Recenzje

2020-06-01
Moby - "All Visible Objects"
Moby wydał siedemnastą płytę studyjną i jest to jeden z najlepszych albumów w jego karierze.
Wykonawca: Moby
Wytwórnia: Mute Records
Rok wydania: 2020

Moby zaatakował nowym albumem całkiem znienacka – i słusznie. W dzisiejszych czasach płyta musi wjechać na tacy jak zupa instant pod sam nos, najlepiej podana linkiem w pewien piątek. Wtedy nie budujemy oczekiwań, napięć i wyobrażeń, którym produkt końcowy często nie jest w stanie sprostać. Ostatnie produkcje Moby’ego, jak i innych elektroników jego pokolenia, schowały się ponownie w piwnicy, a klasyczne, przełomowe albumy z lat 90-tych wyraźnie się postarzały. Albo, mam już ich serdecznie dosyć. Mimo to, Moby nie odcina się ani od swojego okresu rave’owego, ani muzyki z przełomu tysiącleci, gdy był skarbnikiem materiału dźwiękowego do reklam i filmów. All Visible Objects cieszy po wielokroć, albowiem Moby nie tylko sięga do różnych rozdziałów swojej przeszłości, ale także potrafi ją ukierunkować na specyficzne potrzeby słuchacza zamkniętego w domu w 2020 r.

Przepis na sukces Moby’ego od zawsze był taki sam: znaleźć dobry sample, zapętlić go, obudować dźwiękami i otoczyć ludźmi. Jego muzyka daje poczucie wspólnoty, dzielenia dźwięków z innymi. Moby jest świetnym DJ-em ludzkich emocji, doskonale wyczuwa nastrój chwili i potrafi umieścić go w szerszym kontekście. Muzyka dnia dzisiejszego jest niezwykle różnorodna, a owa „wspólnotowość”, jaką przywodzi, jest bardzo pożądana; szczególnie teraz, gdy brak nam koncertów, imprez, klubów, itd. A jaka inna scena jest lepszym symbolem wspólnoty, niż rave lat ‘90: pół-legalne imprezy techno, które najpierw przypłynęło z Detroit do Manchesteru, a następnie przeparadowało przez Londyn, Brukselę i Rotterdam, aż po Kolumnę Zwycięstwa w Berlinie. Moby dawno nie sięgał po takie hymny jak „Feeling So Real” czy „Go”; tymczasem, już sam start nowej płyty jasno pokazuje, że temat wrócił.


Na nowej płycie Moby częstuje nas „kwasem”, elementami transu, chill-outu i ambientu. Imprezowa wspólnota Everything Is Wrong spotyka się z impresjonizmem Hotel: Ambient, chociaż nadal obowiązują estetyczne „nowe brzmienia” Play. All Visible Objects to nie tylko testament kariery Moby’ego, ale także przegląd elektroniki, jaka w latach ‘90 wyparła rock alternatywny i grunge. Moby przesyła nam pozdrowienia na pocztówkach z przeszłości, ale układa je we wzory adekwatne do dnia dzisiejszego. Obok eksplodujących bangerów i przestrzennych fal mamy ciepło domowych pieleszy i statyczny świat za oknem, który w każdej chwili może przeciąć trans i głos Karen Mulder: Come on, dance with me… A w takich numerach jak „Refuge” czy „Power Is Taken”, zawiera się całkiem klarowny przekaz filozoficzny i społeczny, od którego muzyka elektroniczna lat ’90 nigdy nie stroniła.

All Visible Objects wygrywa pod wszelkimi kątami. Doskonała okładka, dobry pomysł na płytę i kapitalne wykonanie. To najlepszy album Moby’ego od dawna; na pewno nie tak przełomowy jak Everything czy Play, ale równie wciągający, budujący i krzepiący. Jest miłym łaskotaniem wspomnień czasów, gdy całe pokolenie brało udział w drugim Lecie Miłości; oraz, gdy te same serca trapiły tajemnice Z Archwium X, niepokój nowoczesności i świt nowego milenium. To także pożywka dla tych, co biegli razem z Lolą przez most Oberbaumbrücke w Berlinie; oraz tych, co dziś wpatrzeni w ekrany czekają w milczeniu na restart rzeczywistości i ostateczne przegnanie demonów bezprawia. All Visible Objects to kolejny klucz do zrozumienia ciągłości muzyki elektronicznej, idącej zupełnie niezależną ścieżką, a która mimo to odpowiada na społeczne wyzwania stawiane przez teraźniejszość.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load