Recenzje

2016-03-21
Primal Scream - "Chaosmosis"
Kiedyś pewnego razu młody człowiek z Glasgow, który zawsze pragnął zostać muzykiem stanął przed mikrofonem i zaśpiewał "I'm movin' on up now, getting out of the darkness, my light shines on..."
Wykonawca: Primal Scream
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2016

Nawet jego indukowane mieszanką marzeń i narkotyków wizje nie pozwoliły przypuszczać, że właśnie tworzy historię i jeden z najbardziej kompletnych i odlotowych albumów muzyki rozrywkowej. Screamadelica, bo o tej płycie mowa, była jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem zespołu. Primal Scream zaistniał w świadomości mas, płyta otrzymała nagrodę Mercury i po dziś dzień stanowi ich opus magnum. Niestety od tamtej pory każdy nowy krążek jaki sygnują jest poddawany medialnemu testowi Screamadelicy – czy jest do niej choć trochę podobny? Czy tak jak ona przełamuje bariery, miesza gatunki, aranżuje gitary obok tanecznej elektroniki i psychodelicznych sampli? Nie – a to szkoda. Zatem trójka z plusem. Witajcie w pokręconym świecie Bobbiego Gillespie.

Nowy album Szkotów czeka niestety ten sam los, co poprzednie siedem płyt długogrających – bolesne porównania. Jeśli uda się nam zapomnieć, że istnieje Screamadelica, wtedy odkryjemy, że Chaosmosis to jedna z ciekawszych płyt w całym dorobku Primal Scream. Brzmi lekko i świeżo, wręcz młodzieńczo, jakby jej twórcy dopiero debiutowali. Może to zostać odczytane jako kontrowersja – czy artyści o 30-letnim stażu chcąc zrobić dobry pop nie próbują oszukiwać samych siebie oraz swojej widowni? A jednak ten album zdaje egzamin. Jest wręcz wypchany przebojami i chce się go słuchać raz po raz, czego nie mogę powiedzieć o sporej części ich dość wytrawnej dyskografii. Tradycyjnie, na płycie słychać gości. Tym razem Bobby zaprosił do wspólnego śpiewania młodzież – Sky Ferreira, Rachel Zeffira oraz siostry Haim – co jest dobrą wskazówką jakiej maści brzmień należy tu oczekiwać. I trzeba przyznać, cel został osiągnięty – znowu mamy 23 lata i świat leży u naszych stóp.

Primal Scream to ekipa nieprzewidywalna. Wiadomo, że będzie gitara, elektronika, sample, niedoskonały acz swojski głos Bobbiego, no i hosanny ku czci dźwiękowego oświecenia. Nigdy jednak nie można założyć jaką to wspólnie przybierze formę. Tym razem postawiono na dobrą zabawę, dyskotekę totalną – być może to najprostsze porównianie i skojarzenie z kultową Screamadelicą? Grunt, że Primal Scream ponownie wciąga i angażuje słuchacza, nawet jeśli środki jakie znalazły tu zastosowanie nie powalają nowatorstwem. Nadal pozostają jednym z najdziwniejszych zespołów jakie chodziły po ziemi i na niej tworzyły. Po Chaosmosis nie przybędzie im masowo nowych fanów; nawet ci, którzy do tej pory deklarowali swoją sympatię do nich mogą poczuć się mocno zdziwieni. Ale może właśnie o to tu chodzi – aby muzykę odkrywać z ciekawości, a nie przywiązania czy zaufania. Aby za każdym razem być zaskakiwanym i nie poddawać się przyzwyczajeniom i rutynie. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load