętliwych riffów w dorobku Leash Eye. To jednocześnie udana rockowa oda do wolności, znów wzbogacona damskimi chórkami. Przy „Step On It” mam z kolei wrażenie, że zespół w tych niewiele ponad 4 minutach chciał zawrzeć wszystkie swoje najbardziej charakterystyczne elementy – szybkie tempo bębnów, pędzące riffy, śpiewno-krzyczane wokale i całość podkręcona brzmieniem Hammonda. Takie 100% Leash Eye w Leash Eye. Jest jeszcze  bujające-goniące „F.D.T.D.”, traktujące o przemijającym czasie, ale i o pewnej niezłomności, zaś całą płytę zamyka rozgrzany, ‘ucieczkowy’ lirycznie „Some Kind Of Rookie”.

„Busy Nights Hazy Days” jest dość ciekawą pozycją w dotychczasowym dorobku Leash Eye. Niektóre smaczki z tego albumu być może nigdy więcej nie zostaną przez zespół użyte, więc tym bardziej warto na niego zwrócić uwagę, życząc jednocześnie grupie co najmniej kolejnych 25 owocnych lat działalności.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load