Recenzje

2018-10-22
Dawid Podsiadło - "Małomiasteczkowy"
"I myślę: jeśli polski pop ma się kojarzyć z czymś dobrym, to niech kojarzy się z takimi osobami jak Dawid Podsiadło" - napisał Marcin Knapik w recenzji albumu "Małomiasteczkowy" Dawid Podsiadło. Płyta od piątku jest już w sprzedaży.
Wykonawca: Dawid Podsiadło
Wytwórnia: Sony Music Poland
Rok wydania: 2018

To jest recenzja trzeciego (3.) albumu Dawida Podsiadło zatytułowanego „Małomiasteczkowy”. A jej początek nawiązuje do stylu, jaki możemy zauważyć na okładce czy w książeczce do albumu. Dużo tam stwierdzeń zaczynających się od „to jest…”. To jeszcze jedno stwierdzenie: przy „Baście” Nosowskiej pisałem o jednej z najważniejszych polskich premier płytowych tego roku. I tydzień później mamy następną. Choć w tym przypadku nie zawaham się napisać, że akurat ten album to jest najważniejsza polska premiera płytowa tego roku. Biorąc pod uwagę fenomen i popularność Podsiadły.

Przy premierze tej płyty pojawia się wiele analiz dotyczących fenomenu Dawida Podsiadły. Jak to się stało, że jego utwory grane są wszędzie: od radiowej Trójki po Eskę? Jak on to zrobił? Mogłaby o tym powstać jakaś praca licencjacka lub magisterska. Zanim o samej płycie, to muszę to napisać: kampania promująca album „Małomiasteczkowy” jest genialna. Ujawnianie szczegółów nowej płyty telefonicznie. Odbieranie telefonów osobiście przez artystę. Mistrzowskie „lyric video” do „Nie ma fal”. I kiosk w Warszawie w dniu premiery albumu, gdzie Podsiadło osobiście go sprzedawał. Podsiadło i jego ludzie znają się na marketingu.

To teraz już przejdziemy do płyty. Jest ona powrotem Dawida po kilkunastu miesiącach przerwy w działalności muzycznej. W tym okresie tylko od czasu do czasu słyszeliśmy o jego działaniach, m.in. coverze utworu T.Love „Bóg” czy współpracy z Julią Pietruchą. Na „Małomiasteczkowym” mamy ważną zmianę, bo to zmiana na stanowisku producenta. Bogdana Kondrackiego zastąpił Bartosz Dziedzic – producent takich płyt jak „Granda” Moniki Brodki i „Składam się z ciągłych powtórzeń” Artura Rojka. Czyli mamy odpowiedź, w jaką stronę mamy zamiar skręcać na albumie: przebojowość, ale bez utraty swego rodzaju szlachetności, ambitności brzmienia. Wyciąganie tego, co najlepsze.

Płyta w całości po polsku – to nowość w twórczości piosenkarza. Aczkolwiek zrozumiała. Na jego poprzednich dwóch płytach dominował język angielski. Jeśli jednak mielibyśmy wybrać największe przeboje z nich, to wybór pada na utwory zaśpiewane po polsku: „Trójkąty i kwadraty”, „Nieznajomy”, „W dobrą stronę”, „Pastempomat”. To był krok – nomen omen – w dobrą stronę, bo dostajemy dziesięć utworów. I cała dziesiątka bardzo przebojowa.

Gdy na początku czerwca ukazał się utwór „Małomiasteczkowy” od razu stał się hitem. Słusznie zresztą, bo to energetyczny, chwytliwy utwór. Po jego pierwszych odsłuchach obawiałem się, że zaśpiew pojawiający się na początku (i później też) zacznie mnie po paru tygodniach denerwować. Ale taka myśl się dotąd nie pojawiła i mogę wyróżnić ten utwór jako jeden z najlepszych momentów albumu. Z tekstem skierowanym do ludzi mających kompleksy – mieszkańców wielkich miast próbujących zatrzeć w myślach swoje małomiasteczkowe korzenie. Czyli – bądźmy szczerzy – z tekstem skierowanym do wielu z nas.

