Recenzje

2020-11-30
Cabaret Voltaire - "Shadow Of Fear"
Cabaret Voltaire wydał pierwszą od 26 lat płytę studyjną.
Wykonawca: Cabaret Voltaire
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2020

Mam 64 lata i j**** mnie to równo, mówi w kontekście nowego albumu Cabaret Voltaire, w wolnym tłumaczeniu, Richard H. Kirk. I ma rację. Nie ma czasu do stracenia. Pytania o wskrzeszenie CV po 26 latach nie mają sensu, podobnie jak o nieobecność Stephena Mallindera. Muzyka elektroniczna, w jakiejkolwiek odmianie, nigdy nie była muzyką ego, muzyką super-gwiazd. Tu zawsze liczyła się anonimowość stojących za sterami ludzi, a nawet możliwość zastąpienia ich robotami. Cabaret od początku był w awangardzie, od nowej fali po nowe brzmienia, od industrialu po IDM, i dowodzący nim teraz samodzielnie Kirk tego nie zmienia. Historia tego projektu to nie materiał na rock operę czy mini-serial. Symboliczne milczenie muzyków, którzy wolą przemawiać samplami z filmów, oddala od nich snop światła, a skupia uwagę tłumu wyłącznie na dźwiękach. 20 lat? To nie ma znaczenia. To żadne zobowiązanie, czy obietnica. Kirk ma wystarczająco silną markę osobistą, jako muzyka poszukującego i niepokornego, aby skupić zainteresowanie wielbicieli. Aczkolwiek, opatrzenie Shadow Of Fear wpływową i znaczącą metką Cabaretu, ma zadanie zwrócić uwagę szerszego świata, któremu należy ponownie przemówić do rozsądku wizjami dystopii i upadku cywilizacji.

Shadow Of Fear przychodzi na świat kilka lat po tym, gdy Kirk zaczął ponownie wykorzystywać Cabaret do prezentacji nowych dźwięków na żywo. Jako album, jest to rzecz zbierająca w jednym miejscu bardzo wiele pomysłów i kierunków dźwiękowych, jakie nawiedzały duszę Kirka przez te wszystkie lata. Trudno jest ten krążek jednoznacznie wtrącić w jakikolwiek segregator, jako że usłyszymy na nim wpływy i manifestacje wielu stylów, dekad, i trendów, w jakich Kirk brał udział w niezliczonej ilości swoich projektów na przestrzeni tych 64 lat. Jest tu mrok i trwoga industrialu (lub też post-industrialu), inteligentna wrażliwość muzyki IDM, jak i otwarta przestrzeń na całkowicie taneczne, klasyczne techno. Kirk ma w tych kierunkach swoje udokumentowane sukcesy, i Shadow Of Fear nie jest rzeczą obojętną na tą pionierską przeszłość. Aczkolwiek, witalność, energetyczność, różnorodność i aktualność nowego materiału nie pozwala choćby na chwilę myśleć o jakimkolwiek sentymentalizmie czy duchologii. Shadow Of Fear to świat tu i teraz, spowity podobnymi chmurami, co na początku lat 80, oraz wiedziony na pokuszenie i ku smutnej zgubie tymi samymi emocjami, jakie pionierska muzyka elektroniczna od zawsze usiłowała przekuć w kreatywną, rewolucyjną siłę.


Pomimo różnorodności, Shadow Of Fear wciąga, elektryzuje, intryguje i nie odpuszcza. To zwarta konstrukcja, mimo wyraźnych cezur między utworami, odmiennych nastrojowo, stylowo, tempowo. Poruszamy się odważnie pomiędzy statyką a dynamiką, scenografią sci-fi a scenami pościgu, ambientem a hałasem. Shadow Of Fear to wycieczka po mieście, chłód świateł wielkiej aglomeracji, gdzie ludzie przetaczają się po ulicach w maskach, tworząc spontaniczny, nielegalny organizm. Kirk nie eksperymentuje dla eksperymentu, ale dla uzyskania konkretnej i wyraźnej reakcji w sercu masowego słuchacza – niepokoju, który aktywizuje dynamiczną odpowiedź organizmu. „Be Free” i „The Power (Of Their Knowledge)” to wzór duszy w elektronice i sile, jaką wyzwala, gdy jest prowadzona przez człowieka w masce. „Microscopic Flesh Fragment” i „Papa Nine Zero Delta United” to bezpardonowy kunszt Kirka wypracowany latami, który pozwala niepozornymi posunięciami wywrócić sytuacje na szachownicy. Ale osią i kulminacją całości jest „Universal Energy”, historia techno/acid-house zamknięta w 10 minutach absolutnego bangera. Nie chcę nazywać Shadow Of Fear wielkim powrotem klasyka; to po prostu kolejna jego bezkompromisowa manifestacja.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load