Recenzje

2019-02-25
Rebeka - "Post Dreams"
Duet Rebeka wydał w miniony piątek nowy album - następcę płyty "Davos" sprzed 3 lat.
Wykonawca: Rebeka
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

„Najbardziej piosenkowa płyta w karierze zespołu”. Czytając takie slogany, może się pojawić poczucie strachu, jak – jeśli rzeczywiście znajdzie to potwierdzenie – piosenkowość nie wpłynie negatywnie na jakość. Może to być punkt wyjścia do rozważań nad następcą płyty „Davos” z 2016 roku.

Co można napisać ogólnie o muzyce serwowanej nam tym razem przez duet Iwona Skwarek – Bartosz Szczęsny? Elektronika podszyta często nutą melancholii, analogowe syntezatory, elektropopowe brzmienia dalej są główną osią muzyczną. Ale mamy też sięgnięcie po bardziej tradycyjne instrumentarium, bo pojawia się w niektórych utworach kwartet smyczkowy (np. już w „Indiach” zaczynających całość) i sekcja dęta („Zachód”, „Mama”).

Pierwszy singiel z płyty - „Cavegirl” ukazał się w sierpniu zeszłego roku. Pasujący do okresu wakacyjnego. Ma w sobie zwiewność, delikatność, marzycielskość i pozytywne wibracje. I rzeczywiście jest chwytliwy. Mnie osobiście znacznie lepiej podszedł drugi singiel - „Fale”. Przy okazji pojawia się pytanie, kto ma rację – Rebeka śpiewająca o falach czy Dawid Podsiadło przekonujący, że nie ma fal. Taki słaby żart, więc miejmy go już za sobą. Mamy jednak punkt łączący obie piosenki: przebojowość. „Fale” Rebeki przyciągają swoją zimnofalowością objawiającą się także w dźwiękach gitary i ejtisowymi klimatami. Klimat lat 80. przebija się także z innych kompozycji zamieszczonych na płycie – szczególnie mam tu na myśli „The Last Episode” i „Percival”.

W zapowiedziach albumu i wypowiedziach muzyków pojawiały się słowa o amplitudzie utworów na nowej płycie. Niewątpliwie z tym mamy do czynienia. Po stronie dyskotekowej, klubowej, radosnej - „Elesi” i – choć początek utworu zapowiada co innego (kwartet smyczkowy) - „Cavegirl (Jogging Version)”. Tak, mamy na albumie dwie wersje tego samego utworu. Nie wiem, czy pasuje do joggingu. Trzeba by było się zapytać o to osób, które go uprawiają. Wyobrażam go sobie za to w warunkach klubowych. Po stronie melancholijnej, refleksyjnej - „Zachód” i końcówka albumu. Im bliżej końca płyty, tym spokojniej. Od melancholijnego „We Will Love You” przez powolne, zaśpiewane po polsku „Świateł” do zamykającej album bardzo spokojnej i delikatnej „Mamy” - z delikatną elektroniką, gitarą i trąbką. Ogólnie mamy jednak mniej zimnych brzmień niż na poprzedniej płycie. Jeszcze łyk statystyki dla zobrazowania całości – wśród jedenastu utworów mamy trzy w języku polskim.

Odpowiadając na pytania postawione na początku – piosenkowość jest. Może miejscami zbyt nachalna (myślę tu o „Cavegirl (Jogging Version)”). Ale w ostatecznym rozrachunku nie wpływa źle na jakość albumu. Dostaliśmy od Rebeki porządną, nieprzekombinowaną, dobrą elektropopową płytę mieniącą się różnymi odcieniami brzmień.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load