Recenzje

2020-02-24
Ozzy Osbourne - "Ordinary Man"
Po dziesięciu latach od wydania albumu "Scream" doczekaliśmy się nowej płyty studyjnej Ozzy'ego Osbourne'a.
Wykonawca: Ozzy Osbourne
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2020

Dziesięć lat przerwy dzieli nowy i poprzedni („Scream”) album Ozzy’ego Osbourne’a. Ten nowy powstał jednak – jeśli wierzyć zapewnieniom – szybko, bo w cztery tygodnie. Trudno nie mieć z tyłu głowy podczas słuchania ostatnich wiadomości o stanie zdrowia Osbourne’a. Choroba Parkinsona, odwołana trasa koncertowa po Ameryce Północnej. Plus refleksyjny ton przebijający się w niektórych tekstach.

Patrząc na skład muzyków towarzyszących Ozzy’emu na tej płycie można było mieć zaostrzone apetyty. Perkusista Red Hot Chili Peppers – Chad Smith, basista Guns N’Roses – Duff McKagan, gitarzysta Guns N’Roses – Slash, Elton John, Post Malone i producent – Andrew Watt współpracujący dotychczas m.in. z Post Malone czy Justinem Bieberem (ciekawy wybór producenta).


Refleksyjność, jak już napisałem, przebija się w tym albumie – w balladowym posmaku „All My Life”, wolnym, posępnym, patetycznym, pasującym na zakończenie albumu „Holy For Tonight” (który jednak nie zamyka płyty). A najbardziej w utworze tytułowym, w którym pojawia się też Elton John. Duet artystów zmierzających do schyłku swoich karier. Jest to bardzo, bardzo patetyczna ballada – bardziej w stylu Eltona niż Ozzy’ego. Dawka jej ckliwości może być dla niektórych zbyt duża. Nacisk na ciężar położony jest w „Under The Graveyard” - bardzo udanym utworze z mrocznym, sabbathowym nastrojem. Zmiany tempa pojawiają się w „Goodbye” - posępność i ciężkość na zmianę z większą dawką hałasu. Warto czasem trochę pohałasować. I Ozzy i osoby z nim współpracujące czynią to w „Straight To Hell”, „Eat Me” czy „It’s A Raid”. „It’s A Raid” to najszybszy i najbardziej hałaśliwy utwór na albumie. Zaskakuje obecność w nim Post Malone. Raper w otoczce muzycznej napierdzielanki. Słychać też autotune. Można się przy okazji zastanowić, w jakim stopniu technologia ulepszyła na tej płycie głos Ozzy’ego.

Co do wad płyty, generalnie nie ma wielkiego odkrywania Ameryki pod względem muzycznym. Jest też parę przeciętnych, niezbyt intrygujących, przelatujących przez ucho momentów, np. „Today Is The End” z niezbyt wyszukanym refrenem. I zabieg, którego nie rozumiem. W wersjach na CD i kasetach oraz w streamingu jako utwór dodatkowy występuje „Take What You Want” - owoc współpracy Post Malone’a, Ozzy’ego i Travisa Scotta. Utwór, który znamy już od września zeszłego roku i który pojawił się na płycie Malone’a „Hollywood’s Bleeding”. Przyznam, że podoba mi się ten utwór.  Jakoś mnie złapał. Ale zastanawiam się, po co się tu pojawił? Żeby podbić wyniki sprzedaży albumu?

Jeśli coś miałbym poradzić, to podejść do tej płyty bez wielkich oczekiwań. Nie nastawiać się na jakiś przełomowy album. I wtedy można się zadowolić niezłym albumem, którego słucha się całkiem dobrze. I trzymać kciuki za powrót Ozzy’ego do zdrowia.

Autor: Marcin Majewski


End of content

No more pages to load