Recenzje

2016-11-15
T.Love - "T.Love"
Po epickim analogowym „Old Is Gold” T.Love powrócił do bardziej zwartych form, nie pozbawionych sznytu przebojowości.
Wykonawca: T.Love
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2016

Jedenasty studyjny krążek otwiera znany z singla utwór „Pielgrzym”, zabarwiony nieco stylem retro z funkującym klawiszem. Jeszcze więcej funka słychać w „Bum Kassandra”. Na tle tego pulsującego podkładu Muniek Staszczyk rysuje profetyczny obraz Europy w stanie wojny, co w obliczu warstwy muzycznej wywołuje tu silny dysonans. Z kolei wykrzyczany chrypliwym głosem „Alkohol” kojarzy się z „Lust For Life” Iggy Popa. Wspomniana maniera wokalna wyjątkowo w tym utworze irytuje, co zaburza nieco przekaz liryczny. Co innego „Siedem”, który wypada całkiem okazale. Urozmaicony delikatnym falsetem i solidną partią sekcji rytmicznej stanowi jeden z najlepszych fragmentów płyty. Natomiast gdyby nie zapętlone „cmokanie” w utworze „Blada”, byłaby jeszcze lepsza kontynuacja poprzednika. Z kolei „Warszawa Gdańska” to odnośnik do Davida Bowiego, będący najbardziej nostalgicznym utworem na krążku, a zarazem jednym z najsmutniejszych (poniżej klip). Świetnie wypada natomiast podszyty jednocześnie bluesem i nienachalną elektroniką „Niewierny Patrzy Na Krzyż”, kreujący obraz psychopaty Dee Dee Moore’a. Dość osobisty wydźwięk mają natomiast kołysząca „Matka Joanny Od Aniołów”, odnosząca się do pobytu żony Muńka w szpitalu oraz bezpośredni „Moi Rodzice”, zabarwiony w stylu country. „Lubitz i Brevik” przywodzi podobną tematykę jak „Niewierny…”. Tu jednak obraz psychopaty ukazany jest z perspektywy uwięzionego w celi z wymownym i jakże aktualnym tekstem refrenu: Jestem samotny/Muszę dziś zostawić ślad/Jutro przez moment będzie o mnie mówił świat. Typowy „tilawowiec” to nośny, singlowy „Marsz” z typową muńkową współczesną publicystyką. Mocno od całości odstaje natomiast dyskotekowy „Ostatni Gasi Światłem”, w którym zwrotki deklamowane przez Muńka uzupełnia lekko śpiewany refren: Pamiętam tamten czas/Ten czas, który zgasł. Płytę zamyka „Kwartynik” łączący w sobie rytm iście hiphopowy z rockiem, w którym Muniek jeszcze  raz w charakterystyczny dla siebie sposób kreuje współczesny obraz Polski.

To, co zaskakuje na „T.Love” to fakt, że poważna tematyka podejmowana w tekstach została w kilku miejscach podana z dość radosną w wydźwięku warstwą muzyczną. Słychać jednak, że krążek nagrał zespół doświadczony, zgrany i sprawnie poruszający się w nie tylko w charakterystycznych dla siebie stylistykach, ale także w tych, które podjął całkiem niedawno. Efektem jest album przyzwoity, choć pozbawiony muzycznych szaleństw.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load