Newsy muzyczne

Recenzja: Me And That Man - Songs of Love and Death

Płyta będąca owocem kolaboracji Nergala z grupy Behemoth oraz weterana polskiej sceny rockowej Johna Portera. Album przesłuchał i ocenił Jakub Oślak.

Me And That Man to gotowy przepis na sukces. Brody, tatuaże na dłoniach, skórzane kurtki, motocykle, czarny dym z komina urbi et orbi. Biały Gretsch, czarne Dobro i rhythm&blues. Wyjąca do księżyca harmonijka, dusza Roberta Johnsona sprzedana diabłu za głos, talent i gitarę. Czarny Plymouth plujący spalinami, czarne okulary i tłuste czarne włosy. Czarna biblia w rękach kaznodziei o przekrwionych oczach i duszy artysty, zagubionego w ogniu grzechu i popiele swojej wiary. Hedonizm jako sens życia, romantyczni mordercy o urodzie Staggera Lee w przeklętym Milhaven. Powidoki czarnych gwiazd w lampach naftowych, smród benzyny i surowego mięsa, gnój i cholera, wszelka nadzieja utopiona w rozcieńczonym bimbrze z beczki po oleju silnikowym. Wieczna noc i deszcz.

Z tego koszmaru zrodziła się wspaniała muzyka. Me And That Man, czyli John Porter i Adam Darski, oddają doskonale wymierzony strzał w nastroje konsumentów kultury nastawionych na vintage. Wystarczy posłuchać losowo wybranej ścieżki z tej jakże oczekiwanej płyty, aby ze spokojem stwierdzić, że honorowy patronat nad tym krążkiem pełni Nick Cave. Nie tylko on, zresztą. Mark Lanegan, Tom Waits, The Black Keys, Soulsavers, a także w mniejszym stopniu Depeche Mode, The Black Angels czy wczesne Death in June. Każdą z tych trzynastu piosenek gdzieś już słyszeliśmy. Riff z „Nightride” to pożyczka z „Personal Jesus”, a ten z „Voodoo Queen” to „Runaway” w przetworniku. Cave zaś wołał Oh my Lord 15 lat temu i był to, jak widać i słychać, głos donośny i przekonujący.

Jak zawsze w takim miejscu rodzi się sakramentalne pytanie, jakie ma to znaczenie dla słuchacza. Absolutnie żadne, odpowiadam. Płyta „Songs of Love and Death” uzależnia jak nikotyna. Jest doskonale skomponowana, zaśpiewana, zagrana i wyprodukowana. Ostatnią rzeczą jaką mogę o niej powiedzieć, to że jest odkrywcza; jednakże, na polskim rynku, jest czymś nowym – czymś dobrym. To kolejny namacalny dowód na to, że nasze rodzime produkcje muzyczne stają się coraz lepsze i można je bez obaw przemycać na zachód.  Panowie Porter i Darski są zresztą z zachodem za pan brat od dawna i doskonale czują, jak należy grać i śpiewać, aby ostatecznie pogrzebać kompleksy. Jeśli ta płyta jest czymkolwiek innym niż sukcesem, to lekcją dla innych – tak to właśnie należy robić.


Łatwo jest się do tej płyty przyczepić. Za dużo Cave’a, Lanegana, Dana Auerbacha, a za mało „własnych” pomysłów. Ale przecież Cave także „ściągał” od Cohena, a Cohen od Jacquesa Brela, itd. Skoro zatem to zrzyny, to dlaczego w takim razie słucham jej już kilkunasty raz w ciągu dwóch dni i polecam każdemu, kogo spotkam? Jest na niej magia przepalonych głosów, starych gitar, pastoralnych chórów i rutynowo doskonałych piosenek. To nie są eksperymenty, tylko przemyślane w drobnych szczegółach kompozycje i natchnione wykonanie. Słuchając ich można poczuć się jak w filmie Lyncha, książce Kinga, klipie Chrisa Isaaka lub serialu kryminalnym typu „True Detective”. We have chosen hell on Earth, śpiewa chór dzieci, i już wiemy, że w publicznym radiu tego nie usłyszymy.

Każda z piosenek uchwyconych na tej płycie to materiał na hit, więc nie wyróżnię jakiejkolwiek. Srebrne struny, chromowany mikrofon, obdrapany czarny piec, przepiękny Gretsch albo Fender Jazzmaster. Dalej organy Hammonda, butelka single malta, ozdobny krzyż na ścianie, tuż obok fotografii Johnny’ego Casha. Opary elektrycznego bluesa, powolne i otumaniające. Ociekające krwią i łzami słowa o śmierci i miłości, Bogu i Diable, piekle i niebie. Smród tanich moteli. Uderzająca w samotną żarówkę ćma. Podrapane na podłodze płyty The Doors, Williego Nelsona i Dela Shannona. Taniec z diabłem w świetle księżyca. Bez wątpienia wielkie wydarzenie i dokonanie rodzimej sceny muzycznej. Potencjalna płyta roku wszelkich możliwych zestawień. Bierzcie i słuchajcie jej wszyscy.

Autor: Jakub Oślak

Pokrewne wątki:

Nowe wydawnictwo koncertowe Nick Cave & The Bad Seeds

2018-06-19

Na 28 września 2018 Nick Cave & The Bad Seeds zapowiadają nowe, specjalne wydawnictwo, zatytułowane "Distant Sky – Nick Cave & The Bad Seeds Live In Copenhagen".

Czytaj więcej...

Nowy singel Komet

2018-06-19

„Upiory w Szuwarach” to tytuł pierwszego singla zapowiadającego nową płytę warszawskich Komet, która ukaże się w przyszłym roku nakładem Thin Man Records.

Czytaj więcej...

Slash zapowiedział nowy album

2018-06-19

Premiera "Living The Dream" Slash Ft. Myles Kennedy & The Conspirators już 21 września.

Czytaj więcej...

Amorphis i Soilwork zagrają w Krakowie

2018-06-19

Fińskie Amorphis i szwedzki Soilwork wystąpią 20 stycznia w krakowskim Kwadracie.

Czytaj więcej...

Oly. przedstawia "Mapę naszych miejsc"

2018-06-19

Singel zatytułowany „Mapa naszych miejsc” zapowiada drugi album Oly.

Czytaj więcej...

Above & Beyond wróci do Warszawy

2018-06-18

Klubowa trasa koncertowa Above & Beyond rozpocznie się już tej jesieni, a jednym z przystanków zespołu będzie warszawska Progresja. Artyści promować będą najbardziej topowy i taneczny album „Common Ground”.

Czytaj więcej...

Years & Years zagra w Warszawie

2018-06-18

1 lutego brytyjska grupa Years & Years wystąpi w hali Torwar w Warszawie.

Czytaj więcej...

Damian Maliszewski nakręcił klip na Malcie

2018-06-18

Utwór "Kochaj" to nowy singel Damiana Maliszewskiego.

Czytaj więcej...

OMD wyda książkę na 40 urodziny

2018-06-18

W tym roku brytyjski duet OMD obchodzi 40 urodziny. Z tej okazji w listopadzie ukaże się książka "Pretending To See The Future".

Czytaj więcej...

Watain przyjedzie do Warszawy

2018-06-16

Szwedzka gwiazda black metalu Watain zawita 4 listopada do warszawskiej Progresji.

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania