Recenzje

2016-10-04
Opeth - "Sorceress"
Oczekiwania przed nową płytą Opeth były naprawdę wysokie. Zespół jest na wznoszącej fali twórczej, cały czas rozbudowując swój styl, warsztat i jakość brzmienia.
Wykonawca: Opeth
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2016

Ostatnie dwa albumy - "Heritage" oraz "Pale Communion" - pozyskały im całkowicie nowe grono wielbicieli. Z nieźle "łojącego", metalowego zespołu stali się rasowym przedstawicielem prog-rocka, który nie boi się śmiałych wycieczek w rozbudowane, wymagające kompozycje pełne zwrotów akcji i instrumentalnego przepychu. Na dodatek cały czas zachowują swoją charakterystyczną elegancję, dzięki której przekładają urok i tajemnice mroku na wysoce detalizowane chwile światłości i natchnienia. 

Opeth w całym swoim bogatym dorobku płytowym od zawsze lubił zaskakiwać. Główna w tym zasługa lidera zespołu Mikaela Akerfelda, którego ambicje wykraczają daleko poza sztampowe ramy poszczególnych odmian rocka czy metalu. Ich płyty to wielowątkowe opowieści i nie inaczej jest z "Sorceress", która nie podlega prawu rozbiórki na czynniki pierwsze. Jest to być może najbardziej spójny, sprzężony album w dorobku Szwedów, gdzie każdy z elementów odgrywa istotną rolę. To jakże typowe dla rocka progresywnego zjawisko to nic innego jak dziedzictwo najwybitniejszych przedstawicieli gatunku, których wpływy wyraźnie słychać na przestrzeni całej płyty. 

Wystarczy raz przesłuchać całą "Sorceress", aby dostrzec z jak złożonym dziełem mamy tu do czynienia. Co więcej, każda kolejna sesja w jej towarzystwie tylko dolewa oliwy do ognia, uwypuklając nowe szczegóły i kontrastując zmiennocieplnymi kompozycjami. Dzięki temu, pomimo swojej znacznej długości, album ani przez chwilę nie nudzi i wręcz wymusza na słuchaczu regularne powroty, w obawie przed ominięciem jakiegoś szczegółu. Kompozycyjna i techniczna maestria działa tu ramię w ramię z twórczym polotem i wyobraźnią, a efekt końcowy wzbogaca swoista powaga i duma wykonania po stronie autorów. Wreszcie, za każdym razem trzeba się zmierzyć z tą niesamowitą okładką, złowrogą, lecz jakże piękną. 

Słuchając "Sorceress" biorę udział w bardzo "kinowym" rytuale, nacechowanym intymnością, dramaturgią, emocjami i finałową cezurą. To wpływy przodków Opeth takich jak King Crimson, Camel czy Marillion, którzy celebrowali płyty o filmowym przebiegu - z własnym scenariuszem, aktorami oraz podniosłym przekazem. Opeth nie stara się rezygnować z metalowej mocy i czadu, ale ozdabia je z każdej strony inkrustowanymi detalami, akademicką powagą oraz poetyckimi środkami wyrazu. "Sorceress" jest płytą wysoce wyreżyserowaną, gdzie emocje twórców przenoszą się na przeżycia słuchaczy i swoisty dialog z treścią albumu. To płyta pełna rewii dźwięków i czarnej magii, która po wybrzmieniu pozostawia słuchacza z oczyszczającą myślą - to było piękne. 


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load