Recenzje

2020-10-24
Autechre - "Sign"
Brytyjski duet elektroniczny Autechre wydał pierwszy pełnoprawny album studyjny od 4 lat. Czy warto było czekać? Na to pytanie odpowiedział Jakub Oślak.
Wykonawca: Autechre
Wytwórnia: WARP Records
Rok wydania: 2020

Jakie zespoły są najczęściej nazywane pionierskimi? Takie, których muzykę ciężko jest nazwać, lub nawet opisać. A działający od ponad 30 lat duet Autechre nie przestaje pod tym kątem zadziwiać. Powiedzieć, że ci pionierzy muzyki elektronicznej umieścili kompozycje dźwięków na nowym, nieznanym poziomie, to mało. Oni wykroili w czasoprzestrzeni jakiś nieznany matematyce wymiar, przez który przeszły na naszą stronę dźwięki ludziom nieznane, niezrozumiałe, popełnione przez inną cywilizację lub nawet inną koncepcję wszechświata. Te ich ćwierki, brzdęki, świdrowanie i stukoty to czyste dane, uporządkowane w chaos, który przemawia do uśpionych w nas zmysłów. Czy muzykę można zobaczyć? Czy muzykę można tak skomponować, aby zobaczyli ją inni? Te metalowe kulki toczące się po pochyłej tafli szkła nie są przecież z nami od wczoraj; Autechre robią tak od dawna.

Autechre są być może najważniejszym współczesnym zespołem parającym się muzyką elektroniczną. Odpowiadają za natchnienie rzeszy innych muzyków, którzy dzięki wciąż rozchwytywanym płytom mistrzów sami postanowili zgłębić możliwości syntezatorów i komputerów. To przekazanie pochodni sprawia, że podziwiając dziś nowy album Autechre nie czuję, jakby właśnie wylądował przede mną latający talerz, a jego załoga usiłowała się ze mną porozumieć dźwiękami. Czuję komfort i pewność siebie, jestem już z tą muzyką obyty, już mnie ona nie zaskakuje sama w sobie – teraz mogę ją należycie podziwiać. Zmysły są pobudzone i otwarte, głowa pracuje wytężenie, mimo iż okoliczności, w których żyjemy temu nie sprzyjają. Transmisja z kosmosu nie jest już nieodgadnionym żywiołem, czarnym monolitem, przed którym ciemny małpolud bije pokłony. Teraz to nasza rzeczywistość.

SIGN jest płytą o wyraźnym posmaku retro, chociaż jest to nadal retro stricte do potęgi Autechre. Te dźwięki bywały z nami już wcześniej; pamiętamy je choćby z Amber czy Chiastic Slide, pomiędzy którymi Rob Brown i Sean Booth testowali wszystko to, co nazywamy zwyczajowo melodią, rytmem, strukturą, harmonią, atmosferą. To nie były zwyczajne eksperymenty, lecz pełne premedytacji kreowanie rzeczywistości przy użyciu nieznanych dotąd funkcji. Oczywiście, nawet oni zapędzili się w tej swojej pionierskości pod ścianę, w kozi róg; ale SIGN jest krokiem w tył, który pozwoli zrobić im dwa kroki naprzód. To płyta ‘przyjemna’, operująca w takim samym stopniu artyzmem, co nastrojem, pobudzająca myśli i zmysły. Gdy wizje przyszłości stały się ciałem, a kosmici od dawna mieszkają między nami, warto poznać ich język i zacząć go używać, aby nadać nim nowy sens staremu światu.

SIGN nie jest płytą tak skomplikowaną, jak wiele z jej poprzedniczek. Tak jak współczesny jazz, nie musi być nawałnicą dźwięków, aby budzić podziw. Autechre udało się okiełznać język kosmitów, język dźwięków, które służą im za imiona i tytuły kompozycji – w końcu bycie pionierem elektroniki, synonimem muzyki nazywanej IDM, zobowiązuje. Abstrakcyjność ich sztuki już nie szokuje, gdyż wpłynęła ona na to, co gra teraz cały elektroniczny świat. Czy zatem pionier może odejść? Ależ skąd. SIGN pokazuje, że autorytet w muzyce, pewien wzorzec czy tablica nieznanych pierwiastków jest potrzebna stale, gdyż można na jej podstawie budować rzeczy potrzebne nam ciągle. A dobrze wiemy, jak bardzo teraz potrzebujemy takiej muzyki, która nie przemawia ludzkim słowem, lecz sygnałami bezpośrednio do organizmów, do mięśni, membrany i skołatanego układu nerwowego.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load