Recenzje

2014-09-21
Erasure - "The Violet Flame"
Duet Erasure nagrał płytę, która choć świetnie wyprodukowana i zawierająca kilka piosenek będących potencjalnymi kandydatami na przeboje, przeminie niezauważona.
Wykonawca: Erasure
Wytwórnia: Mute / Mystic
Rok wydania: 2014

"The Violet Flame" to kolejna płyta Erasure, która pokazuje, że czas tego duetu bezpowrotnie się zakończył. Jeśli jeszcze w latach osiemdziesiątych czy pierwszej połowie kolejnej dekady grupa panów Bell i Clarke wyznaczała trendy w muzyce pop, a kilka jej przebojów zalicza się do kanonu muzyki rozrywkowej ("Oh L'Amour", "Sometimes" czy "A Little Respect"), to ich twórczość w ostatnich kilkunastu latach coraz bardziej rozmywa się w popowej papce serwowanej przez współczesne media.

Problem polega na tym, że "The Violet Flame" nie jest bardzo złą płytą. Jest tu nawet kilka fajnych melodii (np. rewelacyjne "Elevation" czy "Be The One" nawiązujące do najlepszych dokonań zespołu z lat 80.) i słychać, że Vince Clarke nie zatracił talentu kompozytorskiego. Także wokalista Andy Bell udowadnia, że nie zapomniał, jak się śpiewa. Problemem jest to, że ta płyta jako całość jest pozbawiona życia, odrobiny szaleństwa, urozmaicenia, czegoś, co spowodowałoby, że chcielibyśmy do tego wydawnictwa po raz kolejny powrócić. Wszystko jest tu sterylnie "czyste", dopracowane, zaplanowane do najdrobniejszego szczegółu. I w większej dawce zwyczajnie nuży. A piosenki takie jak "Dead Of Night", "Promises" czy "Sacred" są koszmarkami rodem z europejskich list przebojów z muzyką dance.

Niestety, ale "The Violet Flame" jest kolejnym w ostatnich kilku latach gwoździem do trumny Erasure. Niewątpliwie ten album znajdzie zwolenników wśród fanów duetu, być może na fali sentymentu za latami osiemdziesiątymi trafi w gusta pewnej grupy miłośników muzyki z tamtych lat, na pewno sprawdzi się na parkietach tanecznych klubów. Ale dobrze byłoby, aby panowie Clarke i Bell spojrzeli jednak w lustra i powiedzieli "pas".

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load