Recenzje

2019-09-09
Red Box - "Chase The Setting Sun"
Popularna w latach 80. ubiegłego wieku brytyjska grupa synth popowa Red Box powróciła z pierwszym od 9 lat albumem studyjnym. Wydawnictwo zrecenzował dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Red Box
Wytwórnia: Sonic Records
Rok wydania: 2019

Czas zaciera wspomnienia. Dobre rzeczy idealizujemy, złe wypieramy. Bardzo wybiórczo rejestrujemy obrazy, kształty, zapachy, dźwięki i emocje. Po latach często okazuje się, że wydarzenia których sądzimy że byliśmy świadkami nigdy nie miały miejsca; co gorsza, zamiast nich występowały zjawiska dziwne, wstydliwe i tajemnicze o których zupełnie zapomnieliśmy. To nasze dawne fryzury, ubrania, zachowania, wypowiedzi, które utrwalone zostały na zdjęciach klasowych, taśmach wideo kręconych kamerą wuja, pamiętnikach, zeszytach... Zupełnie inną kwestią pozostają wspomnienia rzeczy niewidzialnych, takich jak muzyka. Często wydaje nam się, że lubimy jakiś przebój, bo wiążemy z nim dobre wspomnienia; gdy jednak przychodzi do przesłuchania tego po latach, okazuje się, że świeżość i ponadczasowość danej muzyki była mocno naciągana. Ile już razy mówiliśmy: Jak to coś mogło mi się podobać? Wtedy wszyscy starzy i dzieciaki przy tym szaleli, ale dziś to jest po prostu straszne!

Jest wiele zespołów, które w swoim czasie szturmem brały listy przebojów, ale później stały się pośmiewiskiem. Gdy słucham dziś „For America” zespołu Red Box, ze streamu, przechodzi mnie taki sam prąd jak wtedy, gdy źródłem muzycznego kontentu było radio i przegywane kasety. Ta piosenka była inna, ta płyta była inna. Kojarzymy ich z latami 80 i ich wieczną estetyką, ale nie są „typowym” produktem tego czasu. Moc ich przebojów potrafi uderzyć dziś równie silnie, gdy możemy sobie wybrać moment na posłuchanie „For America” czy „Chenko”, a nie gdy akurat trafiło się w Trójce. Oczywiście, wtedy te piosenki były reglamentowane i nawet kilka sekund tego czy owego gwiazdora na fali radiowej lub stacji TV były jak błysk kosmicznej hostii, którą dojrzeliśmy kątem oka. Z tą różnicą, że Simon Toulson-Clarke żadnym gwiazdorem nie był; ale wtedy tego nie wiedzieliśmy i dla wielu był on postacią równie rzeczywistą i boską co Michael Jackson, Madonna czy Han Solo.

Tak jakoś wyszło, że w Polsce lubimy Red Box. To wpływ Trójki i gustów jej słynnych prezenterów; pewnie gdyby zamiast Marillion, Peter Hammilla i Legendary Pink Dots puszczali więcej The Who, Suicide i Throbbing Gristle – słuchalibyśmy ich. Gdy Red Box wydają nowy krążek, traktujemy to w kategoriach osobistych i wyjątkowych – szczególnie, gdy nasz rodak, dobrze znany w kręgach prog-rockowych Michał Kirmuć, jest teraz częścią zespołu. Przecież to tak samo, jakby był członkiem załogi Hana Solo w Gwiezdnych Wojnach! Nasze narodowe uczucie wobec Red Box jest odwzajemnione, co wpływa na powagę wydarzenia jakim jest Chase the Setting Sun. Na świecie to rzecz niszowa, dla poszukiwaczy zaginionych skarbów, takich jak Book of Love, White Door, Propaganda czy Fiction Factory. A u nas? „This Is What We Came For” i „Gods & Kings” już zadomowiły się na liście przebojów, zanim jeszcze usłyszeliśmy cały krążek. A jest on cały wypchany takimi przebojami.


Red Box wydają płyty średnio raz na 8 i pół roku. Oczywiście dużo z tego zawdzięczamy ciszy jaka nastała po Motive; ale, jak twierdzi Toulson-Clarke, przez cały ten czas idea Red Box trwała i powrót do muzyki był tylko kwestią czasu. Ów nastał wraz z płytą Plenty, która choć piękna i przywitana jak mały cud, była inna - osobista, delikatna, krucha. Na Chase the Setting Sun sytuacja jest zgoła odmienna; to krążek dumny i przebojowy, pełen życia i barw, chociaż są to także barwy rdzy, popiołu i łez. Wydaje się, że to jest Red Box, jaki chcemy słyszeć, który ma w sobie wszystkie te elementy za jakie ich pokochaliśmy. Tych 11 numerów słucha się jednym tchem, raz po raz, zarówno jako całość jak i fragmentarycznie. Dwa wspomniane wcześniej single to tylko zajawka, albowiem „99 Stars”, „Why So Few” czy utwór tytułowy są równie witalne, wciągające i przebojowe. Każdy z nich zachowuje indywidualny urok, czerpiąc energię z pozostałych płyt Red Box, ale szanując własne imię.

Gdybym musiał komuś opowiedzieć o uroku Red Box użyłbym stwierdzenia pop wspólnotowy. To są te elementy plemienne – pierwotny język, wrzaski, rytm, chóry – ale też coś bardziej wyczuwalnego sercem, niż rozumem. To ta rodzinna, dziecięca radość wspólnego przeżywania czegoś niezwykle istotnego, chociaż banalnego. Ten duch łączy każdy krążek Red Box, ale na Chase the Setting Sun jest równie mocno wyczuwalny, co na The Circle & The Square, płyty od której zaczęła się ta przygoda. Ta radość to być może najwyraźniejsza pozostałość przeszłości, „nieśmiertelnej” dekady, gdy wszyscy byliśmy dziećmi. Najbardziej oczywistym łącznikiem nowego krążka z tym duchem jest najsilniejszy numer na płycie – „Starwalker”. Tą są te same emocje, co kiedyś w „Walk Walk” czy „Billy's Line”. To jest ta sama magia, co końcówka Ommadawn Mike’a Oldfielda, czy „San Damiano” Sala Solo. Pełna ludzka komunia, pachnąca jak klocki lego, ze szczyptą popularnego wówczas new age i world music.

Chase the Setting Sun jest płytą radosną i wspólnotową, chociaż przychodzi na świat w dziwnym momencie, gdy wspólnota jest na szarym końcu ludzkich priorytetów. Jak powiedział Simon Toulson-Clarke, są na tym świecie ludzie, którzy chcą nas podzielić, wzajemnie zaszczuć i znienawidzić. To ci sami, którzy narażają jego ojczyznę na czołowe zderzenie i zapaść, a naszą na zniewolenie umysłu, jak 50 lat temu. Jeśli istnieje jakieś podobieństwo w sytuacji Anglii i Polski to polaryzacja społeczna i potrzeba wspólnoty. Taką od zawsze oferowała muzyka i już nie raz przychodziła ludzkości na pomoc. Chase the Setting Sun to dobry grunt pod taką wspólnotę, choćby na chwilę, gdy sterczymy przy odbiorniku czy idziemy na koncert. Red Box już kiedyś przynieśli nam takie momenty, gdy z tego radia płynęło „Lean On Me”, „Chenko” i „Heart of the Sun”. Dziś dajmy sobie szansę na takie chwile słuchając „Starwalkera”, „99 Stars” i reszty nowych klasyków. Ta płyta jest tego warta.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load