Recenzje

2018-06-11
Symptom Izera - "Come With Me"
Debiutancka płyta wrocławskiego Symptomu Izera to zaledwie sześć kompozycji i "bardzo konkretne pół godziny" muzyki.
Wykonawca: Symptom Izera
Wytwórnia: Symptom Izera
Rok wydania: 2018

Debiutanci z Wrocławia. Choć w zasadzie to nie. Mówienie o tych panach: „debiutanci” byłoby nadużyciem. Muzycy częstochowskiego Odium – Emil Madaliński i Sebastian Sroka, gitarzysta Hellride – Przemysław Korth, basista Amokh – Tomasz Pawlak oraz wokalista Amokh i Anastasis – Waldemar Bolesta. Mamy więc mamy tu ludzi, którzy wiedzą, z czym się je gra w zespole muzycznym.

Symptom Izera – to pod tym szyldem działa kapela, która powstała w 2016 roku i w skład której wchodzą osoby wymienione wyżej. „Come with Me” to pierwszy album tego zespołu. Nie jest zbyt długi. 6 utworów. Około pół godziny muzyki. Ale bardzo konkretne pół godziny.


Krótko mówiąc – ta płyta to rockowo-metalowe granie, bardzo mięsiste. Tykania odmierzające czas i tajemniczy, mroczny początek „Dead President” przeradza się w energiczny utwór. Jest na utworach w tej płycie parę zmian nastrojów, czasem niespodziewanych. I dużo też mocnych riffów. I budowania napięcia oraz stopniowania mocy, jak w „Do You Really Believe?”. Choć w „Glitter Stars” na początku dostajemy moc, potem pojawia się mostek i robi się ciężko, metalowo wręcz, a potem wracamy do głównego motywu. W agresywnym „The Golden Throne” słyszymy, gdy się wsłuchamy, mówioną wstawkę po polsku. „I Don’t Want To Know” to w trzech słowach: moc, agresja, metal. Płytę zamyka melancholijny, mroczny, a jednocześnie mocny „Come with Me” z chwytliwym riffem.

Dużo razy pojawiło się w tej recenzji słowo „moc”. To pojawi się jeszcze raz: jest moc. Krótka i konkretna płyta. Słychać, że panowie wiedzą, o co w rockowo-metalowym graniu chodzi. Jest czego słuchać.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load