Recenzje

2018-10-26
Yanish - "Dobrostan"
Jeśli jesteś fanem zespołu Half Light, to na razie – w oczekiwaniu na jego nowy album – możesz zadowolić się krążkiem grającego tam muzyka, Krzysztofa Janiszewskiego. W solowym projekcie występuje jako Yanish. Jest to pierwszy autorski krążek artysty.
Wykonawca: Yanish
Wytwórnia: HRPP Records
Rok wydania: 2018

W tekście, jaki możemy przeczytać w środku opakowania płyty możemy przeczytać o istniejącym od lat „pragnieniu nagrania autorskich kompozycji, pozbawionych zupełnie jakiegokolwiek kontekstu czasowego, stylistycznego, komercyjnego”. Artysta dziękuje też Bogu i Światu za „możliwość poznawania i przeżywania muzyki, która jest swoistą autoterapią”. Hasło „autoterapia” ciekawie zestawia się z tekstami na płycie. Refleksyjnymi, życiowymi i osobistymi.

Płyta składa się z dziesięciu utworów, na których dominuje głównie poprock. Oznacza to kompozycje wpadające w ucho z refrenami, które można łatwo zanucić. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć, że pewnie będziemy mieć do czynienia z muzyką graną na jedno kopyto. Ale tak nie jest. Mamy tu ukrytych kilka niespodzianek. Na przykład w „Wszystko mam (Stabilizacja)” zaskakująco pojawia się solo na organach Hammonda. Trochę progresywnego sosu nie zaszkodzi. W „Bez Ciebie nic” – energetycznym utworze z rockowym posmakiem jest zaś miejsce na – jakże by inaczej – rockowe popisy instrumentalistów. Nie wspomniałem jeszcze, że Janiszewskiego wspomagają na tej płycie Piotr Skrzypczyk (instrumenty klawiszowe i programowanie perkusji) i Krzysztof Marciniak (gitary).


Jeśli miałbym wskazać na trzy najlepsze momenty albumu, to pierwszy wybór zgodnie z kolejnością na płycie wypada na „Syreny”. Na początku utworu pojawiają się syreny (co za zaskoczenie). Potem utwór ładnie płynie, a w środku nagła zmiana/klimatu: ze spokojnego na agresywny i z powrotem. Drugim wyborem jest „Lubię to” z ładnym budowaniem napięcia – spokojne zwrotki i bardziej energetyczne, trochę podniosłe refreny. I trzeci utwór - „Dobrostan”. Tytułowy utwór zamykający całość. Przestrzenna ballada.

Na pierwszym solowym dziele Krzysztofa Janiszewskiego nie ma zbyt wiele skomplikowanej muzyki. A równocześnie ładnie ta płyta płynie. Jest w niej dużo przestrzeni, a do ucha trafiają wpadające w ucho melodie i refreny.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load