Recenzje muzyczne



2017-03-20
Me And That Man - "Songs of Love and Death"
Płyta będąca owocem kolaboracji Nergala z grupy Behemoth oraz weterana polskiej sceny rockowej Johna Portera. Album przesłuchał i ocenił Jakub Oślak.
Wykonawca: Me And That Man
Wytwórnia: Agora S.A.
Rok wydania: 2017

Me And That Man to gotowy przepis na sukces. Brody, tatuaże na dłoniach, skórzane kurtki, motocykle, czarny dym z komina urbi et orbi. Biały Gretsch, czarne Dobro i rhythm&blues. Wyjąca do księżyca harmonijka, dusza Roberta Johnsona sprzedana diabłu za głos, talent i gitarę. Czarny Plymouth plujący spalinami, czarne okulary i tłuste czarne włosy. Czarna biblia w rękach kaznodziei o przekrwionych oczach i duszy artysty, zagubionego w ogniu grzechu i popiele swojej wiary. Hedonizm jako sens życia, romantyczni mordercy o urodzie Staggera Lee w przeklętym Milhaven. Powidoki czarnych gwiazd w lampach naftowych, smród benzyny i surowego mięsa, gnój i cholera, wszelka nadzieja utopiona w rozcieńczonym bimbrze z beczki po oleju silnikowym. Wieczna noc i deszcz.

Z tego koszmaru zrodziła się wspaniała muzyka. Me And That Man, czyli John Porter i Adam Darski, oddają doskonale wymierzony strzał w nastroje konsumentów kultury nastawionych na vintage. Wystarczy posłuchać losowo wybranej ścieżki z tej jakże oczekiwanej płyty, aby ze spokojem stwierdzić, że honorowy patronat nad tym krążkiem pełni Nick Cave. Nie tylko on, zresztą. Mark Lanegan, Tom Waits, The Black Keys, Soulsavers, a także w mniejszym stopniu Depeche Mode, The Black Angels czy wczesne Death in June. Każdą z tych trzynastu piosenek gdzieś już słyszeliśmy. Riff z „Nightride” to pożyczka z „Personal Jesus”, a ten z „Voodoo Queen” to „Runaway” w przetworniku. Cave zaś wołał Oh my Lord 15 lat temu i był to, jak widać i słychać, głos donośny i przekonujący.

Jak zawsze w takim miejscu rodzi się sakramentalne pytanie, jakie ma to znaczenie dla słuchacza. Absolutnie żadne, odpowiadam. Płyta „Songs of Love and Death” uzależnia jak nikotyna. Jest doskonale skomponowana, zaśpiewana, zagrana i wyprodukowana. Ostatnią rzeczą jaką mogę o niej powiedzieć, to że jest odkrywcza; jednakże, na polskim rynku, jest czymś nowym – czymś dobrym. To kolejny namacalny dowód na to, że nasze rodzime produkcje muzyczne stają się coraz lepsze i można je bez obaw przemycać na zachód.  Panowie Porter i Darski są zresztą z zachodem za pan brat od dawna i doskonale czują, jak należy grać i śpiewać, aby ostatecznie pogrzebać kompleksy. Jeśli ta płyta jest czymkolwiek innym niż sukcesem, to lekcją dla innych – tak to właśnie należy robić.


Łatwo jest się do tej płyty przyczepić. Za dużo Cave’a, Lanegana, Dana Auerbacha, a za mało „własnych” pomysłów. Ale przecież Cave także „ściągał” od Cohena, a Cohen od Jacquesa Brela, itd. Skoro zatem to zrzyny, to dlaczego w takim razie słucham jej już kilkunasty raz w ciągu dwóch dni i polecam każdemu, kogo spotkam? Jest na niej magia przepalonych głosów, starych gitar, pastoralnych chórów i rutynowo doskonałych piosenek. To nie są eksperymenty, tylko przemyślane w drobnych szczegółach kompozycje i natchnione wykonanie. Słuchając ich można poczuć się jak w filmie Lyncha, książce Kinga, klipie Chrisa Isaaka lub serialu kryminalnym typu „True Detective”. We have chosen hell on Earth, śpiewa chór dzieci, i już wiemy, że w publicznym radiu tego nie usłyszymy.

Każda z piosenek uchwyconych na tej płycie to materiał na hit, więc nie wyróżnię jakiejkolwiek. Srebrne struny, chromowany mikrofon, obdrapany czarny piec, przepiękny Gretsch albo Fender Jazzmaster. Dalej organy Hammonda, butelka single malta, ozdobny krzyż na ścianie, tuż obok fotografii Johnny’ego Casha. Opary elektrycznego bluesa, powolne i otumaniające. Ociekające krwią i łzami słowa o śmierci i miłości, Bogu i Diable, piekle i niebie. Smród tanich moteli. Uderzająca w samotną żarówkę ćma. Podrapane na podłodze płyty The Doors, Williego Nelsona i Dela Shannona. Taniec z diabłem w świetle księżyca. Bez wątpienia wielkie wydarzenie i dokonanie rodzimej sceny muzycznej. Potencjalna płyta roku wszelkich możliwych zestawień. Bierzcie i słuchajcie jej wszyscy. 

