Recenzje

2015-05-18
Whitesnake - "The Purple Album"
Nowy album Whitesnake to zawód na całej linii. Płyta zupełnie niepotrzebna.
Wykonawca: Whitesnake
Wytwórnia: Frontiers Records
Rok wydania: 2015

"The Purple Album" miał być hołdem wokalisty Davida Coverdale'a dla grupy Deep Purple, z którą w połowie lat siedemdziesiątych nagrał trzy płyty: "Burn", "Stormbringer" i "Come Taste The Band". Zrobił, jak zaplanował - jego wybór. Powstaje jednak pytanie: po co powstało to wydawnictwo? Obawiam się, że tym krążkiem Coverdale i jego ekipa strzelili sobie w stopę. Zamiast nagrać pełnowymiarowy album z premierowym materiałem Whitesnake (od ostatniej płyty minęły już 4 lata!), to bawi się on w odgrzewanie kotletów. Bo tak trzeba nazwać odgrywanie tego, co już zostało nagrane z o wiele lepszym skutkiem 40 lat temu. OK, niby są tu świetne solówki na gitarze, Coverdale też daje radę, perkusista Tony Aldridge stara się wykrzesać z siebie energię, ale te nowe wersje starych klasyków Deep Purple są kompletnie bez życia i jakichkolwiek emocji. Muzycy Whitesnake po prostu odegrali to, co już ktoś nagrał przed nimi. I zrobił to znacznie lepiej. Najlepszym przykładem na to jest nowa wersja "Stormbringer", z którego usunięte zostały instrumenty klawiszowe, które w wykonaniu Jona Lorda dawały temu utworowi niesamowity klimat. Dramat! Jedyny jasny punkt na "The Purple Album" to akustyczna wersja "Sail Away". Jest inaczej, jest ciekawie, jest nowatorsko. Nie można było więcej takich wynalazków, panowie? 

"The Purple Album" na pewno znajdzie swoich zwolenników i na pewno sprzeda się w sporym nakładzie. Ale co z tego, skoro w przeciwieństwie do Black Sabbath, Deep Purple czy Nazareth, Whitesnake zamienia się w grupę sentymentalnych panów żyjących wspomnieniami? Mam nadzieję, że nie jest to poważny kryzys twórczy. Bo na razie wiele na to właśnie wskazuje. 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load