Recenzje

2014-08-21
Lisa Gerrard - "Twilight Kingdom"
Lisa Gerrard w mistrzowskiej formie na nowym albumie solowym.
Wykonawca: Lisa Gerrard
Wytwórnia: Gerrard Records
Rok wydania: 2014

Album "Twilight Kingdom" ukazał się bez żadnej zapowiedzi, ale w idealnym momencie. Rok po zakończeniu długiej trasy koncertowej Dead Can Dance i dwa lata po wydaniu ostatniej płyty tego zespołu zatytułowanej "Anastasis". Oba te wydarzenia zaostrzyły apetyty fanów na kontynuację działalności przez duet tworzony przez Lisę Gerrard i Brendana Perry'ego. Jednak w związku z tym, że na razie Umarli nie dają znaku życia, milczy Brendan Perry, z radością witamy nowe wydawnictwo Lisy. Tym bardziej, że jest to nie tylko najlepsza, najbardziej chwytająca za serce płyta solowa tej artystki, ale jedno z najlepszych wydawnictw, jakie kiedykolwiek wyszło z obozu Dead Can Dance.

Na czym polega fenomen tej płyty? Przede wszystkim Gerrard dała sobie spokój z muzycznymi wędrówkami w stronę Orientu. Na "Twilight Kingdom" jest znowu tą Lisą Gerrard z połowy lat 80. Mroczną, "średniowieczną", mistyczną, do bólu nostalgiczną. Ci, którzy kochają tę Artystkę za to, jak śpiewała na niezapomnianych płytach Dead Can Dance "Within The Realm Of A Dying Sun", "Serpent's Egg" czy "Spleen And Ideal", będą tu mieli wrażenie "deja vu". "Twilight Kingdom" to płyta ascetyczna pod względem aranżacyjnym. Najważniejszym "instrumentem" jest tutaj głos Lisy. Fascynująca jest łatwość z jaką ta wokalistka przechodzi od śpiewu do szeptu, od melodeklamacji do ciszy. Łatwość z jaką zmienia tonacje i nastroje. Tłem dla jej głosu są oszczędne dźwięki instrumentów smyczkowych, pianina, gitary akustycznej. Można zaryzykować stwierdzenie, że "Twilight Kingdom" w dużej mierze jest albumem ambient!

Nie ma sensu wyróżnianie którejkolwiek kompozycji, gdyż "Twilight Kingdom" stanowi zamkniętą całość i każda z tych dziesięciu kompozycji jest perłą w koronie, jaką po raz kolejny włożyła na swoją głowę Lisa Gerrard. Po raz kolejny przekonujemy się, że jest to Artystka, która jest Królową Muzyki działającą na poziomie nieosiągalnym dla zwykłych śmiertelników. I można mieć nadzieję, że wydanie tego albumu będzie dopingiem dla Brendana Perry'ego, aby jak najszybciej nagrać kolejną, własną płytę solową. A w dalszej perspektywie ta rywalizacja przyniesie nam może kolejny album Dead Can Dance?

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load