Recenzje

2016-06-17
Swans - "The Glowing Man"
"The Glowing Man" ma być ostatnim albumem obecnego wcielenia Swans, a niewykluczone, że i ostatnią płytą tego zespołu. Jeśli tak, to Michael Gira żegna się z nami w wielkim stylu.
Wykonawca: Swans
Wytwórnia: Young God Records
Rok wydania: 2016

"The Glowing Man" nasuwa pewne analogie z płytą "Soundtracks For The Blind" z 1996 roku. Tamten album był ostatnim wydawnictwem Swans przed 13-letnią przerwą w działalności. Płyta trwała aż 141 minut, ale w porównaniu z nowym wydawnictwem, wtedy Swans postawili na ilość utworów, a nie na ich długość (aż 26 kompozycji). Teraz mamy do czynienia z sytuacją analogiczną jak 20 lat temu. Gdzieś na horyzoncie majaczy się koniec zespołu, Łabędzie zafundowali nam kolejne epickie dzieło (czas trwania: 118 minut, ale TYLKO 8 kompozycji).

Na "The Glowing Man" Gira i jego koledzy zaprezentowali wszystko, co przez lata było najlepsze oraz najbardziej charakterystyczne w muzyce Swans. Sednem albumu są rozbudowane, monumentalne kompozycje trwające od kilkunastu do blisko trzydziestu minut. Zespół po mistrzowsku balansuje na krawędzi gitarowego jazgotu czy niemal industrialnej transowości (apogeum hałasu następuje w znanym już fanom z koncertów utworze "Frankie M") oraz ciszy. W ramach jednej kompozycji są zmiany tempa, nastroju, cisza miesza się z z trudnym do przetrawienia hałasem. Całość brzmi jak soundtrack do jakiegoś tajemniczego, plemiennego obrzędu. 

Z drugiej strony mamy na "The Glowing Man" także piękne, delikatne kompozycje, w których Gira pokazuje swoje łagodniejsze oblicze ("People Like Us" w którym pojawiają się dźwięki pianina, zadedykowane przez Girę swojej żonie "When Will I Return" /Jennifer Gira śpiewa w tej piosence/ i zamykające płytę "Finally, Peace" także z gościnnym udziałem piękniejszej połowy lidera Swans).

Imponuje dokładność, z jaką zostały ze sobą zlepione te wszystkie, skrajne przecież elementy tworzące "The Glowing Man". Usunięcie choć jednego utworu spowodowałoby zawalenie się tej misternej konstrukcji, jaką jest ta płyta. 2 lata temu, po wydaniu znakomitego krążka "The Seer" nie przypuszczałem, że można przebić tamtą płytę. Ale dziś bez żadnych wątpliwości mogę napisać: "The Glowing Man" to najlepszy album Swans w XXI wieku. 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load