Recenzje

2022-09-19
Behemoth - "Opvs Contra Natvram"
„Opvs Contra Natvram”, czyli dwunasty album Behemoth powstawał w trudnym czasie nie tylko pandemii, ale także coraz szerzej zataczającego kręgi ruchu ‘Cancel Culture’.
Wykonawca: Behemoth
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2022

Nergal przyznaje, że izolacja związana z pandemią spowodowała (mimowolnie), że miał więcej wolnego czasu. Oprócz ukończenia dwóch płyt projektu Me And That Man, skupił się więc na pracy nad nowym albumem swojej macierzystej formacji. Jak to przełożyło się na jego zawartość?

Otwierające go plemienne i nieco wadrunowe intro „Post-God Nirvana”, to swoiste myślenie życzeniowe zawarte w tekście, traktujące o świecie bez religii i innych ograniczeń. Kluczowa wydaje się tu powtarzana ‘jaskiniowo’ brzmiąca sentencja Hoc Signo Fertote Lvx (tłum. To jest znak światła) oraz bardziej dosadne, puentujące: We worship the Devil, we hail the Beast. Po takim wprowadzeniu wjeżdża superszybka „Malaria Vvlgata”. Ta niewiele ponad dwuminutowa jazda, to nie tylko ukłon w stronę czasów płyty „The Apostasy” sprzed 15 lat, gdzie to m.in. prędkość grania była swoistym wyznacznikiem dzieła, ale także pierwszy strzał między oczy na płycie. To bezwzględny, brutalny antyreligijny hymn (słowa: Spare no one/Show them no pity/Tooth for a tooth/Eye for an eye nie pozostawiają raczej wątpliwości). Z kolei znany z singla „The Deathless Sun” łączy zwyczajową brutalność kompozycji Behemoth z elementami melodyjnymi. Nie pierwszy to taki zabieg, bo mniej więc od „The Satanist” takie patenty u Nergala i spółki słychać dość regularnie. To też przekłada się na bodaj najbardziej nośny refren na całej płycie ze słowami: I am nothing/Without him, nothing is/I am no one/It is he, Sol Divinvs, the deathless sun. Zaś pamiętany z pierwszego singla promującego „Ov My Herculean Exile”, to – jak się okazuje – najłagodniejszy numer na całej płycie. Dziwnie wypada w tym gronie (sam zresztą wolę video, które zostało do niego stworzone). Ale już „Neo-Spartacus” przywraca całość na nieco żwawsze tory. Kapitalnie brzmi tu bas Oriona, a przywołana w tekście postać Spartakusa symbolizuje oczywiście bunt. Tu też chwytliwość miesza się z brutalnością, ale w inny sposób, niż w przypadku poprzedników. Co ciekawie, nieźle wypadają tu zmodyfikowane wokale na pojedynczych wersach, utrzymane trochę w stylu Daniego Filtha z Cradle Of Filth. Z kolei orkiestracje w „Disnheritance” nieco mylą, bowiem ten utwór to małe tornado, które pod koniec nasila się nieco kakofoniczną mocą. Zaś „Off To War!” to dość ciekawa kompozycja na tle pozostałych. Tekst składa się po części ze starego patentu Nergala, czyli ‘pytań bez odpowiedzi’, zaś muzycznie numer jest zabarwiony momentami wręcz… punkowo. Całość utrzymana jest w dość chwytliwym groovie i przypuszczam, że będzie to pewnik koncertowy grupy na najbliższe lata.

Zupełnie nie wiem natomiast, co w tym zestawie robi popmetalowy, czy nawet powermetalowy „Once Upon A Horse”. Wiadomo, że Nergal jest fanem Manowar, ale przełożenie ich stylu na modłę Behemoth w taki sposób wypada dość… osobliwie. Zaś „Thy Becoming Eternal” to jakby dwa utwory w jednym. Początkowo typowa blackowa część w drugiej połowie zamienia się w rzecz niemalże filmową: długie, rozciągnięte partie w tle, (podbite bębnami Inferna), damskie chóry (w tej roli Zofia "Wielebna" Fraś z Obscure Sphinx) i zmodyfikowany, deklamujący wokal Nergala. Album puentuje natomiast epickie „Versus Christus”. Kompozycja okraszona fortepianową partią Michała Łapaja z Riverside (nie po raz pierwszy na płycie Behemoth) powoli narasta i rozbudowuje się o kolejne elementy: ponownie chóry i orkiestracje, solo na gitarze oraz zagęszczenie blastów pod koniec. Numer dość niespodziewanie się jednak urywa - tak jakby brakowało w nim wieńczącego ciosu.

Nie wiem właściwie, czego oczekiwać od kolejnych płyt Behemoth. „Opvs Contra Natvram” nie ujmuje może spójnością, ale na tym etapie, po ponad trzech dekadach muzycznej aktywności, większe bądź mniejsze eksperymenty muzyczne nie są niczym zaskakującym. Odbieram to raczej na zasadzie deklaracji zespołu w postaci „zobaczcie, co możemy”, niż „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load