Recenzje

2019-03-15
Daria Zawiałow - "Helsinki"
"Helsinki" to tytuł nowego, drugiego albumu Darii Zawiałow wydanego w "Dniu Kobiet i dla kobiet".
Wykonawca: Daria Zawiałow
Wytwórnia: Sony Music Poland
Rok wydania: 2019

8 marca tego roku był dniem dwóch wyczekiwanych polskich premier płytowych. Ukazały się nowe krążki Fisza Emade Tworzywo i Darii Zawiałow. W pierwszym przypadku mówimy o artystach o ugruntowanej pozycji. A w drugim przypadku mamy artystkę, która po wydanym dwa lata temu debiutanckim albumie „A kysz!” szybko zyskała spore grono fanów. A w tle pojawia się straszący slogan „syndrom drugiej płyty”.

Artystka mówi o „Helsinkach”, że to „album wydany w Dniu Kobiet i dla kobiet”. Mimo wszystko spróbuję się zmierzyć z tą płytą. Do opisania zawartości muzycznej albumu w skrócie wystarczą trzy zdania. „Helsinki” to płyta z trzynastoma (a w wersji deluxe – szesnastoma) chwytliwymi utworami w stylistyce łączącej elektronikę, pop i rock. Podczas słuchania nie odnosimy jednak poczucia nudy. Dostajemy zestawienie różnych odcieni muzyki. Darii Zawiałow przy tym albumie znów pomagali Michał Kush i Piotr „Rubens” Rubik (nie mylić z Piotrem Rubikiem od klaskania). Mamy też gościnny udział Bogdana Kondrackiego – multiinstrumentalisty i producenta muzycznego w utworze „Hej Hej!”.

To, co można zauważyć w zestawieniu z poprzednią płytą „A kysz!” to większa ilość elektroniki. Zwiastował to pierwszy singiel promujący płytę - „Nie dobiję się do Ciebie”. Synthpopowy i dyskotekowy do bólu. Choć równocześnie można określić go jako zmyłkę co do zawartości muzycznej albumu, bo drugiego aż tak bardzo synthpopowego utworu na niej nie uświadczymy. W moich uszach rysuje się jako jeden ze słabszych utworów na płycie, jednakże pokazuje on chęć artystki do eksperymentowania. A jednocześnie jest chwytliwy i przebojowy. Zestawienie tych dwóch słów: „chwytliwy i przebojowy” można umieścić w zasadzie przy każdym utworze z tego albumu. Także jeśli chodzi o czas trwania kompozycji, są one dla radia bardzo przyjazne. Od 3 minut i 14 sekund do 4 minut i 47 sekund.


Album zaczyna się bardzo spokojnie, w wolnym tempie utworem „Płynne szczęście”. Momentami wytchnienia na albumie są też „Winter Is Coming” (niby spokojny utwór, w którym można wyczuć skandynawski chłód, ale jednocześnie z pokazywaniem pazurków, gdy ostrzej zabrzmi gitara), „Zbrodnie Ikara” i jeden z najjaśniejszych punktów albumu - „Iskrzy się”. Słychać inspiracje latami osiemdziesiątymi, więc mamy kontynuację trendu zauważalnego u polskich artystów. Elektroniczne dźwięki mają na płycie różne oblicza. Z jednej strony mamy „Punk Fu!” - energią wręcz punkowy z synthpopowym klawiszem (zestawienie elektroniki i punku w teorii brzmi komicznie, ale tu udało się uniknąć narażenia się na śmieszność). A z drugiej strony jest „Szarówka” - bardzo jasny punkt albumu. Elektropop w ciemnych odcieniach, z ciężarem. Pachnie depeszowskimi klimatami. Pewnie dlatego ten utwór tak mi się spodobał. Do bardzo mocnych punktów płyty trzeba też dopisać „Gdybym miała serce” - niby nadaje się do tańca w dyskotece, ale jednocześnie ma w sobie nutę melancholii. „Helsinki” dostarczają też ładnych, przyjemnych i chwytliwych utworów takich jak tytułowa kompozycja z albumu, „Hej Hej!” i „Wielka płyta”.

Ważnym instrumentem – dodającym rockowego pazura na tej płycie – jest gitara. Dopełnia całości riffami jak w „Salonikach”, albo dostarcza energii utworowi (np. w „Majami Synek”) albo po prostu ładnie sobie gra w tle. Choć nie da się nie odnieść wrażenia, że najbardziej rockowym utworem na albumie jest ten, który znalazł się na wersji deluxe, czyli „Zimne ognie”. Co do bonusowych utworów - „Kryzys wieku średniego” z jednej strony odciąga (komiczne brzmienie), a z drugiej pod koniec się ładnie rozwija, a „Freddie” to podniosła kompozycja.

Darii Zawiałow udało się uniknąć syndromu drugiej płyty. W ciekawą warstwę muzyczną opakowała teksty o codziennym życiu, ludzkich uczuciach i miłości – nie zawsze szczęśliwej. Czuć i z tekstów i z muzyki dojrzałość, a jednocześnie chęć do rozwoju. Dzięki temu album brzmi ciekawie, interesująco. Muzyka pop na dobrym poziomie zawsze się obroni i dowodem na to jest ten album.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load