Recenzje

2020-02-27
Greg Dulli - "Random Desire"
Lider grup Afghan Whigs i The Twilight Singers wydał pierwszy od 15 lat nowy solowy album studyjny.
Wykonawca: Greg Dulli
Wytwórnia: Warner Music Polska
Rok wydania: 2020

Niespokojna dusza Grega Dulli nie znosi pustych przebiegów i każe mu bez ustanku grać, śpiewać, nagrywać, poszukiwać. Greg uwielbia muzykę w wydaniu studyjnym, o czym świadczy pełna gama jego projektów zespołowych, stałych, doraźnych i jednorazowych. Jest także królem sceny, a publiczność to jego żywioł. Ludzie gromadzą się na jego koncertach nie tylko po to, aby usłyszeć jak śpiewa, ale także dla niego samego – jego wszędobylskiej, towarzyskiej osobowości. Gdy nie jest w trasie, komponuje i nagrywa; gdy już coś nagrał, z miejsca objawia to światu i rusza w drogę. Muzyka Grega to wiele różnych zespołów, ale powiedzmy sobie uczciwie: to jeden i ten sam Greg, ze swoją absorbujuącą, elvisowską postacią i głową pełną pomysłów. Tylko raz oddał pół sceny osobowości sobie równej i niezależnej, acz z zupełnie przeciwnego bieguna: Markowi Laneganowi, z którym przez chwilę tworzyli The Gutter Twins. A teraz Dulli przynosi nam swój oficjalny debiut solowy; można przewrócić oczami i ponarzekać w duchu, co on tam znowu wymyślił? Tymczasem solowy Greg Dulli brzmi inaczej od pozostałych płyt Grega Dulliego.


Random Desire technicznie nie jest pierwszą solówką Grega, o ile liczymy falstart jakim było Amber Headlights – płyta niedokończona, porzucona, dograna i wydana dla zasady; gratka tylko dla fanów. Teraz, jednakże, żarty się skończyły. Greg ściąga z twarzy swoją niewidzialną maskę, siada na krześle w małym pokoiku i gra tylko nas. To pierwsze wyzwanie: łatwiej jest grać dla tłumu, niż kilku konkretnych osób. Taka płyta jak Random Desire lubi być nagrywana w samotności, ale Greg nie posunąłby się aż tak daleko, aby nie zaprosić kilku znajomych. Najważniejsze jest jednak to, że mamy go tu przed sobą bez świty, bez pewności siebie jaką dają koledzy na scenie. Teraz możesz pokazać, co potrafisz, jakim jesteś muzykiem, kompozytorem, jak śpiewasz, grasz i piszesz, jaką atmosferą otaczasz samego siebie, przed lustrem. Greg wychodzi z tego wyzwania znakomicie i dostarcza album, który był kwestią czasu: trochę popisowy, miejscami przyciszony; nade wszystko, osobisty, taki który przypomina wyznanie miłości, grzechów, pragnień i snów. To płyta, która w duszę Grega ma tchnąć trochę spokoju.

Otwierająca płytę „Pantomima” to lekka zmyłka. To brzmieniowa wizytówka Grega, wręczona od progu z uśmiechem rozmówcy. Ale już przy trzeciej piosence następuje bolesne wyznanie – niespełnione „Marry Me” i żal jaki autor wyraźnie nosi do dziś. To właściwe oblicze tej płyty i motywacji jej autora. Greg wyciąga wiele osobistych spraw, które opatruje szerokim zestawem dźwięków i instrumentów, niekoniecznie tylko tradycyjną gitarą akustyczną i głosem. Kulminacja krążka przychodzi jednakże na „It Falls Apart”, która jest wciągającą, ciekawie skomponowaną, melodyjną piosenką, noir-balladą w stylu Cave’a czy Lanegana. Sceniczne zwierzę opuszcza Dulliego, a jego energia showmana wisi razem z kurtką w przedpokoju; liczy się spokój kompozycji, rozbrajająca szczerość słow, swoboda pojedyńczych instrumentów. Słychać jest, że autor uśmiecha się do nas, wyjmując z teczki kolejne piosenki i rekwizyty, z których każdy ma znaczącą rolę do odegrania. Energia zespołów którym Dulli przewodzi została odłożona, a za motyw przewodni obrana intymność i osobistość, oraz eksperyment, zaduma, asceza i olśnienie.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load