Recenzje

2016-06-24
Defying - "The Splinter Of Light We Misread"
"To nie jest muzyka do słuchania na co dzień. Te dźwięki najlepiej przyjmują się, gdy – cytując Dezertera - w głowie czuję ból, a w sercu niepokój. To katartyczna muzyka, której mocy najlepiej poddawać się w chwilach gniewu i generalnej mizantropii. Czym jak czym, ale metalem to mamy pełne prawo chwalić się w świecie niczym najlepszym piwem rzemieślniczym" - możemy przeczytać we wstępie do recenzji nowego wydawnictwa olsztyńskiej grupy Defying.
Wykonawca: Defying
Wytwórnia: Defying
Rok wydania: 2016

Panowie wydali debiutancki album dwa lata temu i był to krążek bardzo ciekawy, acz dosyć monolityczny w swoim obejściu. Niewątpliwie, w obszarze progresywnego metalu czerpiącego w wielu źródeł, rozbudzał ciekawość i wzniecał woń wyładowań atmosferycznych. Tymczasem poniższa EP-ka, w przeciągu pół godziny wywraca cały ten zbudowany fundament do góry dnem.

To metal tyleż progresywny, co dekonstruktywny. To jak wtargnięcie do kodu genetycznego natury rzeczy i poddawanie go stopniowemu rozkładowi. Zespół chwyta się tu bowiem tylu tematów, odrębnych elementów i sztuczek, że aż zadaję sobie pytanie – czy to nadal jest metal? Owszem, zaczynamy z grubej metalowej rury, ale im dalej wgłąb króliczej nory tym więcej czarów i dziwów.

Defying na tej EP-ce w rekordowo krótkim czasie porozkładali wokół siebie w cały swój muzyczny oręż, aby jeszcze dobitniej podkreślić swoje bogate możliwości i szerokie horyzonty. Był progresywny metal, ale zaraz następuje dekonstrukcja i wchodzą instrumenty dęte. A jeszcze dalej fragmenty inspirowane dark ambientem lub innymi ezoterycznymi historiami. Na nich lądują gitary, ale już w innej formacji – jakby post-rockowej, w komplecie z zawodzącymi z samotności skrzypcami. Po chwili odzywają się talerze, bębny i wracamy do gry, tak elegancko i stylowo jak Marillion w „Bitter Suite”. A to wszystko wieńczy cover Joy Division, growl zastępuje szept, a podwójna stopa zamienia się w ponury metronom. 30 minut minęło, a ja chcę więcej; zatem zaczynamy od początku.

Polska miłość do metalu może budzić zdziwienie, niezrozumienie, a nawet żarty. Ale nie po to ona jest, aby rozumiał ją każdy. Spośród całej tej mrocznej kohorty należy wyróżnić zespoły takie jak Defying, które tworzą muzykę do słuchania, a nie kłusowania. Ich metal, podobnie jak np. Decapitated, to rzecz do absorbowania i podziwiania. To muzyka elegancka i stylowa, która nie ma na celu kuglarstwa z główką diabła na patyku, ale wzniecanie żywiołu mocy w walce z wieczną entropią. To „muzyka poważna” w dziedzinie metalu, lub jak kto woli jazz. Polecam sympatykom takich rzeczy jak Opeth – jestem przekonany, że Defying grając przed Szwedami zadziwią niejedną duszę. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load