Recenzje

2019-05-29
undertheskin - "N E G A T I V E"
Mariusz Łuniewski powraca z nowym albumem, który nie tylko dokłada kolejną cegiełkę do renesansu syntezatorów, ale i zakreśla dalszy obszar poszukiwań rewitalizacji stylu dark wave.
Wykonawca: undertheskin
Wytwórnia: Alchera Visions
Rok wydania: 2019

Wszechobecna retromania zatacza coraz szerszą orbitę wokół obowiązującej pop-kultury, czego przykładem jest chociażby istnienie takich mikro-gatunków jak synthwave. Tuż obok, co naturalne, trwa jego mroczne odbicie, bliżej industrialu, dusznych klubów w Lipsku i schronu przed psychotoksyną. Trudno jest wskazać kiedy ten zimny pop zaatakował ponownie, tym bardziej że jego oryginalni przedstawiciele z lat 80 wciąż działają. Ale, jak wiadomo, młodzież na widowni woli młodzież na scenie, a nie przedstawicieli pokolenia swoich rodziców; stąd też sukces takich formacji jak Boy Harsher czy The Soft Moon oraz im podobnych projektów. Undertheskin idealnie wpisuje się w ten trend: misz-maszu retromanii z bieżącym niepokojem i zeitgeistem, zarówno w ujęciu osobistym, jak i ogólno-gatunkowym.

Co ciekawe, Negative nie przyszedł tak od razu; czekaliśmy na niego ponad trzy lata, chociaż wydaje się, że znacznie krócej. To wszystko efekt ducha czasu: wszystko dzieje się natychmiast, w hurtowych ilościach i trwa chwilę. Ten szalony kalejdoskop wydarzeń ma swoje konkretne przełożenie na muzykę i jej słuchaczy, którzy dysponując natychmiastowym kluczem do wszystkiego nie zatrzymują się na dłużej przy większości płyt. Czy Negative może to zmienić, lub przynajmniej zgromadzić wokół siebie więcej zaciekawionych dusz? Jak najbardziej. Jest to płyta znacznie śmielsza od poprzedniczki; brzmi żywiej i bardziej przebojowo, choć nadal mrocznie; odważnie rozwija podjęte wcześniej tematy, intryguje słowem i brzmieniem, oraz co najważniejsze zachęca do powrotu i główkowania. To nie jest wyłącznie muzyka dla ciała; pod pozorem smagania post-punkowym batem nastraja do refleksji i próby odnalezienia strzałki z napisem YOU ARE HERE na planie wszechświata.

O ile debiutancki Undertheskin rzeczywiście leżał dosyć blisko The Soft Moon (to często powracające porównanie), o tyle odniesienie Negative do czegoś z zewnątrz nie jest już tak oczywiste i bezdyskusyjne. Oba te projekty to ujścia tych samych źródeł - D.A.F., Clan of Xymox, Nitzer Ebb, Front 242 - lecz biegnące w odrębnych kierunkach. Negative to skok do głębszej, ale i szerszej wody. Pomimo nadal obowiązującego izolacjonizmu, panuje tu większa dynamika i płynność wydarzeń. Jest rytm, są melodie, są chwytliwe acz frapujące słowa-zaklęcia. Bardziej niż piosenkami nazwałbym je myślami utrwalonymi w muzyce, chwilą schwytaną w złote sidła kompozycji i utrwaloną dla widoku publicznego. My jako słuchacze jesteśmy w tym wszystkim także obserwatorami czasu artysty, który przez te pół godziny trwania krążka (krótko ale intensywnie) dokonuje rytuału gniewu, smutku, czarnej metamorfozy w blasku mrugającej latarni. Czy to manifest, czy to styl - pozostanie jego tajemnicą.

Negative budzi jeszcze jedno skojrzanie, nie tyle stylistyczne, co emocjonalne. Ciarki przechodzą gdy o tym myślę, ale jest w tym albumie odrobina czarnej magii wczesnego The Cure (Faith, Pornography), a nawet nowofalowej Siekiery (Nowa Aleksandria). Płyty te dzielą ponad trzy dekady, kompletnie różna rzeczywistość i sposób ekspresji. A mimo to, pewien mianownik pozostaje wspólny - duch czasu i ten budzący otumanioną agresję niepokój o dziś i jutro. Post-punkowa mechaniczność, maszynowa bezduszność stanowiąca echa industrialu, skażona psychotoksynami kohorta zombie wlecząca się do fabryk, monodramat zagłuszonej, zakrzycznej jednostki; czy dziś jest aż tak diametralnie inaczej? Gdy grała Siekiera, nadchodziła apokalipsa, a świat stał w miejscu; gdy gra Undertheskin, pędzimy na czołowe zderzenie z niewiadomym. Człowiek w tym wszystkim jest tylko ładunkiem, składnikiem, paliwem, dlatego szuka wyjścia. Z różnych powodów, ale w ten sam sposób, pozostajemy otumanieni.

Mimo to, muzyka Undertheskin pozostaje sztuką niezwykle osobistą. To neurotyczny melodramat i szeptane czary-mary, w których tłum odnajdzie bliskie sobie nuty, dotychczas traktowane en masse wyłącznie w tajemnicy. Trudność przekazu polega jednak nie na nieprzystępności dźwięków, co gruboskórności (otumanieniu) tłumu. Negative działa wtedy, gdy razem z artystą dzielimy pewną pustkę - izolatkę do której zostaliśmy wepchnięci ulicznym krwiobiegiem, medialnym wrzaskiem, społecznym szczuciem i polityczną agresją. Powraca pytanie - czy jest to kolejny retromaniakalny styl, czy też prawdziwy manifest podskórnego krzyku duszy i serca? Czy w dzisiejszych czasach da się to w ogóle od siebie odróżnić i czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Gdy do głosu dochodzą absolutnie wszyscy, czy jesteśmy jeszcze w jakikolwiek sposób postronnym słuchaczem/obserwatorem, czy już częścią gry? Czy muzyka wciąż jest receptą na całe zło, czy już tylko elementem machiny otumanienia? 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load