Recenzje

2015-04-17
J.D.Overdrive - "The Kindest Of Deaths"
Panowie z J.D. Overdrive nie zwalniają tempa i po świetnej poprzedniej płycie „Fortune Favors The Brave” rozwijają formułę wypracowaną wcześniej.
Wykonawca: J.D.Overdrive
Wytwórnia: Metal Mind Productions
Rok wydania: 2015

Trzeci krążek śląskiej kapeli zatytułowany „The Kindest Of Deaths” przynosi 11 bardzo konkretnych southern metalowo-rockowych numerów. Całość rozpoczyna bluesowe w posłuchu „Wreckage Part I”. Ta minuta i czterdzieści sekund wprowadzenia mogłoby się spokojnie rozwinąć w pełno wymiarowy utwór, a tymczasem tempo od razu przyspiesza za sprawą bardzo dobrego riffu w kolejnym „Crippled King”. To charakterystyczny, wręcz typowy numer, jeśli chodzi o twórczość zespołu. Wokalista Wojtek „Suseł” Kałuża oprócz wydzieranych partii, prezentuje w tym numerze najlepsze z dotychczasowych growlów, jakie dotąd znalazły się na płytach zespołu. Świetnie wypada też następny „The Lesser Evil”. „Podkręcający” riff kojarzy się trochę ze „Swan Song” Down i sprawia, że utwór bardzo fajnie buja, a spowolnienie tempa w drugiej części dodaje mu klimatu. Kończy go stały element na płytach zespołu, czyli fragment skeczu Billa Hicksa. Całość rozpędza się najbardziej w „The Fury In Me” (polecam klip poniżej). Numer zasuwa niczym kawałki Motörhead i brzmi trochę, jak brat-bliźniak „The Revelation”, znanego z poprzedniej płyty zespołu, a solówka gitarzysty Michała „Stempla” Stemplowskiego w stylu Slasha znakomicie go dopełnia. Kolejnym „ciężarem” jest „Dull Knives And Dead Friends”. To jeden z najlepszych utworów na płycie. Ciężki, powolny z zamulonym riffem bardzo zagęszcza atmosferę. Na tym tle absolutnie kapitalnym zabiegiem jest wstawienie krótkiego, pustynno-kowbojskiego. „Seeds And Stones”. Gitara akustyczna i brzmienia bongosów czynią z tego krótkiego fragmentu prawdziwą perełkę płyty. Po tych psychodelicznych klimatach w „The Greater Good” panowie walą prosto w twarz mocną, „rwaną” warstwą muzyczną i wykrzyczanym wokalem. To jeden z najbardziej urozmaiconych utworów na krążku. Pokazuje, że zespół potrafi bawić się klimatem, nie trzymając się sztywnych ram aranżacyjnych. Trochę słabiej wypadają „Demon Days” i „A Painful Reminder”. Niewiele wnoszą do zawartości płyty, ale też nie psują jej. Natomiast „Wreckage Part II” może nie za dużo ma wspólnego z bluesową “jedynką”, ale wypełnia go bardzo dobre solo na gitarze i zabawy z wokalem. Całość kończy mocarny i epicki utwór tytułowy. Dziesięć minut z różnorakimi efektami gitarowymi i partią mówioną, wypowiadaną przez Roberta Oppenheimera, amerykańskiego fizyka, zwanego też „ojcem bomby atomowej”. To dość ciekawy zabieg uzupełniający ten bardzo długi, gęsty i dołujący numer. Płyta kończy się wymownym szumem zepsutego telewizora.

Za całość krążka odpowiada Haldor Grunberg, czyli Piotr Gruenpeter, znany z grupy Thaw, który płytę wyprodukował (do spółki z zespołem), zmiksował i zmasterował. 

„The Kindest Of Deaths” ugruntowuje artystyczną pozycję J.D. Overdrive. Rozwija pomysły znane z poprzednich dwóch płyt, stopniowo wzbogacając je o różnorakie elementy. Grupa nie byłaby sobą, gdyby nie wymyśliła czegoś ciekawego w ramach promocji. W przypadku poprzedniej płyty zespół postanowił przedłużyć jej żywotność, wydając ją w limitowanym nakładzie 50 kaset z jednym dodatkowym, wcześniej niepublikowanym utworem. Tym razem panowie przy udziale browaru Reden wypuścili... własne piwo pod nazwą „The Kindest Of Ales”! Trunek wybornie dopełnia zawartości płyty, więc proszę nie krępować się, łącząc degustację płyty i piwa jednocześnie.

Autor: Maciej Majewski