Recenzje

2016-04-21
Heart & Soul - "Missing Link"
"Album wart jest uwagi każdego słuchacza, tylko czy każdy słuchacz wart jest tego albumu?" - pyta Jakub Oślak w recenzji nowej płyty Heart & Soul.
Wykonawca: Heart & Soul
Wytwórnia: 2.47 Production / Warner Music Poland
Rok wydania: 2016

Ludzki mózg jest tak skonstruowany, że ocenia własne dokonania bezkrytycznie lub z przesadną surowością. Właśnie tak można opisać mój ambiwalentny stosunek do polskiej muzyki. Tak bardzo jak chcę, aby była wspaniała i godna przynajmniej europejskiego rozgłosu, tak najczęściej dostrzegam jedynie kilka pobladłych perełek wśród sterty łajna. Na szczęście raz na jakiś czas trafia się pewien osamotniony klejnot, który można ze spokojem postawić na półce obok zachodnich dzieł muzyki. Ba, bardzo łatwo jest je, ku wielkiej radości, ze sobą pomylić. Takich właśnie uciech dostarcza mi nowa płyta Heart & Soul, kolektywu dowodzonego przez Bodka Pezdę i Sławomira Leniarta.

Trzy lata temu wydali doskonały, długogrający zbiór coverów Joy Division. I można było pomyśleć, że taka będzie ich dalsza formuła, o ile jakakolwiek nastąpi. Tymczasem ich nowy album „Missing Link” zaskakuje już na starcie – tym, że w ogóle powstał, oraz całkowicie nową, autorską zawartością. Fundament nowego krążka pozostał ten sam – jest to zbiór fantastycznych, różnorodnych kompozycji powstałych przy udziale wielu wokalistów. Bardzo lubię ten sposób nagrywania płyt, jako że najczęściej kończy się wiekopomnym przedsięwzięciem – wystarczy wspomnieć The Alan Parsons Project, Archive, Camel, Röyksopp oraz Massive Attack.

Drugim elementem łączącym nowy krążek z poprzednim jest osoba Łukasza Lacha, którego charakterystyczny głos wita słuchacza już w otwierającym „Clear Your Mind”, oraz prominentnym „Lisbon”. Śpiewając po angielsku, Łukasz brzmi zupełnie jak Erland Øye lub Kurt Wagner z Lambchop, a ekspresją potrafi sięgnąć skal Antony Hegarty lub Morrisseya. Dość powiedzieć, jest jednym z najsilniejszych punktów płyty. Ale zaraz obok niego swoją klasę prezentuje kareta dam - Bela Komoszyńska,  Hanna Malarowska, Justyna Kabała, oraz na finał Patti Yang. Każda zupełnie inaczej, w innym języku, ale zawsze po swojemu, podkreślając indywidualności i niezależność twórczą.

Sama muzyka pozostaje do szpiku nowoczesna. Zdominowana przez elektronikę i przetworzone instrumenty, pozostawia rockowy pośpiech gdzieś za naszymi plecami. Pozwala to na wielokrotne i niewymuszone rozkoszowanie się każdą kolejną kompozycją. Pod względem barw i klimatów jesteśmy rzucani od szampańskiego nastroju w stylu Sinatry na salonach Nevady, po czarno-biały Paryż w cieniu obcych sztandarów; od starej kapliczki na polskim rozdrożu (doskonała Hanna Malarowska, w poetyckich słowach przypominających Leopolda Staffa), po inercyjną dzielnicę Londynu ze wszystkimi jej nocnymi atrakcjami (rzecz jasna Patti Yang, brzmiąca jak Tricky).

Nie mam wątpliwości, że „Missing Link” to triumf Heart & Soul. Jest to jasna deklaracja ze strony Bodka i Sławomira – będziemy wracać, będziemy zaskakiwać. I za każdym razem przyprowadzimy wspaniałych gości. To także świetny album sam w sobie, bez oglądania się na to, co było wcześniej i co nastąpi później. Spodoba się sympatykom takich klimatów jak Cocteau Twins, Bat For Lashes, PJ Harvey, The Knife i Fever Ray. Przypadnie do gustu poszukiwaczom przedwojennych pieśni zielonej wróżki, jak i tripujących nastrojów w towarzystwie marihuany i superego. Dość powiedzieć, że album wart jest uwagi każdego słuchacza, tylko czy każdy słuchacz wart jest tego albumu? 

Autor: Jakub Oślak