Recenzje

2019-07-08
Duff McKagan - "Tenderness"
Basista Guns N' Roses pokazał na swojej nowej płycie solowej bardziej intymne i spokojniejsze oblicze.
Wykonawca: Duff McKagan
Wytwórnia: Universal Music Poland
Rok wydania: 2019

Kiedy nowa płyta Guns N’Roses? Czy będzie na niej grał pan Slash? Na razie sobie jeszcze trochę poczekamy na odpowiedzi na te pytania. Obaj muzycy, którzy powrócili do Guns N’Roses w 2016 roku obecnie dbają także o swoje kariery solowe. Slash jest obecnie w trasie z Mylesem Kennedym i zespołem The Conspirators. To w ramach promocji wydanego w zeszłym roku albumu „Living The Dream”. A po długiej przerwie solową oznakę życia dostarcza basista Gunsów.

Jest to teoretycznie trzeci, a w praktyce drugi solowy album Duffa McKagana. Pierwszy: „Believe In Me” – rok 1993. Drugi: „Beautfiul Disease” – miał zostać wydany w 1999 roku, ale tak się nie stało do tej pory. Utwory można sobie jednak znaleźć w internecie. Tak czy siak, Duff nie należy do artystów publikujących swoją solową twórczość zbyt często.

Jeśli jesteś fanem Guns N’Roses, to może pomyślisz: „Będzie chciał się chłopak wyszaleć, będzie rockowo”. Nic z tych rzeczy. Muzycznie tej płycie bliżej niż do Gunsów jest do Boba Dylana. Czy do Adele, bo pierwsze, fortepianowe nuty płyty brzmią niczym wyjęte z „Hello”. Choć w sumie jest pewien album Guns N’Roses. Dość znany. Nazywa się „Appetite for Destruction”. I jest na niej akustyczna ballada nazywająca się „Patience”. Jeśli bardzo ci się podoba ten utwór, to możliwe, że spodoba ci album pana Duffa.


Akustyczno-folkowy – tak można go określić. Gitara akustyczna, steel guitar, skrzypce, fortepian. To główne instrumenty na tej płycie zaczynającej się dość rzewnym „Tenderness”, a kończącej się ładnym, podniosłym i optymistycznym „Don’t Look Behind You”. Pojawia się w tym drugim utworze też saksofon. A także chórki, które pojawiają się też w paru innych elementach, dodając do albumu element gospel (najbardziej gospelowym utworem na albumie – „Feel”). Żywszym momentem płyty jest „Chip Away”, ale i w niej pozostajemy w akustycznych klimatach. Nad całym albumem unosi się zaś amerykański klimat. I pobujać się też można („It’s Not Too Late”).

Najjaśniej świeci brzmiący stonesowsko „Last September”. Tekst utworu jest refleksją związaną z aferą „#MeToo”. Skoro o tekstach, to nie ma w nich zbyt wiele o miłości. Więcej o sprawach społecznych czy politycznych. Trzy przykłady: „Parkland” traktuje o strzelaninach w amerykańskich szkołach, „It’s Not Too Late” to komentarz do oglądania wiadomości, a „Feel” – hołdem dla Scotta Weilanda, Chrisa Cornella, Chestera Benningtona i Prince’a. Człowiek im starszy, tym grzeczniejszy.

Kusiło po pierwszym przesłuchaniu płyty, żeby ponabijać z tego, że ta płyta jest taka spokojna. Ale po kolejnych doszedłem do wniosku, że tego nie zrobię. Po pierwsze – dlatego, że McKagan pokazuje, że czuje się bardzo dobrze nie tylko w iście rockowej, energetycznej otoczce. Po drugie – dlatego, że to bardzo przyjemna płyta. Nie ma odkrywania Ameryki, utworów powalających z nóg (co nie oznacza równocześnie, że nie ma bardzo dobrych), ale jest w tym albumie jakość. Przyjemnie będzie wracać do niego co jakiś czas.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load