Recenzje

2019-05-16
Hugo Race Fatalists - "Taken By The Dream"
Australijski wokalista, gitarzysta i kompozytor Hugo Race, który ma na koncie m.in. bycie w piewrszym składzie Nick Cave & The Bad Seeds, przypomniał o sobie nową płytą projektu Fatalists.
Wykonawca: Hugo Race Fatalists
Wytwórnia: Glitterhouse Records/ Gusstaff Records
Rok wydania: 2019

Długo nie mogłem "nasłuchać" się nowej płyty Hugo Race'a, co samo w sobie było dla mnie sporym zaskoczeniem. To conajmniej wyróżniający się materiał od bardzo płodnego artysty, jednego z tych, co wydają kolejne krążki jeden po drugim, w różnych konfiguracjach, projektach i aliasach. Gdy artyści rzucają w nas nowymi płytami z wysoką częstotliwością łatwo jest przegapić wśród nich te naprawdę mocne tytuły, a Taken By The Dream właśnie do takich należy. Można spekulować, czy Hugo Race nagrał kiedykolwiek coś słabszego; z drugiej strony, czy ma on taką jedną płytę, która silnie i bezpowrotnie wstrząsnęła słuchaczami? O takie płyty w dzisiejszych czasach jest coraz trudniej, dlatego też raduje się serce i dusza, gdy "kolejna" porcja nowych piosenek od coraz bardziej lubianego i rozpoznawalnego muzyka zaskakuje świeżością, intryguje kompozycjami i omamia brzmieniem. To także dobry punkt wejścia dla tych, którzy do tej pory nie mieli okazji poznać post-Cave'owskiej twórczości Hugo.

Dla formalności przypomnę, że Hugo był członkiem Nick Cave & The Bad Seeds gdy ci startowali z From Her To Eternity, razem z Barrym Adamsonem, Blixą Bargeldem, Mickiem Harvey oraz Anitą Lane. Być może jego wkład w muzykę tego zespołu nie jest zbyt oczywisty na pierwszy rzut ucha, lecz gdy wyodrębnimy jego głos i gitarę, cohenowską manierę śpiewu i waitsowską "narracyjność" piosenek staje się jasne skąd Race przychodzi i jaką niesie ze sobą estetykę. Będąc zaangażowany w kilka zespołów równocześnie może sobie pozwolić na dużą swobodę twórczą, gdzie wszelkiego rodzaju niedoróbki lub powtórki zostają zamaskowane wolumenem wydawniczym. Fatalists, ten rzadziej objawiający się od The True Spirit zespół, od kiedy nagrywa i wydaje płyty zdobywa same pochwały oraz, co najistotniejsze, należną uwagę i ekscytację słuchaczy. I ma spore szanse na to, aby zostać z nami na dłużej - właśnie ze względu na powiew świeżości w dosyć bezpiecznie postępującym świecie muzycznym Race'a.

 

Przechodząc do meritum, Taken By The Dream stawia na atmosferę piosenek, gdzieś na skrzyżowaniu rocka, bluesa, folku i alternatywy, pod czujnym okiem nowoczesności i ducha czasu. W sposób naturalny, a przez to przekonujący, Hugo "opowiada" przeróżne ponure historie godne najwyższej klasy songwriterów. Jego piosenki pochodzą jakby z innego czasu, przynależąc duchowo do lat 60-tych i 70-tych, gdzie obok tak popularnych postaci jak Leonard Cohen czy Serge Gainsbourg tworzyli Scott Walker i Tim Buckley. Ta klasa piosenki, wraz z czarną romantyczną atmosferą, dystopijną estetyką oraz pełną pokuszenia poetyką, gwarantuje nam krążek pełen gorzkich blues-rockowych ballad wraz z całą ich współczesną retrospekcją, jak i introspekcją. Jeśli w każdej piosence jest nie tylko szczypta duszy autora, ale i kawałek jego życia, Race maluje nam obraz swojego świata w kolorach rdzy, w ciemnych okularach i czarnych tatuażach, wprost ze zdjęcia Antona Corbijna lub filmu Jima Jarmusha.

Mimo iż nie jest to typ brzmienia i estetyki, których nie znamy chociażby z twórczości równie płodnego Marka Lanegana, oraz ich mistrzów takich jak Waits, Cohen czy Cash, Taken By The Dream wciąga, zaraża i angażuje. Muzyka melancholijna, w mroku pesymizmu i życiowego non-konformizmu, jest rzeczą dla wielu z nas uniwersalną, a czasami wręcz jedyną, w jakiej drzemie prawda i autentyczność. Muzyka Hugo Race'a nie jest pozą, nałożoną na siebie stylistyką czy maską, lecz wyrazem indywidualności i potrzeby własnej, samotnej drogi. Mimo iż całej płycie należy się wielokrotne wysłuchanie, zwracam szczególną uwagę na "Heaven & Hell" oraz "Smoking Gun", które są kwintesencją nie tylko krążka, ale być może samego artysty. Hugo Race jest wędrowcem, raz samotnym a innym razem towarzyskim, który pozornie błądząc i krążąc zawsze trafia do celu, czyli naszych serc. To nie jest muzyka ego autora, lecz dusz ludzi go słuchających, które zawsze rozpoznają bratnie, niespokojne istoty.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load