Recenzje

2019-05-16
Sorry Boys - "Miłość"
„Miłość” to natchniona, a jednocześnie bardzo bezpośrednia i intymna opowieść muzyczna Sorry Boys o egzystencji w najważniejszym z uczuć.
Wykonawca: Sorry Boys
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2019

Czwarty album w dorobku zespołu jest owocem kilku zmian. Pierwszą z nich jest fakt, że grupa jest obecnie działa jako trio w składzie: Bela Komoszyńska, Tomasz Dąbrowski, Piotr Blak. Drugi istotny element to narodziny córki Beli i Tomka – Bianki. Te dwie sytuacje sprawiły, że współpraca między muzykami nabrała wymiaru bardzo prywatnego i osobistego. Ostatnim ogniwem, spajającym niejako wyżej wymienione w całość jest osoba Marka Dziedzica – nadwornego producenta i realizatora grupy, który jest również współautorem kilku kompozycji na płycie. Pierwsze efekty tych ‘składowych’ słychać już od pierwszych dźwięków singlowego „Jesteś Pragnieniem”, gdzie rytmiczna warstwa muzyczna stanowi uzupełnienie dla wyjątkowego opisu stanu, jaki stworzyła Bela (Z czystym sumieniem/Chodzę po wodzie ja/Tyle że na wspak). Wyznaniem niemniej istotnym – matki z noworodkiem w stronę ojca - charakteryzuje się kolejny utwór „Drugie Serce”. Nie jestem pewien, czy da się prościej i jednocześnie bardziej bezpretensjonalnie wyrazić ten stan, niż słowami: Jesteś a nie ma Cię/Ja ciągle czekam/Od kiedy jest nas dwie/Mały dylemat/Ciebie chcę. Tu dodatkowymi atutami są partie ‘rwanej’ gitary, a przede wszystkim brzmienia kalimby i harfy Tomka. Całość bardzo płynnie przechodzi w „Niedzielę”, która stanowi poniekąd rozwinięcie poprzednika za sprawą słów: Niedziela kurczy się czas/I czuję czegoś mi brak/Niedziela zachody słońca/I czuję tak mi Cię brak. Tutaj dodatkową wartością są partie smyczkowe, zaaranżowane przez Marka Dziedzica na kwartet, w którym pierwsze skrzypce gra Magdalena Laskowska, znana chociażby ze współpracy z Ralphem Kamińskim. Kapitalnie i nieco gospelowo wybrzmiewa utwór tytułowy. Oparty o minimalistyczny klawisz, rytmiczne bębny oraz klaskanie, a przede wszystkim chóry w partii refrenowej, czynią zeń jedną z najbardziej natchnionych kompozycji w dorobku Sorry Boys.


Pierwszą połowę płyty zamyka przesycony tęsknotą utwór „Kwiaty”. Drugą stronę otwiera zaś ‘arkadyjska’ wręcz ballada „Dobrze, że jesteś”, która odwraca sytuację z poprzedniego kawałka w warstwie lirycznej. Nie sądziłem natomiast, że po „Mieście Chopina” z poprzedniej płyty grupy „Roma” jeszcze jakaś opowieść o Warszawie w wykonaniu Sorry Boys mnie poruszy. Myliłem się. Proszę zasłuchać się w słowach Beli w „Warszawa czeka”, bo to kolejne osobiste wyznanie autorki. Apogeum tej części, a może i całej płyty stanowi z natomiast „Carmen”, w której gościnnie zaśpiewała Kayah. To jedna z najlepszych kompozycji w całym dorobku grupy. Oparta o smutne, ale poruszające partie smyczkowe i niemniej dogłębny tekst, a przede wszystkim wyjątkową interpretację Habanery z opery „Carmen”, tworzy w świecie Sorry Boys coś niezwykłego i niepowtarzalnego. „Powszedni Chleb” zaś nawiązuje nieco do początkowej twórczości grupy: prosty, klimatyczny, a jednocześnie charakterystyczny rytm oraz bogaty aranż, to cechy nagrań z czasów debiutanckiej „Hard Working Classes”. Pięknym zwieńczeniem jest natomiast gitarowy walczyk „W Brzuchu Buddy” ze znamiennymi słowami: Ciało mi śpiewa/Nic do stracenia/Śmiało do przodu już mam/Swój boski plan. Ostatnim elementem jest utwór, który można potraktować niejako jako bonus z kilku powodów. Po pierwsze: bardzo uniwersalny wymiar tekstu, a po drugie – niezwykła nośność. Sorry Boys nie mieli dotąd takiego hitu! Słowa refrenu: Raz na zachód raz na wschód/Absolutnie, absolutnie po prostu zapadają w pamięć nieodwracalnie. To kandydat na jeden z przebojów tegorocznej wiosny i nie tylko.

Po niezwykle bogatej płycie „Roma” sprzed trzech lat, sądziłem, że następnym krokiem Sorry Boys będzie co najmniej album z orkiestrą. Tymczasem grupa zrobiła w pewnym sensie krok na ukos. Nie straciła wspomnianego bogactwa w warstwie brzmieniowej, a jeszcze je dodatkowo urozmaiciła . Piękny album. Osobisty, ale na każdy czas. Wszak chyba wszyscy chcemy być kochani.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load