Recenzje

2019-07-19
Batushka - "Hospodi"
Jeden z najważniejszych polskich zespołów metalowych wydał nowy album nazwany na cześć staro-cerkiewno-słowiańskiego słowa „Bóg”
Wykonawca: Batushka
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2019

Sukces ma wielu ojców. Sukcesem była debiutancka płyta Batushki, która wywołała zachwyt wielu. I dwie osoby poczuły się tego ojcami. W ostatnich miesiącach można było śledzić dramę pomiędzy Krzysztofem Drabikowskim a Bartłomiejem Krysiukiem. Stawka walki – kto ma prawo do nazwy Batushka. Oj, można by było się o tym rozpisać. Przyznam szczerze, że co jakiś czas zaglądałem do informacji, co się w tej walce dzieje, ale równocześnie nie była to pierwsza rzecz, o której myślałem po porannej pobudce.

Nie będziemy więc tu zajmować się tym, kto ma rację w sporze prawnym. Tym już zajmuje się sąd. My zajmiemy się muzyką. Obie strony konfliktu wypuściły nowe albumy. Batushka Drabikowskiego wydała płytę „Panichida”, a Batushka Krysiuka – „Hospodi”. I to o tej drugiej będzie tutaj mowa. Jak możemy przeczytać w zapowiedzi, koncepcja albumu została oparta na Liturgii Śmierci, modlitwach za zmarłych i ortodoksyjnych obrzędach pogrzebowych i pieśniach żałobnych.


Są prawosławne śpiewy, przewijają się one przez album. Dodają one patosu, choć jednocześnie nie jest on tak przerysowany jak choćby w nowym albumie Sabatonu. Ładnym, podniosłym zakończeniem albumu jest „Liturgiya”. Ale postanowiono też „uatrakcyjnić” repertuar dźwiękami pijackiej libacji. A przynajmniej to pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi na myśl słysząc początek „Polunosznicy”. Co jeszcze? Jest groźnie brzmiący growl. To już wiemy po „Dziewiatyjm Czasie”. Są też metalowe ‘napierdzielanki’ („Wieczernia”), ale nie ma ich zbyt wiele.

Mniej jest specyficznego klimatu, który towarzyszył „Litourgiyi”. Muzyka jest w dużej części melodyjna, co słychać między innymi w skocznych „Powieczerje” czy „Pierwyjm Czasie”. Na tę opinię pracują też chwytliwe riffy gitarowe („Polunosznica”). Nie tak mało jest na tym albumie fragmentów bardziej rockowych niż metalowych – początek „Wieczernii”, który można sobie wyobrazić grany przez początkującą kapelę rockową. Momentami jest zbyt monotonnie, zbyt nużąco. Wyczuwalna jest za to dbałość o brzmienie płyty. 

Wielu będzie patrzyło na tę płytę i oceniało ją przez pryzmat konfliktu Drabikowskiego z Krysiukiem i o tym trzeba pamiętać. Zaś moje krótkie podsumowanie „Hospodi” jest takie: fajna płyta, momenty są. Ale do olśnienia daleko.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load