Recenzje

2019-05-02
Sunn O))) - "Life Metal"
Pochodząca z Seattle drone-metalowa grupa Sunn O))) wydała ósmy album studyjny.
Wykonawca: Sunn O)))
Wytwórnia: Southern Lord Records
Rok wydania: 2019

Life Metal miał swoją prapremierę na tegorocznym Record Store Day, co jest kolejnym dowodem na komercyjno-marketingowe nastawienie tej imprezy. Dla zespołu to oczywiście sama radość - nowy materiał kupią przede wszystkim psychopaci, którzy potem - czyli przed właściwą premierą - doleją oliwy do ognia na swoich wysoce opiniotwórczych blogach. Płyta osiągnie status długo wyczekiwanej i będzie mieć zapewnioną sprzedaż, szczególnie na winylach o całej gamie kolorów. W taki sam sposób zadziałali w ubiegłym roku Sleep, których ostatni album okazał się nie tylko hitem w sercach fanów, ale i best-sellerem. Nie bez powodu przywołuję w tym miejscu amerykańskich pionierów stoner/doom-metalu, jako że renesans ciężkich, powolnych melioracji gitarowych jakie reprezentują trwa w najlepsze. I właśnie w ten klimat otwartości na "cichy hałas", muzykę końca świata, jak i stałe zapotrzebowanie na winyl i kojarzone z nim brzmienie, wjeżdżają teraz inni władcy brzmień doom, dronerzy z Sunn O))).

A tak się składa, że jest z czym wjeżdżać i o czym rozmawiać. Sunn O))) w ogóle w ostatnim czasie nie próżnują pod kątem wydawniczym i bardzo ochoczo tłoczą kolejne partie swoich starych płyt. To sprytne posunięcie, jako że Life Metal różni się od brzmienia, z jakim typowo ich kojarzymy. Nowej płycie okapturzonych brodaczy bliżej jest właśnie do Sleep, niż ich klasycznych krążków takich jak Monoliths & Dimensions. Nowa płyta kontrastuje z nią nie tylko brzmieniem, ale i etymologią. Life Metal to pierwszy owoc (z zapowiedzianych dwóch) współpracy Sunn O))) ze Stevem Albinim, który poznał Grega Andersona i Stephena O'Malley'a jeszcze w czasach gry w Shellacu. Ponury duet, jak sami twierdzą, marzył o nagrywaniu z niepokornym Albinim jako producentem, którego szybki i dosyć surowy styl pracy studyjnej kompletnie różni się od tego, który praktykowali sami - niekończących się sesji i nakładania na siebie kolejnych warstw gitar, o których właściwościach przeczyszczających krążą legendy.

Albini ustawił Andersona i O'Malley'a, wraz z towarzyszącymi muzykami (m.in. Hildur Guðnadóttir, wiolonczelistka odpowiedzialna za nadchodzącą ścieżkę dźwiękową do Jokera) w czysto analogowym studiu, bez jakichkolwiek sprzętów wspierających cyfrową obróbkę dźwięku, overduby itp., czyli czegoś, co do tej pory było ich normą. Life Metal jest rejestracją gry na żywo, przerzucania się riffami, zamieniania ich w drony i krajobraz koszmarny. Tylko czy aby na pewno koszmarny? Sami muzycy twierdzą, że brzmienie jakie tu osiągnęli jest odzwierciedleniem ich obecnego stanu ducha - radości i satysfakcji z życia. To spory sukces jak na 20 lat kariery twórczej. Oczywiście, "radosne" brzmienie Sunn O))) należy rozumieć w ich kategoriach: to nadal jest drenaż mózgu za pomocą wibracji gitar, dudnienia efektów i zrywającego asfalt basu. Aczkolwiek, mają rację - słychać z tym coś innego, jakby uśmiech i błysk oka, zadowolenie z tego co robią i jak łatwo im to przychodzi.

Life Metal słucha się jednym tchem, a jeszcze łatwiej i przyjemniej przy nim zasypia i budzi, szczególnie gdy pierwsza kompozycja czyli "Between Sleipnir's Breaths" dodatkowo relaksuje chorałami. To nie jest muzyka do zapadania w sen wieczny, muzyka strachu, wizji i demonów, z jaką kojarzymy Sunn O))). To rzecz bardziej surowa, a przez to bardziej ludzka, bliższa sercu i wyobraźni, a nie koszmarom i biblijnej ciemności. Apokalipsa jeszcze poczeka, a tymczasem Sunn O))) ma nam jeszcze sporo do powiedzenia, nawet jeśli to, co prezentują na Life Metal nie jest jednoznacznie nowatorskie. Możemy wspomnieć Nadję i Fear Falls Burning jako dobre punkty odniesienia dla brzmienia, a także duet Neil Young/Daniel Lanois dla porównania ze stylem produkcji. To ciekawy krok naprzód dla zespołu, który wypracował swój styl i swój sound, a teraz, bez karkołomnej wolty, przesunął linię swojego horyzontu o zdrowy dwa kroki naprzód. A przecież jeszcze w tym roku usłyszymy ciąg dalszy, czyli Pyroclasts.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load