Recenzje

2019-05-27
Mazolewski/Porter - "Philosophia"
Wojtek Mazolewski i John Porter połączyli siły i stworzyli wspólnie intrygujący album "Philosophia".
Wykonawca: Mazolewski/Porter
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

Właściwie ta recenzja będzie zmierzać do oczywistych wniosków. Takich, które mogą się pojawić po spojrzeniu na to, kto tworzy ten duet. Choć po drodze będą się pojawiać wrażenia, które nie są aż tak oczywiste.

Takim nieoczywistym wrażeniem jest to, że jazz jest tutaj w defensywie. Styl muzyczny bardziej Johna Portera niż Wojtka Mazolewskiego. Jednak – po głębszym poznaniu albumu – zauważamy też detale dźwiękowe, muzyczne dopieszczenie, jeśli chodzi o szczegóły. Rękę Mazolewskiego też czuć. Nad „Philosophią” unosi się bluesowy duch. W takim nastroju utrzymane są m.in. „Broken Heart Sutra” czy „Strangers”. Drugi z tych utworów może też przenieść nas przy okazji klimatem do Ameryki. Amerykańsko brzmią też „Six Feet Under” czy „Driver”. Knajpianego zabarwienia nabiera blues m.in. w „1, 2, 3 and...” - tutaj wzmocniony harmonijką ustną. Jazzowo może nie jest, ale jazzująco już tak.

Sporo na tym albumie chwytliwych, rockowych, energetycznych kawałków. Takim jest pierwszy singiel z albumu - „Don’t Ask Me Questions” (choć tu mamy też moment zwolnienia w środku). Będąc szczerym – gdy ukazał się ten utwór myślałem, że na płycie nie będzie się on tak urywać i będzie kilka sekund dłużej. Ale trzeba zapisać ten utwór jako mocny plus albumu. Do worka z energią dokładamy też „Orange Sunshine” (utwór na lato), „Nothing Makes Sense”, „Driver” czy „All About You” (tutaj funkujące dźwięki).


Pierwszy raz drogi Wojtka Mazolewskiego i Johna Portera przecięły się podczas projektu tego pierwszego pod nazwą „Chaos pełen idei”. I to właśnie wtedy miało twórczo zaiskrzyć między tymi artystami. Określenie „chaos pełen idei” pasuje mi do utworu „Life Story”. Szybki początek, bardzo mocne, rockowe brzmienie, ale już z wolniejszym tempem i im bliżej do końca, to znów coraz szybciej. Bardzo ładną, rockową balladą jest „Melancholia”. Bardziej ponury, cięższy nastrój oferują „Black Dress” oraz dwa przechodzące w siebie płynnie utwory zamykające album: „Soul Mountain” i „Place of No Return”.

Gdy widzisz, że siły złączyli Wojtek Mazolewski i John Porter, to myślisz od razu, że będzie to coś interesującego. Mogłem to zdanie napisać na początku recenzji. Z jednej strony – lider Porter Band, członek pierwszego składu Maanamu, tworzący solo oraz w duetach (m.in. z Anitą Lipnicką czy Nergalem). Z drugiej – jazzman koncertujący nie tylko w Polsce, ale i na świecie wraz z Pink Freud i Wojtek Mazolewski Quintet. Pisałem, że będziemy zmierzać do oczywistych wniosków. Choć te niby oczywiste wnioski trzeba jeszcze potwierdzić, bo zawsze istnieje możliwość, że wyjdzie rozczarowanie. Ale rozczarowania tu nie ma. Jest intrygująco, ciekawie i na wysokim poziomie. Ciekawe, czy to będzie tylko jednopłytowa współpraca.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load