Recenzje

2016-02-08
Tricky - "Skilled Mechanics"
Tricky od jakiegoś czasu zdaje się mieć wszystko gdzieś. „Skilled Mechanics” jest na to kolejnym dowodem.
Wykonawca: Tricky
Wytwórnia: False Idols / Universal
Rok wydania: 2016

Czy to oznacza, że jedenasty album beneficjanta triphopu ma w sobie narkotyczność i mrok „Maxinquaye”. Niezupełnie. Ale po kolei. Do pracy nad nowym wydawnictwem Tricky zaprosił DJ-a Milo z The Wild Bunch – bristolskiego soundsystemu, z którego wyłonił się potem Massive Attack. I takiego charakterystycznego dla tego miejsca brzmienia jest na „Skilled Mechanics” sporo. Miesza się ono jednak z różnymi innymi mniej lub bardziej ciekawymi elementami. I tak w otwierającym „I'm Not Going” z gościnnym udziałem Oh Land, gitara z bitem i zwiewnym brzmieniem syntezatora w tle w prosty sposób buduje klimat... monotonii. W kolejnym „Hero” przypominającym trochę „Feel Good Inc.” Gorillaz z dodatkiem synthpopu, Tricky wraz z Ann Dao deklaruje chęć zostania Supermanem. Ciekawiej wypada natomiast „Don't Go”, w którym delikatnie bujający w tle klawisza bit przenosi słuchacza gdzieś w ciemne zaułki świata. Wyrywa z niego „Beijing To Berlin” z udziałem Ivy. Brzmi to trochę, jak snoopdoggowe „Drop It Like It’s Hot”, nagrane na dnie podmytej deszczówką piwnicy. Po nim następuje natomiast jeden z największych dziwolągów na płycie, czyli „Diving Away”, który swoją przedszkolną melodyką, wywołuje raczej otępiałe zdziwienie, niż ekscytację. Z kolei singlowy i trapowy zarazem „Boy”, to bodaj najważniejszy numer na krążku. Na tle nerwowego post-synthowy podkładu Tricky rozprawia się bowiem z nieprzyjemnymi czasami dzieciństwa. Fortepianowy „Bother” to sprytne wprowadzenie do „How's Your Life”, który charakteryzuje się pościelowym klawiszem rodem z muzyki r&b. Wprawia w mylący stan rozluźnienia i relaksu przed faithlessowym wręcz „Here My Dear”. O mroczne disco chyba nikt Tricky’ego nie podejrzewał, a efekt wywołuję lekką konsternację. Interesująco wypada natomiast „We Begin” z gościnnym Francesci Belmonte. Gdyby numer był nieco dłuższy, byłby jeszcze lepszy. A tak chwilę później dostajemy „Well” z brzęczącym klawiszem, nudny „Necessary”, zbudowany na jeszcze jednym szorstkim bicie, synthowym klawiszu oraz ambientowy i całkiem trafnie zatytułowany „Unreal” z gościnnym wokalem Xdare.

Gdyby nie „ejtisowe” patenty, byłaby to płyta nie tyle ubogąa, ile intrygująco minimalistyczna. Ciekaw jestem, jak w tak ograniczonym instrumentarium odnalazłby się Tricky. Tymczasem 34 minuty „Skilled Mechanics” nie wnoszą wiele do dorobku artysty. Posłuchać można, ale czy warto do tego albumu wracać?

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load