Recenzje

2018-11-12
Thom Yorke - "Suspiria"
Thom Yorke nagrał muzykę do remake'u klasycznego filmu grozy "Suspiria" z 1977 roku.
Wykonawca: Thom Yorke
Wytwórnia: XL Recordings / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Spośród członków Radiohead to Jonny Greenwood jest już od lat kojarzony z komponowaniem muzyki do filmu. To ukoronowanie jego kariery, którą od samego początku inspirowały nietypowe aranżacje, orkiestry i obrazowość. Jego prace, chociażby do czterech filmów Paula Thomasa Andersona, to wytrawna symbioza dźwięku z obrazem, harmonia i dyskretność. A co na to kolega z zespołu Greenwooda i jego największy „rywal” twórczy, Thom Yorke? Po sukcesie OK Computer kokieteryjnie acz apologetycznie odrzucił propozycję napisania muzyki do Fight Club (reż. David Fincher, 1999); zaś do przepowiadanego od lat remake’u Suspirii (reż. Dario Argento, 1977) musiał go długo namawiać reżyser Luca Guadagnino. Ostatecznie, udało się. Suspiria po latach obrastania kultem przeszła kurację odmładzającą, a czary Yorke’a wypełniły aż dwie płyty kompaktowe.

Suspirię w wykonaniu Yorke’a warto jest przyjmować na wielu płaszczyznach. Jest to bardzo bogaty zbiór prac – piosenek, tematów, interludiów, miniatur, aranżacji i scenografii. Część z nich, szczególnie tych ze śpiewem Thoma („Suspirium”, „Unmade”, „Open Again”), to małe arcydzieła, delikatne i ujmujące, które spokojnie mogłyby znaleźć się na albumie Radiohead, lub ich koncercie. Z kolei te bardziej typowe, instrumentalne impresje, to krzesanie atmosfery strachu, ciszy, niepokoju i demonicznej obecności. Yorke skomponował je przed rozpoczęciem kręcenia filmu, lecz znając oryginalne dzieło Argento, fundament włoskiego kina grozy lat 60 i 70; oraz, co oczywiste, ówczesną ścieżkę dźwiękową napisaną przez równie kultowy prog-rockowy zespół Goblin. Yorke z pełną świadomością odrzucił pracę Goblinów, aby powstała muzyka zupełnie nowa i oryginalna.


Jak twierdzi sam Yorke, natchnienia do pracy nad Suspirią szukał u swoich ulubionych kompozytorów filmowych, Vangelisa i Ennio Morricone. To ciekawa klamra, albowiem mistrz Morricone ściśle współpracował z Dario Argento przy jego wczesnych filmach, nazywanych dziś Trylogią Zwierząt. Do tego doszły kraut-rockowe eksperymenty z syntezatorami, muzyka konkretna a’la Karl-Heinz Stockhausen, oraz rzecz jasna piosenki – łkające ballady z towarzyszeniem fortepianu. To niezwykły koktajl, który nie tyle spaja się z obrazem, lecz rozlewa po nim jak Krwawa Mary na stole z formiki. Z jednej strony awangarda, z drugiej klasyka, a wszędzie pomiędzy głosy duchów i płacz potępionych. Oczywiście, żeby te duchy przywołać, trzeba mieć dla nich odpowiedni nastrój. To działa jak ambient, tylko w ciszy i skupieniu, tam gdzie na odrzwiach bramy ten się napis czyta: TANZ. Zimny i samotny.

Albumu Suspiria słucha się naprawde wspaniale, nawet nie znając tematyki filmu, pierwowzoru oraz jego znaczenia dla historii kina grozy. De facto, ani nowa ani stara Suspiria nie są straszne; one są nastrojowe – plastyczne, teatralne, mocno oddziałujące na zmysły i wyczucie artyzmu. To często błędne podejście do sztuki horroru, który musi straszyć; Suspiria nie tyle straszy, co wprowadza nastrój – zimna, demoniczności, enigmy śmierci i zaświatów. I dokładnie taka jest zdobiąca ją muzyka; Yorke przywołuje mroczne muzy – Matki jęków, ciemności i łez – które omamiają słuchacza i wprowadzają w ten jakże przyjemny nastrój tajemnicy i niepokoju jaki kojarzymy z horrorem. Tu następuje też kontrast z polimorficznymi symbiozami Greenwooda - muzyka Yorke’a jest bardziej niezależna: wyrywa się z ram filmu, a jednocześnie zaostrza apetyt na jego obejrzenie i doznawanie.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load