Recenzje

2019-06-07
Michał Kowalonek - "O Miłości W Czasach Powstania"
Pochodzący z Poznania lider grupy Snowman nagrał pierwszą solową płytę i poświęcił ją jednemu z najmniej znanych polskich powstań.
Wykonawca: Michał Kowalonek
Wytwórnia: Agencja Muzyczna Polskiego Radia
Rok wydania: 2019

Płyty o powstaniach. Na dźwięk tego wyrażenia pojawiają się w głowie przede wszystkim albumy związane z powstaniem warszawskim. Lao Che, Voo Voo, Maleo Reggae Rockers, Monika Borzym, Andrzej Smolik itd. Powstanie wielkopolskie aż takiej ilości płyt się – póki co – nie doczekało. W 2011 roku pojawił się album „Potrafimy zwyciężać. Powstanie Wielkopolskie”, a na nim utwory różnych zespołów, m.in. Luxtorpedy. Nie znalazłem jednak – chyba, że mi się gdzieś schowała – płyty jednego wykonawcy/zespołu w całości poświęconego temu zrywowi. Wygląda więc więc na to, że mamy coś nowego.

Nie jest to jedyny smaczek. Dla Michała Kowalonka jest to pierwszy solowy album. Trochę trudno w to uwierzyć. Ale frontman zespołu Snowman i były wokalista Myslovitz debiutuje – jeśli chodzi o samodzielne dzieła – płytą o ważnym wydarzeniu z historii swojego regionu. Inspiracją przy tworzeniu albumu były – jak opowiada Kowalonek - „dzienniki, podania, wiersze z czasów powstania wielkopolskiego”.


Płyta zaś muzycznie jest głównie złożona z chwytliwych kompozycji z pogranicza popu (ale tego ambitnego), rocka i alternatywy. Naprawdę chwytliwych. To bardzo piosenkowy album, co pokazują takie kompozycje jak elektropopowe wręcz momentami „Matki”. Choć gościnnie pojawia się tu też trębacz Maciej Fortuna, więc i jazzowy posmak tu mamy. Bardzo przebojowy jest „List do syna” - gitara w roli głównej i domieszka delikatnej, ozdobnej elektroniki. A właśnie – elektronika też odgrywa tu ważną rolę. O chwytliwości możemy też mówić w przypadku bardzo ładnej ballady „To nie koniec”, którym śpiewa też Bogna Jurewicz. Balladą jest też wolny i rockowy „A gdyby tak nie było”. W tym utworze koledzy z Snowmana pomogli swojemu wokaliście. Pojawia się też gościnnie Wojtek Grabek. Największą uwagę z całej płyty skupiła na mnie „Ulubiona piosenka”. Wygląda na to, że to na razie z tego albumu moja ulubiona piosenka (ba dum tss). Bardzo ładna transowość i płynące jakby w zapętleniu dźwięki. Obok Kowalonka śpiewa tu Dagmara Gregorowicz. Bardzo udanym i przejmującym utworem jest „Opowieść” z ważną rolą pianina. Kompozycja o Poznaniu.

Podoba mi się, że nie ma na tym albumie przeładowania patosową podniosłością. A tematyka związana z powstaniem mogła spowodować, że będzie to dominanta kompozycyjna albumu. Momentów, w których się ten patos objawia nie udało się całkiem uniknąć. Takowym jest kompozycja „Przez chmury i rzeki”. To dzięki symfonicznym dźwiękom. Odrobinę podniośle robi się też w refrenie „Czemu mi serce tak bije” - ładnej, poprockowej kompozycji. Przyczepię się jeszcze do jednego elementu „Grudniowej etiudy”. To dobry kawałek, ale ma kiczowato brzmiący chórek pojawiający się na początku  oraz pod koniec utworu. I wracając do pochwał – bardzo ładnym ukłonem w stronę Ignacego Jana Paderewskiego, wielkiego twórcy, który odegrał ważną rolę w powstaniu wielkopolskim jest zamykająca album „Impresja na motywach Paderewskiego” zagrana na fortepianie przez Daniela Grupę.

Cała płyta brzmi świeżo i nowocześnie – a to też jest ważne. Jest ambitnie, momentami przyjemnie, a innymi momentami przejmująco. Z szacunkiem do historii, o której opowiada ta płyta, ale z niedużą ilością patosu i pompatyczności nudnej szkolnej akademii. Trzeba zaliczyć ten album do grona udanych.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load