Recenzje

2016-10-31
Blindead - "Ascension"
Blindead prą naprzód. Po grudzie, pod wiatr, niezłomnie i wytrwale. Nie ma wątpliwości, że są jednym z najciekawszych zespołów w naszym rodzimym nowym rocku.
Wykonawca: Blindead
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2016

Sukces serc widowni nie przyszedł jednak sam. Ich nowa płyta „Ascension” mogła w ogóle nie powstać – zmiana wokalisty to krok, na jaki nie każdy zespół umie się zdecydować w obliczu rozpadu. Oni sami są wciąż przed swoim największym sukcesem, dlatego też zmiany personalne są drugorzędne, jeśli idzie za nimi rozwój muzyczny. Uważam, że ich nowy krążek takim rozwojem jest, chociaż nie każdemu on się spodoba.

W pewnym sensie, „Ascension” nie powinna być dla fanów Blidnead zaskoczeniem. Już poprzednia płyta sugerowała, że ciężke brzmienie z jakim byli kojarzeni spuszcza z tonu na rzecz szerszego spektrum dźwiękowej kreatywności. „Ascension”, chcąc nie chcąc, pcha zespół dalej w tym kierunku. Owszem, nadal panują tu wyładowania gniewu i frustracji, ale na znacząco inną nutę niż dotychczas. Zamiast nadmiaru mroku i duszącego dymu słyszymy tu poszukiwania dobrych, łagodnych nut, złożonych kompozycji i niemal progresywnej rozpiętości nastrojów. Minął strach, nadchodzi jasność.

Z całą pewnością należy poświęcić osobne słowo nowemu wokaliście, Piotrowi Piezie. W odróżnieniu od Patryka Zwolińskiego, Piotr nie ucieka się do wrzasku czy growlu, lecz śpiewa głęboko, ciepło i melodyjnie (jego głos przypomina odrobinę wokal Chrisa Cornella). Za gamą wokalną Piotra poszła reszta muzyki Blindead (a może było dokładnie odwrotnie – kto to wie?) – brzmienie jest cieplejsze, bardziej oniryczne  i kolorowe, o znacznie szerszym wachlarzu transmitowanych emocji. Kompozycje zaś stały się bardziej płynne, co sprawia, że albumu słucha się jednym tchem, jak dobrej opowieści.

Już na poprzednim krążku „Absence” słychać, że Blindead usiłują porzucić zmurszałe okowy sludge i doom-metalu na rzecz czegoś dającego większe możliwości i nowe doznania. „Ascension” to owoc tych poszukiwań. Zespół stawia na nastrój i zaklętą w nim wrażliwość. Jest patos elektroniki, jest tajemnica słowa, jest także oczyszczająca moc przemyślanej gitarowej furii. Otwierające płytę „Hearts” to doskonała uwertura, zapowiadająca rzeczy dotychczas nieznane. Natomiast finałowe trzy kompozycje, wraz z tym urwanym zakończeniem, uważam za najmocniejszy punkt całego albumu.

I tu dochodzimy do znaku zapytania. Co na to fani Blindead, którzy poznali ten zespół jako ciężką piąchę, apokaliptyczne gitary i growl wprost z trzewi? „Absence” mógł być eksperymentem; tymczasem „Ascension”, po zatrudnieniu nowego wokalisty, okazuje się podążać tą nową drogą. Jest to droga lepsza – mniej uczęszczana, dająca muzykom więcej terytorium i możliwości przekraczania ram. To coś, co odróżnia poszukujących muzyków rockowych – artystów – od prostych wykonawców, trąbiących wciąż jedno i to samo. To nowy rozdział w historii Blindead i z całą pewnością nie ostatni. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load