Recenzje

2019-05-19
Archive - "25"
Grupa Archive obchodzi ćwierćwiecze działalności. Z tej okazji zespół wydał kompilację "25", na której nie zabrakło kilku niespodzianek.
Wykonawca: Archive
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2019

Ze wszystkich typów muzycznych wydawnictw, kompilacje są najbardziej problematycznym tematem do oceny. Są one z definicji jakimś podsumowaniem twórczości zespołu, destylatem dobroci, esencją stylu i talentu. Oceniać kompilację danego artysty to tak, jakby oceniać całą jego twórczość, a nawet jego samego, bo przecież tego oddzielić się nie da. Pół biedy jeśli mamy przed sobą składankę typu ‘The Best of’, czyli zbiór największych hitów danego zespołu. Jak w takim razie ugryźć sytuację, gdy Archive – które hitów nie ma, poza jedną anomalią – podsuwa nam śliczne białe pudełeczko z czterema kompaktami, które podsumowują 25 lat ich działalności muzycznej? W tym momencie pozwolę sobie wtrącić – 25 lat? Kiedy, gdzie, jak? Tyle lat działają jakieś hardrockowe dinozaury, a nie nasi narodowi ulubieńcy. A jednak to prawda; czas płynie jak torpeda, a w muzyce następuje naturalny recycling, jakiego do tej pory nie oglądaliśmy. Warto zatem otworzyć białe pudełeczko i wsłuchać się w to, co ma nam do powiedzenia jeden z najoryginalniejszych kolektywów muzycznych, póki są wciąż żywym organizmem, a nie już tylko nagraniem na płycie.

Najpierw trzeba trochę ponarzekać (brzmi się wtedy wiarygodniej). Kompilacja zawsze jest kompromisem i nigdy nie odda danemu artyście sprawiedliwości. 25 jest wydana w dwóch wersjach – dwu- i cztero-płytowej. Możemy się domyślić, że ten podwójny kompakt ma grać rolę ‘The Best of’, natomiast cztery kompakty (lub sześć winyli) stanowić przekrojowe kompendium wiedzy. Powstaje jednak pytanie: co z nagraniami, które nie znalazły się nawet w tym rozszerzonym zbiorze? Czy nie są one już warte naszej uwagi? Tym bardziej, że zespół zrobił tu miejsce aż dla ośmiu nagrań premierowych, z których 2 są naprawdę mocne („Erase”, „Heart Beats”), a pozostałe – dyskusyjne. Skarbów takich jak „Junkie Shuffle” czy „Sham” tu nie ma; szkoda, bo taka kompilacja aż prosi się o odgrzebanie starszych piosenek, które giną pod stosami materiału. Słuchacz ma prawo do rozważań nad problemami pierwszego świata – czy to pudełeczko jest mi potrzebne? Czy ktoś kto dopiero poznaje Archive ma czas i ochotę na 42 kompozycje? Czy ktoś kto ich dobrze zna musi mieć to wydawnictwo i dogrzebywać się do nowych ścieżek i czy są one w ogóle tego warte?


Odpowiedź jak zwykle leży gdzieś po środku, albo zgoła jej nie ma. Albo jeszcze lepiej, każdy ma swoją. Ja traktuję 25 jako pretekst do świeżego spojrzenia na kompozycje, które sądziłem że znam bardzo dobrze. To okazja do umieszczenia ich w innym kontekście niż zasłuchanym na albumach. Takie numery jak „Shiver”, „System”, „Kings of Speed” czy „Noise” brzmią inaczej, gdy poprzesuwamy je wobec siebie, zmienimy im sąsiadów, wyciągniemy je ze scenopisu swoich macierzystych płyt. Na tym polega urok kompilacji – to nie tylko destylat, lecz odświeżenie materiału, przewietrzenie scenografii, nowe światło i wzajemne stosunki. Działa to także w drugą stronę – numery z epokowej You All Look The Same To Me brzmią dziwnie, gdy wyrwiemy je z korzeniami. Nie wyobrażam sobie jednak, aby taki zbiór obył się bez „Again”. TEN numer, za który Polska obdarzyła Archive miłością bezkompromisową, nie stanowi tu jednak osi akcji. Jest rzucony słuchaczowi na początek, tak aby formalności stało się zadość; w swojej 16-minutowej okazałości i tak brzmi najlepiej wtedy, gdy chcemy go posłuchać z resztą cudownego albumu, a nie z obowiązku 1 stycznia.

Gdzie zatem jeszcze leży siła 25? W długości, różnorodności i wielobarwności materiału. To pawi ogon zespołu otwarty na widok publiczny. Do tej pory podziwialiśmy go w detalach, które teraz przybrały formę mozaiki. Ciężko jest ogarnąć tak potężny zbiór jednolicie skupioną uwagą, ale dzięki niemu możemy spojrzeć na sprawy z lotu ptaka – i zdać sobie sprawę jak wybitnym zespołem jest Archive. Znamy ich, bo znamy „Again”, bo często przyjeżdżają do Polski, bo są dla nas klasykiem, chociaż ich macierzysty kraj nadal nie umieszcza ich na piedestale. Tymczasem jest to zespół fenomenalny, którego repertuar jest tak zróżnicowany, jak wokaliści, których głosami ta muzyka przemawia (Maria, Dave, Craig, Pollard, Rosco, Holly). Ich styl to wiele obliczy na raz – elektronika, rock, rytm, progresja, horyzonty, ballady, eksperymenty. Wystarczy rzucić uchem na same nowe kompozycje, aby się o tym przekonać, szczególnie te nagrane z Band of Skulls czy Stevem Masonem. 25 jest ponownym wzięciem pod lupę magii zespołu, który wydawał się nam dobrze znany; a mimo to, wciąż skrywającym w sobie nieodkryty potencjał, urok, enigmę i anonimowość.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load