Recenzje

2019-09-10
So Slow - "W Otwarte Dłonie Powietrze Sypie Gruz Przedświtu"
Intensywność działania grupy So Slow zaskakuje. Mowa o zespole, który z każdym kolejnym wydawnictwem nie tylko sprawdza swoje możliwości, ale przede wszystkim różne muzyczne warianty dla prezentacji swej twórczości.
Wykonawca: So Slow
Wytwórnia: Audio Cave
Rok wydania: 2019

Nie inaczej jest w przypadku najnowszej płyty grupy pod intrygującym tytułem „W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu”, na który składają się cztery kompozycje, a których tytuły pochodzą od… tytułu płyty. Album otwiera „W” – zapętlona, okołojazzowa miniatura z partiami werbla, basu i delikatnych efektów tła, które kończy krótki dźwięk zamknięcia drzwi. Czy to nawiązanie do debiutu grupy Kaliber 44? Być może. Bowiem za sprawą kolejnej ponad dziewięciominutowej kompozycji „Otwarte dłonie”, wchodzimy do świata muzycznego zespołu – pełnego przestrzeni, tajemnicy, orientalnych i katakumbowych nastrojów, a przede wszystkim rytmu. Tak, to brzmienia bębnów Arka Lercha prowadzą w dużej mierze narrację muzyczną płyty. We wspomnianym utworze słychać nie tylko rytmiczną, przyduszoną nieco perkusję, ale także frapującą deklamację Michała Głowackiego: A kiedy szli do wrogów mieli otwarte dłonie, a usta słone, a w sercach co jest do środka, do środka… Mam wrażenie, że słychać tu także echa twórczości śp. Roberta Brylewskiego. Kolejno wybrzmiewa „powietrze”, które pilotowało to wydawnictwo. Transowość, dronowe tło, postrockowa gitara, miarowy powolny rytm oraz dziwne efekty, przypominające zepsuty zegar zaskakują i frapują . Dopełnienie stanowi fascynująca deklamacja Głowackiego: góra to ziarno piasku/rzeczy widać spoza zasłon/to do środka oko patrzy/szybko się uczymy mechanizmów akceptacji. Ten utwór stawia słuchacza w konsternacji, intryguje i zastanawia. Przyznaję, że zanim jeszcze usłyszałem całą płytę, zdarzyło mi się słuchać „powietrza” ponad dwadzieścia razy pod rząd. Dotyka za każdym razem.


Jednak kwintesencją czwartej płyty So Slow jest utwór „sypie”. Piwniczne tło dźwiękowe, początkowo nieco freejazowe, a później już dość plemienne bębny, punktowane przez efekty elektroniczne oraz… trąbka. Maestro Wojciech Jachna prowadzi ten utwór w rejony jeszcze bardziej złożone, emocjonalne, naznaczone maligną... Płytę domyka „gruz prześwitu” – swingujący, funkujący wręcz (gościnny udział Łukasza Lembasa na gitarze basowej), prowadzony delikatną partią gitary Daniela Kryja i naznaczony ostatnią już deklamacją Michała Głowackiego. Te niewiele ponad dziesięć minut zwieńczające całość, pozwala się nieco uspokoić, ale też zastanawia, dokąd to wszystko zmierza...

„W otwarte dłonie powietrze sypie gruz prześwitu” to nawiedzone i najodważniejsze z dotychczasowych dzieł So Slow oraz dowód na to że alchemia zespołu jest wynikiem nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim wzajemnej otwartości muzyków. Tą płytą niczego nie ryzykują. Ona po prostu nie jest dla wszystkich.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load