Recenzje

2020-07-08
Hedone - "Rare 92-20"
Po 15 latach ciszy powróciła łódzka grupa Hedone z retrospektywnym albumem "Rare 92-20". Jest to nie tylko przypomnienie mało znanych lub niepublikowanych dokonań tego zespołu, ale także zapowiedź nowej płyty studyjnej. Recenzję płyty napisał dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Hedone
Wytwórnia: GAD Records
Rok wydania: 2020

Industrial to nie muzyka maszyn; industrial to muzyka ludzi. To my, pogubieni wśród maszyn, chorzy od zła, szukający schronienia zmysłów, somy dla serca, doczesnego spełnienia duszy. To muzyka niepokorna, grzeszna, dusząca, wyciągająca na wierzch piękny brud – lęki, żądze, instynkty, łzy. Odkrywamy jej przestrzeń krzykiem i chłodem, pochowani w szafach, przewracając krzyże i znaki ostrzegawcze, paląc stare listy i fotografie. W każdej maszynie czai się broczące serce – nasze serce, po które coraz trudniej jest sięgnąć, wobec nieustającego wrzasku, presji, rechotu, smrodu i strachu. Industrial to ludzka pasja i maszynowa obojętność, często nie do odróżnienia, choć równie piękne.

Polska nie miała nigdy szczęścia do takich brzmień, chociaż mamy zarówno zastępy artystów jak i słuchaczy-pasjonatów lgnących do tej muzyki, filozofii, estetyki, subkultury. To nie jest nasza narodowa specjalność zakładu, taka jak chociażby metal; być może właśnie ze względu na te przeklęte maszyny, które po dziś dzień bywają postrzegane jako anty-teza muzyki. Na szczęście, ten szalony czas, w którym żyjemy, ma też swoje dobre strony; chociażby to, że w muzyce przestał obowiązywać „mainstream”, nastąpiło kompletne rozproszenie gatunkowe – i każdy, choćby nie wiem jak dziwne dźwięki wydawał i powodował, ma sporą szansę wydać płytę i znaleźć słuchaczy.

To także dobry moment na przypominanie skarbów z dawnych lat: reedycje, powroty, archiwalia. Jeden z naszych czołowych przedstawicieli industrialu szykuje się właśnie do takiego powrotu; a w międzyczasie, daje publiczności znać o swojej ponownej aktywności przekrojową kompilacją materiału, który do tej pory tkwił w szufladzie, lub innych mało dostępnych miejscach. Rare 92-20 od łódzkiego Hedone, to szybki podręcznik historii tego zespołu, ale pokazany na przykładzie „odrzutów produkcyjnych” – demówek, remiksów, rzeczy nieznanych i niewydanych. Ze strony zespołu to tylko formalność, i uczciwość, albowiem, albumu słucha się tak, jakby został napisany i nagrany wczoraj.


Płyta jest ułożona chronologicznie, co jest ciekawym, acz ryzykownym zabiegiem, albowiem nie zawsze nasze pierwsze artystyczne próby są tym, czym chcemy chwalić się w pierwszej kolejności. Tym większy podziw dla Macieja Werka i towarzyszy, gdyż owe najstarsze, wczesne nagrania – po remasteringu – brzmią jak produkcje współczesne, a nie sprzed prawie 30 lat. Sprawia to ponowne zapotrzebowanie na muzykę syntetyczną, industrialną, szczególnie taką w wydaniu ja-syntezator-wokoder; jest to ponowny „głód” takiej estetyki, ze względu na podobny potencjał dusz słuchaczy. Świat znowu daje nam wycisk, przynosi lęki, zarazę, bezsenność, zło. Trzeba krzyczeć - i milczeć.

Znowu szukamy miejsca dla wrzasku, który poskramia maszyny. Znowu słychać znajomy synth-pop, industrialny rock z gitarą i samplerem, kompletnie połamane remiksy, trochę trip-hopowej duszności, kilka nastrojowych ballad, oraz finałową eksplozję dnia dzisiejszego. Hedone prowadzi nas przez swoją historię, której przebieg łatwo jest zaobserwować poprzez zmiany gatunkowe i brzmieniowe kolejnych utworów. To jest historia od wewnątrz, od kuchni i zaplecza, z otwieraniem szuflad, pokazywaniem pulpitów, wyciąganiem starych plakatów i odpalaniem wave’ów, spoczywających w folderze, który jak się nam mylnie wydawało, bezpowrotnie przepadł po studiach.

Rare 92-20 mógłby nosić zupełnie inny tytuł i wypadłby równie atrakcyjnie. Moglibyśmy nie wiedzieć, że to antyki, a pobudzony współczesnością i otwartością umysł przyjąłby to za dobrą monetę. Słychać fascynacje Depeche Mode i Nine Inch Nails, ale to tylko początek, wierzchołek, napisy początkowe; ten krążek wygrywa swoją rozpiętością, anielsko-diabelskimi głosami, przestrzenią emocjonalną między ekstrawersją a neurotycznością, na końcu której stoi wielki talent i „głód” muzyki. Hedone oznacza doczesną rozkosz, ale paradoksalnie jest ona przełożona całkiem duchową potrzebą. To krążek z innego czasu, który kończy swoją podróż tu, dziś – oraz, zwiastuje bardzo ciekawą przyszłość.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load