Autor: Jakub Oślak


Cubanate - "Brutalism"
2017-04-21
Wściekłość i rytm. Krew na strunach w stroboskopowym świetle. Syntezatory plujące ogniem i smagająca batem po tyłkach bit-maszyna. Do tego konfrontacyjny wrzask Marca Heala, obracający w pył konwenanse i społeczną stagnację. Wszystko to, co prezentowała formacja Cubanate w latach 90-tych powraca w formie kompilacji mięsa z ich pierwszych trzech płyt.

Mike & The Mechanics - "Let Me Fly"
2017-04-15
Grupa Mike & The Mechanics wystąpi we wrześniu w Krakowie. Ale zanim to nastąpi zapraszamy do lektury jego najnowszej płyty "Let Me Fly".

Deep Purple - "InFinite"
2017-04-11
Dwudziesty album studyjny Deep Purple zreceznowany piórem Marcina Knapika.

Hidden By Ivy - "Beyond"
2017-04-08
Drugi album duetu Hidden By Ivy zatytułowany „Beyond”, zawiera jeszcze więcej ciekawej i bardzo emocjonalnej muzyki, przenoszącej słuchacza do zupełnie niezwykłego świata.

Mastodon - "Emperor of Sand"
2017-04-05
„Emperor of Sand” oczywiście nie jest płytą złą. Jeśli nie znacie ich muzyki, a zachęci was okładka – podkreślam, fantastyczna – to czeka was przyjemna i melodyjna płyta o ciężkim brzmieniu, mocno zmiennym tempie, zaśpiewana na dwa wokale" - napisał Jakub Oślak o nowym wydawnictwie formacji Mastodon.

Jamiroquai - "Automaton"
2017-04-04
Jay Kay i jego koledzy wystawili fanów na poważną próbę, która trwała siedem lat, a z której niestety nie wyszli zwycięsko.

Das Moon - "Dead"
2017-03-29
Trzeci album warszawskiego tria, to najbardziej nośne dzieło w ich dotychczasowym dorobku.

Steve Hackett - "The Night Siren"
2017-03-24
Jakub Oślak przelał na papier swoje przemyślenia po wysłuchaniu nowego albumu byłego gitarzysty grupy Genesis.

Depeche Mode - "Spirit"
2017-03-17
Depeche Mode na swojej czternastej płycie „Spirit” nie obniżają może poziomu, ale też nie wznoszą się za bardzo ponad to, co już zdarzyło im się w osiągnąć w przeszłości.

Rendez-Vous - "Raz Dane"
2017-03-05
31 lat przyszło czekać na drugi album Rendez-Vous. Sporo. Muzyka zespołu jednak niewiele się zmieniła i bardzo naturalnie nawiązuje do tamtych czasów.

Body Count - "Bloodlust"
2017-04-21
"Co o metalu może wiedzieć zespół założony w Kalifornii przez czarnoskórych hiphopowców? Okazuje się, że całkiem sporo. Nową płytę Body Count zaczynają dźwięki syren. To znak, że będzie się działo. I dzieje się" - tak zaczyna recenzję nowej płyty Body Count nasz recenzent Marcin Knapik.

Goldfrapp - "Silver Eye"
2017-04-13
"Chcę powiedzieć, że jest to najlepszy krążek sygnowany przez Goldfrapp od czasu ich debiutu. Najdojrzalszy z dotychczasowych, najbardziej różnorodny i zagadkowy" - możemy przeczytać w recenzji nowego albumu Goldfrapp napisanej przez Jakuba Oślaka.

A_GIM - "Votulia"
2017-04-10
Długo kazał czekać na swój solowy debiut. „Votulia” to Agim Dżeljilji w pigułce (sic!).

Mighty Oaks - "Dreamers"
2017-04-06
Międzynarodowe trio Mighty Oaks wydało drugą płytę zatytułowaną "Dreamers".

Clan of Xymox - "Days of Black"
2017-04-04
"Days of Black" to już szesnasta płyta w dyskografii Clan of Xymox. Wrażenia po jej odsłuchaniu opisał Jakub Oślak.

Tashaki Miyaki - "The Dream"
2017-03-30
"W muzyce Tashaki Miyaki usłyszymy echa i wpływy całej plejady bladych gwiazd rocka w stylu shoegaze/dream/psych. Warto wspomnieć o Beach House, Mazzy Star, No Joy, Tamaryn, a nawet The Black Angels czy My Bloody Valentine" - napisał Jakub Oślak w recenzji debiutanckiej płyty grupy Tashaki Miyaki.

The Jesus And Mary Chain - "Damage And Joy"
2017-03-27
Recenzja siódmej płyty w dyskografii Szkotów z The Jesus And Mary Chain i jednocześnie pierwszego wydawnictwa studyjnego tego zespołu od 19 lat.

Me And That Man - "Songs of Love and Death"
2017-03-20
Płyta będąca owocem kolaboracji Nergala z grupy Behemoth oraz weterana polskiej sceny rockowej Johna Portera. Album przesłuchał i ocenił Jakub Oślak.

Peter Murphy - "Bare-Boned & Sacred"
2017-03-07
Były wokalista grupy Bauhaus przygotował nowy album koncertowy z utworami w "obnażonych" aranżacjach. Płytę ocenił nasz recenzent Jakub Oślak.

The Mute Gods - "Tardigrades Will Inherit The Earth"
2017-02-28
Recenzja drugiego albumu w dyskografii The Mute Gods czyli projektu Nicka Beggsa, którego pamiętamy między innymi z Kajagoogoo.