Recenzje

2017-01-15
Sepultura - "Machine Messiah"
Czternasty album brazylijskiej Sepultury nie zmieni może świata metalu, ale też nie przynosi grupie wiele wstydu.
Wykonawca: Sepultura
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2017

„Machine Messiah” ukazuje się 4 lata po „The Mediator Between Head And Hands Must Be The Heart”. To najdłuższa przerwa wydawnicza, jaką zespół zaliczył w swojej karierze. Rezultat jednak jest zaskakujący. Otwierający powolny i ciężki utwór tytułowy, sugeruje mroczny klimat, chwilami ocierający się o nawet doom. Szybko rozwiewa go kolejny „I Am The Enemy”, który prędkością, ale i gęstością partii gitar oraz perkusji zaciera nie tylko wokal Derricka Greena, ale także główną linię melodyczną tej kompozycji. Dużo ciekawiej wypada natomiast „Phantom Self” z jeszcze mocniejszym przyłożeniem, niż poprzednik oraz pobrzmiewającymi w tle smyczkami, których brzmienie w drugiej części utworu przechodzi na pierwszy plan. Również głos Greena jest tu czytelniejszy. Na tym tle nieco mętnie wypada „Alethea”, które choć w riffach nawiązuje nieco do klimatu starych dokonań grupy, o tyle łamańce techniczne, którymi również wypełniony jest ten utwór, wychodzą Brazylijczykom dość nierówno. Nieco konkretniej prezentuje się instrumentalny „Iceberg Dances”, który imponuje zwartością, ale też nienachalnymi popisami gitarzysty Andreasa Kissera oraz perkusisty Eloya Casagrandego. Natomiast „Sworn Oath” ociera się o brzmienia orkiestrowe (wszystkie orkiestracje na płycie zaaranżował Kevin Codfert – przyp. MM), które jako tło w tym solidnym strzale sprawdzają się całkiem nieźle. Chwilami przypomina to trochę dokonania Dream Theater. „Resistant Parasites” rozwija tę formułę jeszcze bardziej za sprawą zagęszczonej faktury brzmieniowej i popisowego sola Kissera. Świetnie zaś wypada „Silent Violence”. To mocny, rzetelny numer bez żadnych dodatkowych udziwnień brzmieniowych. Absolutnym ciosem jest natomiast niespełna 3 minutowy „Vandals Nest”, który pędzi na złamanie karku. W drugiej części utworu Derrick zaskakująco zmienia barwę. Zupełnie tak, jakby to Troy Sanders z Mastodon nagle zaczął śpiewać tę partię. Zasadniczą część płyty zamyka gęsty, techniczny „Cyber God”. Z kolei dwa numery bonusowe to rewelacyjny, nieco slayerowy „Chosen Skin” oraz „Ultraseven No Uta” będący 80 sekundowym coverem The Echoes & Misuzu Children's Choral Group, który został zaśpiewany przez Greena po japońsku.

Trzeba przyznać, że po 33 latach grania Sepultura nadal potrafi zaskoczyć. Max Cavalera ma trochę racji, twierdząc, że po jego odejściu zespół nie wydał już żadnego hitu. Ale fakt że grupa nie złożyła broni i nadal potrafi nagrywać tak złożone krążki jak „Machine Messiah”, dowodzi, że nadal szuka nowych środków do realizacji swoich artystycznych wizji.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load