Pierwsza myśl po przesłuchaniu płyty: jest chwytliwie i przebojowo. Muzyka dla mas. Druga myśl: na miejscu szefów muzycznych rozgłośni radiowych byłbym zachwycony. W zasadzie co utwór, to nadaje się na singla. Apogeum przebojowości na albumie dostajemy od utworu numer 3 do utworu numer 6. O tytułowym utworze wspomniałem. „Najnowszy klip” to jedna z najlepszych popowych polskich kompozycji tego roku. Zaczepna gitara (przypomina mi „Ultimo” Organka), budowanie emocji, intrygujące elektroniczne „coś” między zwrotką a refrenem i rzeczony refren – bardzo nośny i nowoczesny. Murowany kandydat na radiowy hit i jeden z moich faworytów na płycie. „Trofea”- skoczny, energetyczny utwór. Co stoi w opozycji do niezbyt optymistycznego tekstu utworu mówiącego o tego, co daje popularność – o utracie anonimowości. Oby Podsiadło nie zrealizował słów mówiących o wyjeździe z kraju padających w utworze. I „Nie ma fal” (lub „mafalnie” jak czytamy w „lyric video”) znane już od kilkunastu dni. Też natychmiast stało się przebojem. Też nie ma w tym nic dziwnego.

Co można powiedzieć o pozostałych utworach? Płytę zaczyna dziwne „Cantate Tutti”. Podsiadło napisał, że jest tekst do tego utworu. Rzeczywiście, jest on w książeczce dołączonej do płyty. Ale zaśpiewany on został tak, że praktycznie nic nie da się z niego zrozumieć. Czytając w książeczce słowa tego utworu fakt pojawienia się fragmentu tego utworu w roli outra „Trofeów” intryguje jeszcze bardziej. „Dżins” z podniosłego brzmienia przeistacza się w dyskotekowy utwór. „Co mówimy?” zagląda zaś w świat hip-hopu. Dla mnie ta trójka to mniej przekonujące muzycznie momenty płyty.


Podsiadło mówi w wywiadach, że teksty na płycie są dla niego pożegnaniem z kilkoma osobami. A także, że w około 80 procentach są autobiograficzne. Muszę przyznać, że nam się rozwinął pan Dawid pod względem tekstów. Są one głównie o miłości i wspomnieniach z nią związanych. Nierzadko bolesnych. Choćby jeden z moich ulubionych momentów płyty - „Nie kłami”. Bardzo oszczędny na tle reszty. Tylko fortepian. Potęguje to emocjonalność i ból zawarty w kompozycji. Na płycie mamy jeszcze jedną ładną balladę - „LIS”. Czwarty z moich ulubionych punktów albumu. Już wyżej wspomniałem o pojawieniu się problematyki popularności i małomiasteczkowości. Zamykająca płytę, przyjemna w brzmieniu „Matylda” traktuje zaś o hejcie, ale nie czuje się w tekście wywyższania się i obrażalstwa.

Patrzę na listę koncertów „Małomiasteczkowej trasy”, która zacznie się 27 października. Katowicki Spodek – wyprzedany. Wrocławska Hala Stulecia – wyprzedana raz i zapowiada się, że i drugi koncert będzie wyprzedany. Poznańska Arena – wyprzedana dwa razy i jeszcze będzie tam jeden występ. I najbardziej działające na wyobraźnię: warszawski Torwar – wyprzedany. Trzy razy. I ogłoszono tam czwarty koncert. Na pozostałe przystanki trasy pozostało już niewiele biletów. W zasadzie ta płyta jest odpowiedzią na pytanie o fenomen Podsiadły. Popowa muzyka, ale równocześnie taka, podczas której nie pojawia się w twojej głowie uczucie, że artysta robi z ciebie głupka. Dowód, że nie trzeba kląć w tekstach jak najęty, a w teledyskach nie musi pojawiać się tabun nagich osób. Trafia do każdego. Nie czuć, że odbiła piosenkarzowi woda sodowa. Zdobywa on ludzi swoją zwyczajnością. Po prostu - swój chłop.

Nie napiszę, że „Małomiasteczkowy” to najlepsza płyta tego roku, bo jestem w stanie wskazać przynajmniej kilka lepszych. Mogę pozrzędzić, że trochę za dużo tej popowości. Ale równocześnie tak sobie słucham „Małomiasteczkowego”, „Najnowszego klipu”, „LIS-a” i „Nie kłami”. I myślę: jeśli polski pop ma się kojarzyć z czymś dobrym, to niech kojarzy się z takimi osobami jak Dawid Podsiadło.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load