Recenzje

2019-03-11
Fisz Emade Tworzywo - "Radar"
Ofensywa Waglewskich trwa. W połowie lutego nowy album wydał Voo Voo – zespół Wojciecha Waglewskiego. Teraz, ledwie trzy tygodnie później przyszedł czas na płytę od jego synów – Bartosza i Piotra, czyli Fisza i Emade. Taki prezent na Dzień Kobiet.
Wykonawca: Fisz Emade Tworzywo
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

Pomyślałem sobie, że w przypadku „Radaru” dobrym rozwiązaniem będzie zrobienie dwóch wersji recenzji.

Zaczniemy od pierwszej, krótszej wersji – przeznaczonej dla osób lubiących raperską część działalności zespołu: Co się z tym Fiszem stało? Kiedyś to było. Był rap, była zabawa. „30 cm”, „Czerwona sukienka” – to były utwory. A teraz? Jakieś ballady, jakieś ładne pioseneczki, jakieś „Dwa ognie”, lata osiemdziesiąte. Co to ma być? Gdzie się podział dawny Fisz? Rok temu ukazała się kompilacja „Numer 1” z wyborem utworów z lat 2000-2011. Pojawiły się też na niej dwa nowe utwory: „Kanterstrajk” i „Zwykły”. Zwłaszcza ten drugi był powrotem do przeszłości. Ale wygląda na to, że tylko chwilowym. A teraz znów śpiewający Fisz. Łe!

To teraz druga wersja recenzji – znacznie dłuższa, już z odczuciami recenzenta. Przyznam, że bardziej wolę piosenkową wersję Fisza Emade Tworzywo. Dowodem tego jest fakt, że podobała mi się ostatnia – do tej pory – ich płyta: „Drony” sprzed 2,5 roku. Nie wszystko mi się na niej podobało (np. utwór „Telefon” – proszę nie rzucać kamieniami), ale spora część albumu – jak najbardziej. Biorąc pod uwagę wcześniejszą styczność z twórczością tego zespołu, było to dla mnie spore pozytywne zaskoczenie. „Radar” to kolejny krok w ewolucji twórczości zespołu. Po pierwsze: jest to album mniej skomplikowany muzycznie niż poprzednie. Po drugie: album ten to kolejny objaw mody na brzmienia lat 80., jaką można zauważyć wśród polskich artystów. Retrobrzmienia – to domena nowego dzieła zespołu.

Płytę otwierają dwa utwory, które można zaliczyć do najjaśniejszych momentów albumu. „Wolne dni” - bardzo piosenkowe, dynamiczne, bez eksperymentalnych udziwnień w brzmieniu. Słuchając go, wyświetla mi się w myślach film, na którym pokazuje się w przyśpieszeniu ruch uliczny. A potem „Jestem w niebie” z elektropopowym, klubowym wręcz bitem, który jest podkładem do wyznania miłości, ale do tekstów jeszcze dojdziemy. Radosną, dyskotekową elektropopowość prezentuje „Sweter” - najsłabsza w moich uszach propozycja z początku albumu. Pierwsza część płyty to także tytułowy utwór z albumu z pulsującą elektroniką i ładnym basem. Fragmentami na kompozycji „Radar” pobrzmiewają wokalnie echa „Biegnij dalej sam”. Transowe elektrobrzmienie to domena „Morskich lwów”. Sposób melodeklamacji Fisza przywołuje mi na myśl ostatni utwór z „Basty” Nosowskiej – „Dosyć”. Nie do końca mogę się przyzwyczaić do refrenu. Przeskok z melodeklamacji do śpiewanego refrenu zgrzyta mi trochę w uszach, ale i tak uznaję tą kompozycję za kolejny bardzo jasny punkt płyty.


I w tym momencie pojawia się singiel promujący płytę - „Dwa ognie”. Utwór, który dzieli album na dwie części. Pierwsza – bardziej dynamiczna, druga – spokojniejsza, bardziej refleksyjna. Tak się złożyło, że w styczniu, w odstępie kilku dni pojawiły się nowe single Fisza Emade i Voo Voo, i można było odnieść wrażenie, że Piotrowi „Emade” Waglewskiemu mogły się pomylić taśmy z podkładem muzycznym. „Się poruszam 1” – żywe, energetyczne. „Dwa ognie” – nieskomplikowana, ładna ballada z ładnym gitarowym akcentem. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że Emade jest współproducentem muzycznym nowej płyty Voo Voo „Za niebawem”.

Przestrzenne elektroniczne krajobrazy są klamrą spinającą „Politykę”. A pomiędzy nimi – średnie tempo, ale jednocześnie podtrzymanie klimatu refleksyjności. Żywiej robi się w „Melatoninie”, ale też trudno mówić o energetycznym pobudzeniu. Mamy w niej też zabawy z zniekształcaniem głosu, które pojawiają się też w następnych utworach na albumie, m.in. w spokojnej „Odwilży”. Po słabszym – w moim odczuciu – fragmencie albumu („Melatoninie” i „Odwilży”) wybrzmiewa kolejny mocny punkt płyty, czyli „Meduzy”. Ładny elektroniczny motyw prowadzący, ładnie płynący, ładnie zbudowany. I kolejny utwór z retrobrzmieniem. Słyszymy w niej słowa: „Nie zasypiaj za kierownicą”, co ciekawie brzmi w zestawieniu ze spokojem drugiej części albumu. Na  sam jego koniec dostajemy kompozycję, która ukazuje kolejną ścieżkę muzycznych poszukiwań zespołu braci Waglewskich. „Basen” z afrobrzmieniami. Brzmi on intrygująco.

Oddzielny akapit warto poświęcić na warstwę tekstową, która jest domeną Bartosza Waglewskiego. Słychać w nich dojrzałość, doświadczenie życiowe Fisza, nierzadko też refleksyjność. To sprawia, że teksty są dużą wartością dodaną albumu. Można wywnioskować z wywiadów z Fiszem, że rap po prostu by do nich nie pasował. Jednym z ich głównych tematów jest miłość. Dużo na tym albumie tekstów o niej, choćby do utworów „Dwa ognie” czy „Jestem w niebie”, które jest pięknym miłosnym wyznaniem. Znajdziemy też refleksje na temat teraźniejszości, choćby w „Wolnych dniach” czy „Polityce”. Choć ten drugi utwór znów tak bardzo nie mówi o polityce. O sytuacji społecznej opowiadają „Morskie lwy”. Dużo jest opinii, że Fisz coraz bardziej przypomina swojego ojca – głosem, refleksyjnością. Coś w tym jest.

Patrzymy na okładkę płyty i widzimy pustą drogę. Okładka dobrze ukazuje okoliczności, do jakich pasuje „Radar”. Słuchając go w warunkach domowych, przy przynajmniej kilku utworach myślałem o tym, że świetnie by się sprawdziły w drodze, np. podczas jazdy autostradą (byle nie podczas stania w korku). I tak się złożyło, że nadarzyła się możliwość wysłuchania tego albumu podczas jazdy. Wieczór, już ciemno, autostrada, bez korków. Bardzo ładnie ten album zagrał. I dużo zyskuje w takich okolicznościach przyrody. Podoba mi się ta płyta. Nie jest to może szaleńcza miłość, po prostu mi się podoba. Jednakże z każdym przesłuchaniem zyskuje coraz bardziej w moich uszach.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load