Recenzje

2020-04-01
IAMX - "Echo Echo"
Chris Corner czyli IAMX nagrał niezwykły album akustyczny, o którym nasz recenzent Jakub Oślak napisał: A słychać, że Corner przestaje być tu gwiazdorskim IAMX’em, a staje się sobą – Chrisem, gościem z gitarą, którego trawią takie same demony, co jego słuchaczy. Właśnie na tym polega sedno tego albumu, na ukazaniu publiczności człowieka, który całe życie zakładał, nie bez powodu, maski".
Wykonawca: IAMX
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Powiadają, że sukces albumu muzycznego zależy od czasu i okoliczności. Jeśli wyprzedzi czas – źle; jeśli jest spóźniony – jeszcze gorzej. Jeśli jego pogodność/powaga nie oddają entuzjazmu/depresyjności danego czasu, marne jego szanse na zaistnienie w przestrzeni publicznej. Czasem z premedytacją, a czasem przypadkiem, ale nawet przeciętny album trafiając we właściwy czas, błyszczy jakby bardziej. Tak właśnie jest z Echo Echo Chrisa Cornera, dla którego czas epidemii, w jakiej znalazł się świat wydaje się być idealnym terytorium. Sama koncepcja tego albumu wydaje się nieco podejrzana; oto artysta kojarzony przede wszystkim z muzyką syntetyczną w wielu jej odmianach, nagle sięga po gitarę akustyczną. Co więcej, nie po to, aby pisać nowe piosenki, ale żeby interpretować stare. Mam duży dystans do tego typu zabiegów, gdyż zwykle świadczą o braku nowych pomysłów i pilnej potrzebie wymyślenia siebie na nowo przez danego muzyka; tym bardziej zaskoczony byłem, gdy okazało się, że Echo Echo nie tylko brzmi świetnie, z pomysłem na siebie, ale też potrafi zaskoczyć.

Przede wszystkim, ta płyta jest bardzo symboliczna. Gdy jak świat długi szeroki siedzimy w domach, a przynajmniej powinniśmy, obserwując tylko kolejne odwołane lub przełożone na później koncerty, muzyka i sztuka nie próżnują. Duszy artysty nie interesuje wirus i cała ta związana z nim sytuacja; ona musi tworzyć, bo inaczej cierpi. Chris Corner, jak sam twierdzi, całe życie marzył, aby taki album nagrać, z którym będzie mógł przekazać światu swojego wewnętrznego Neila Younga i Tracy Chapman. Płyta trafia w sedno czasu, albowiem, dosyć nieoczekiwanie, wszyscy artyści muszą się w owego Younga i Chapman zmienić, jeśli chcą podtrzymać ducha muzyki. Corner rzeczywiście łapię za gitarę akustyczną i – nie uciekając bynajmniej od elektroniki tak zupełnie – siada na kanapie i akompaniuje na strunach, dając sobie więcej przestrzeni niż zwykle, aby pośpiewać. Brzmi dziwnie? A mimo to, wszystko, co mu z tego planu wyszło brzmi świetnie. Jest to zarówno ciekawy materiał interpretacyjny, jak i niezależny od źródła, zachowujący własną tożsamość, dynamikę, estetykę i wrażliwość.


Mimo to, nie chcę oceniać czy też wyróżniać walorów interpretacyjnych tej płyty. Należy jej słuchać jako samodzielnego albumu, przypominającego w wielu momentach styl Stevena Wilsona. Wolę nie oceniać, który numer został najlepiej przetworzony na unplugged; na pewno największą uwagę skupią IAMX’owe klasyki, takie jak „Kiss + Swallow”, „Spit It Out”, czy też otwierający płytę, znakomity „I Come With Knives”. Te kawałki, w których ten album naprawdę robi różnice, to te mniej popularne: „I Salute You Christopher” oraz „The Background Noise”. Siła ich interpretacji polega na tym, że zapominamy o pierwowzorze; liczy się tylko to, co słychać tu i teraz. A słychać, że Corner przestaje być tu gwiazdorskim IAMX’em, a staje się sobą – Chrisem, gościem z gitarą, którego trawią takie same demony, co jego słuchaczy. Właśnie na tym polega sedno tego albumu, na ukazaniu publiczności człowieka, który całe życie zakładał, nie bez powodu, maski. Życzę mu i jego sympatykom dużo powodzenia w serii występów z kanapy; teraz ma do tego wszelkie właściwe narzędzia i okoliczności.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load