Recenzje

2019-08-12
Slipknot - "We Are Not Your Kind"
Ukazała się pierwsza od pięciu lat płyta studyjna grupy Slipknot, którą zrecenzował dla nas Marcin Knapik.
Wykonawca: Slipknot
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2019

Odpoczynek nad morzem z ustawionym parawanem. Albo stanie w tłumie pod Kasprowym Wierchem. Albo leżenie do góry brzuchem w własnym domu. Letnia kanikuła. I oto pojawia się album, który w sumie nie pasuje do żadnej z trzech wymienionych okoliczności przyrody. Jest burzą zakłócającą miły, sielankowy nastrój. Ciężkie, ołowiane chmury i trzaskające pioruny.

Szósta płyta zespołu grającego w maskach jest następcą wydanego w 2014 roku „.5: The Gray Chapter”. Gitarzysta Jim Root mówił, że „choć przemysł muzyczny zmierza w stronę singli, Slipknot idzie wbrew temu trendowi” oraz że zespołowi „zależy na doświadczeniu przez fanów całej płyty”. Jednakże wyciągając z niej pojedyncze utwory, też można czuć się ukontentowanym.

To o perełkach kilka słów. „Unsainted” – pierwszy singiel z płyty i w zasadzie sam jej początek będący zapowiedzią tego, co dostajemy w sporej części utworów z dalszej części albumu. Zmiany brzmienia – od spokoju do kanonady. Zaczyna się od damskiego chóru, który przewija się też w dalszej części utworu. Mamy budowanie napięcia, szybkie, ostre, wściekłe zwrotki i melodyjny refren oraz momenty większego nacisku na ciężar kompozycji. I wszystko to ładnie współbrzmi. Był drugi utwór licząc od początku i tak się złożyło, że przejdziemy sobie do drugiego utworu od końca – „Not Long for This World”. Przeplatające się spokojne oraz ciężkie fragmenty, a w drugiej części utworu dochodzi jeszcze agresywne, krzykliwe brzmienie. Całość zaś zamyka mroczne outro. „A Liar’s Funeral” to punkt numer siedem na trackliście – pierwszy na albumie bardziej balladowy utwór, ale nie łatwy i przyjemny. Jedna z bardziej ponurych nastrojem kompozycji. Gitara akustyczna połączona z werblami, a to połączenie przekształca się w bardzo ciężkie granie. Ostrość, skoczność i energiczność jest zaś domeną „Nero Forte” (poprzedzonego mroczną, transową miniaturką „Death Because of Death”, co daje ładną zbitkę).


Ciężki, mroczny, niepokojący – taki nastrój oferuje nam album. Już od samego początku, którym jest introdukcja w postaci „Insert Coin” serwującego muzycznie krajobraz z horroru. Połączenie wolnych, ciężkich fragmentów z szybkimi i tnącymi, o którym była już mowa wcześniej, słyszymy też w „Critical Darling”, „Orphan” czy „Solway Firth”. I gdzieś tam jeszcze wplątane są fragmenty dość spokojne, dające wytchnienie słuchaczowi. Lekkim – jak na standardy tego albumu oczywiście – i lekko spopowiałym jest „Spiders” z pianinowymi dźwiękami i industrialną elektroniką. Najbardziej spokojny utwór – „My Pain” z elektronicznym podkładem. Za to największą napierdalankę zapewnia „Red Flag”, którego domeną są dwa słowa: szybko i mocno. Pokręcona jest ta płyta, ale to jej plus. Łączy ciężkość z melodyjnością refrenów słyszaną w głosie Coreya Taylora. Do zalet trzeba też zaliczyć właśnie jego głos – te melodyjne śpiewy, krzyki, momentami nawet rap. Słuchasz sobie „Nero Forte” i wiesz, że facet się przykłada. Ta wściekłość, wyrzucanie słów. To, że Taylor rozlicza się w tekstach z depresją też ma na to wpływ i dodaje temu albumowi atmosfery niepokoju.

O „We Are Not Your Kind” można napisać, że rzeczywiście działa, jeśli patrzymy na ten album jako całość. Że są tam bardzo dobre utwory. Że nie są to ponad 73 minuty wakacyjnie miłego i przyjemnego grania. I że panowie się spisali, tworząc bardzo dobry materiał.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load