Recenzje

2019-07-18
Werk - "Songs That Make Sense (reedycja)"
Ukazała się dwupłytowa reedycja znakomitego debiutanckiego solowego albumu Maciej Werk (ex-Hedone) wydanego po raz pierwszy 7 lat temu.
Wykonawca: Werk
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2019

Reedycje płyt to nie tylko monetyzacja inwestycji poczynionych przez wytwórnię; to także zabieg utrwalający wiedzę i świadomość publiczności o danej płycie i artyście. Maciek Werk ma w Polsce zaufaną grupę sympatyków, pozyskaną przede wszystkim dzięki formacji Hedone, twórczości studyjnej i remikserskiej, a także działalności radiowej i festiwalowej; mimo to, pozostaje artystą alternatywnym, którego renoma nie jest czymś powszechnie znanym i obiegowym. Ale czyż polska muzyka nie jest zasadniczo alternatywna jako taka, nie licząc wykutych laserem w skale nazwisk?

Maciek jest instytucją, dla którego muzyka to nie tylko krwiobieg, tlen i modus operandi; to lot przez niekończący się tunel powietrzny, którego celem jest stałe doskonalenie siebie i swojego fachu. Właśnie dzięki czarom reedycyjnym mamy możliwość zapoznać się z płytą, którą przegapiliśmy kiedy wychodziła, a która była dla Maćka krokiem naprzód: poszerzeniem horyzontów, manifestem zebranej wiedzy i doświadczenia, renomy w środowisku, owocem głodu twórczego, talentu i ambicji. Nie jest za późno, aby odkryć Songs That Make Sense – i to w podwójnej odsłonie, o czym poniżej.

Odnoszę wrażenie, że ta płyta wyprzedziła swój czas; paradoksalnie, na swoją niekorzyść. O takich dziełach mawia się, że ludzie nie byli na nie gotowi. To nieprawda. Ludzie byli gotowi i wielu z nich ją usłyszało, ale potem zapadła cisza. Muzyka potrzebuje kontinuum, inaczej nawet najlepsze płyty przepadają jak łzy w deszczu – a jeśli mają szczęście, stają się obiektem „kultu”; aż do czasu reedycji. Krążek Werka brzmi wspaniale, być może nawet lepiej dziś, niż wtedy. Powód? Rodzimy rynek oferuje teraz więcej takich dzieł, których poziom stale rośnie wraz ze świadomością i otwartością słuchaczy.  


Songs That Make Sense operuje na poziomie do którego na własnym podwórku w 2012 jeszcze nie przywykliśmy; lub też, brzmi jak coś, co spokojnie mogli wyprodukować twórcy zachodni, wobec których przestajemy już odczuwać jakiekolwiek kompleksy. Dziś panuje kolosalna różnica; stąd też przypomnienie tego albumu w lepszym czasie i wyraz podziwu dla Maćka Werka jako spiritus movens prawdziwie śmiałego, kompletnego, wielobarwnego dzieła. To sukces artysty, który kojarzony z mrokami industrialu i synth-popu wyszedł poza okrąg i rozrysował zupełnie inną wizję swojej muzyki.

Songs That Make Sense to dzieło zbiorowe, kolektywne, wykorzystujące talenty wielu pozornie obcych sobie osób. Mark Lanegan w roli ducha, Anita Lipnicka, Joanna Prykowska, Natalia Fiedorczuk i Misia Furtak jako wokalistki; grają Poogie Bell, Wojciech Pilichowski, Chris Olley i Kuba Koźba, do tego Tim Simenon za stołem mikserskim. Nawet nie wymieniłem wszystkich; rzecz w tym, że mówimy tu o pracy i brzmieniu kolektywnym, takim jak UNKLE, Massive Attack, Archive, a nawet Heart & Soul. Maciek to wszystko napisał i zaprogramował, podobnie jak Tricky, Robert del Naja, czy James Lavelle.

Samo brzmienie oczywiście nie odcina się zupełnie od Hedone, ale jest czymś innym – powolne, trip-hopowe, wykorzystujące elektronikę do hipnozy klaustrofobiczną poezją, właśnie a’la Mark Lanegan. To wszystko pachnie ulicą i dymem, epatuje czerwonym światłem i metalicznym posmakiem. To fobie industrialne w stylu NIN („The Wire”), ale i klubowy rytm („Summer of Love”); to liryka nocy jak w Zagubionej Autostradzie („Lula”, „Long Cold Race”), oraz brzmienie ulicy („Down”). To koktajl wielu impulsów, z których każdy mógłby wypełnić całą płytę, ale teraz stanowi element bogatej aranżacji.

Dzieło Maćka jest bardzo płynne i wciągające; chociaż długie, słucha się go jednym tchem, za każdym razem dostrzegając nowe detale oraz podchwytując poetyckie, ale nie „zagadane” piosenki. Jest oczywiste, że twórcy tej płyty to nie nowincjusze, tylko rzemieślnicy emocji, potrafiący wczuć się nie tylko w ducha artyzmu, ale też w to, jak słuchacz słucha i jak należy „podawać” muzykę. Maciek triumfuje nie tylko pasją i wizją, ale siłą, odwagą i motywacją do wprowadzenia tej wizji w życie. Tu nie ma miejsca na poprawki czy lepsze wzornictwo; to trzeba usłyszeć i czerpać dalszą inspirację.

Co zatem do tego wszystkiego dokłada reedycja? Jak już mówiłem, to nie tylko druga szansa dla znakomitej płyty, ale także pretekst, aby ukazać ją w szerszym kontekście i bogatszym wydaniu. Przede wszystkim, remiksy – z których największą ozdobą jest dekonstrukcja w wykonaniu Władysława Komendarka, który oczywiście wysłał muzykę z kosmos, jak Gong czy Hawkwind. Takiej muzyki potrzebujemy – dziwnej, odlotowej, transmitowanej prosto z wyobraźni. Ale ważniejszy jest zapis koncertu, jaki miał miejsce w 2012 podczas Europejskich Targów Muzycznych Co Jest Grane.

Był to jedyny występ na żywo projektu Werk, prezentując Songs That Make Sense w całości. Trudno jest mi ocenić które oblicze płyty wolę – to zaprogramowane w studiu, czy to objawione w przestrzeni publicznej. Ten koncert pokazuje jeszcze większy potencjał tej muzyki, jak wiele można z nią zrobić i jak dużo emocji przekazać. To, co w wytłumionym cieple studia znika między słowami, wraca do nas na żywo – wśród głosów i szumów, czasem niedoskonale, a czasem lepiej i bardziej spontaniczne. Tak czy owak, projekt Werk wymaga naszej uwagi; dużo tracimy nie znając tej płyty.

TUTAJ nasz wywiad z Werkiem przeprowadzony w 2012 roku przy okazji premiery "Songs That Make Sense". 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load