Recenzje

2019-01-29
Misia Furtak - "Co Przyjdzie?"
Rok 2019 zaczyna się powoli rozkręcać. Także jeśli chodzi o premiery płytowe. I także polskie. Końcówka pierwszego miesiąca roku przynosi płytę, która daje dużo argumentów, by przypomnieć ją sobie ponownie pod koniec tego roku, gdy przyjdzie czas na dokonywanie podsumowań.
Wykonawca: Misia Furtak
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

Misia Furtak. Pierwsze przychodzące skojarzenie związane z tą artystką to grupa très.b (rock alternatywny, indie rock). W 2015 roku wraz z Piotrem Kalińskim stworzyła duet Ffrancis (wydał płytę rok temu). „Co przyjdzie?” jest zaś jej pierwszym pełnowymiarowym albumem solowym. Dotychczasowa działalność solowa zamykała się w minialbumie z 2013 roku z pasującą do niego nazwą „Epka”.

Słuchając płyty Misi Furtak, przypomniała mi się płyta „Mi” Tęskno, która miałem przyjemność recenzować w grudniu zeszłego roku. Był to album piękny swoją delikatnością i aurą. I w zasadzie to samo mogę napisać w przypadku tej płyty. Żeby było ciekawiej, jedną z osób, która pomagała przy tworzeniu „Co przyjdzie?” była Hanna Raniszewska, czyli połowa duetu Tęskno. Hasło, jakim można opisać album to: minimum środków, maksimum treści. Choćby w zaczynającym całość „Nie zaczynaj” – ładnym i przejmującym wejściu w album.

Treść skupia uwagę. Treść tekstowa, by wziąć na przykład „Będzie gorzej” – bardzo jasny punkt albumu, choć pesymistyczny. I treść muzyczna. Budująca oniryczny klimat, np. w „Bez czterech rąk”. Zresztą mamy tutaj parę przykładów na to, jak zbudować ciekawy muzycznie utwór. Płynne zmiany anturażu nie zaburzające utworów. Np. „Pamięć”, w której mamy smyczki, ładnie pulsującą gitarę, bardzo ładny fragment dominacji elektroniki i moment z brudnym brzmieniem gitary. „A Little Later” zaczyna się delikatnie – fortepian, smyczki, spokój, a potem pojawiają się ładnie komponujące się z resztą dźwięki syntezatorów. „Delusional” zwraca uwagę grunge’owymi, brudnymi dźwiękami gitary, a w drugiej części pojawia się pod nimi nerwowe tło elektroniczne. Z onirycznej atmosfery wyrywa „Skończy się” z tripowymi rytmami. A całość albumu okraszona jest głosem wokalistki – to też jest mocna strona albumu.


Dobry, nawet bardzo dobry poziom tej płyty potwierdza fakt, że nawet dwa utwory instrumentalne – „Tysiąc” i „Space” (połączenia ładnej gitary i futurystycznych dźwięków elektronicznych) nie pełnią roli zapychaczy. Wręcz przeciwnie – intrygują. Mamy do czynienia z przewagą utworów napisanych w języku polskim. Kompozycji śpiewanych po angielsku jest trzy (znajdujące się obok siebie „A Little Later”, „Go To Sleep” i „Delusional”).

„Co przyjdzie?” to pięknie płynąca płyta. Kolejny dowód na to, że w rozkrzyczanych czasach, w których dzieją się rzeczy, o których kiedyś byśmy nie pomyśleli, można pokazać moc także przez delikatne brzmienie. Może wyszło to zdanie podniośle i moralizatorsko, ale po wysłuchaniu tych 38 minut sformułowanie „To jest piękne” nasuwa się samo.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load